Podczas gdy nasza wspaniała sekcja tańców renesansowych lansowała się w Reducie (odbierając nam okrutnie Asika, więc nie miał kto marudzić, że krzywo), my, ich średniowieczni praprzodkowie, trenowaliśmy nasze tańce.
Niestety, co okazuje się ostatnio smutną regułą, frekwencja nie powalała – widocznie niektórzy złapali przedświątecznego lenia (albo w pocie czoła trzepali dywany… co jednak wydaje się nieco wątpliwe…) Ale trójka do Spero się zebrała! Zaczęliśmy od rozgrzewki, a potem przystąpiliśmy do powtarzania Spero właśnie. Nie szło nawet tak źle i panowie nawet obracali się w odpowiednim momencie.
Jako, że była nas trójka (i, o dziwo, dwóch panów), postanowiłam wprowadzić coś nowego, co moglibyśmy zatańczyć we troje – Voltati in Ca Rosina. Taniec jest całkiem prosty i powtarzają się w nim pewne elementy ze Spero, największym problemem są podchwytliwe łańcuszki na końcu. Po przejściu ich „na sucho” okazało się, że wychodzą całkiem nieźle!! Po dodaniu wolniejszej muzyki wszystko wychodziło bez problemów, gorzej było z trochę szybszą wersją muzyki – ale to można jeszcze bez problemu wyćwiczyć.
W międzyczasie doszła do nas Ela i zatańczyła Voltati z chłopakami, a potem zmieniłyśmy układ na wersję z dwoma paniami i panem w środku – i znów nie było problemów.
Potem ćwiczyliśmy Choronę, ale niestety było sporo pomyłek i musieliśmy kilka razy powtarzać, aż nie wyszło w miarę poprawnie.
Jako, że powoli zbliżał się koniec treningu powtórzyliśmy z Rafałem to, czego uczyliśmy się zeszłym razem, czyli Principesse i znów wyszły lekcje indywidualne (ale przynajmniej uczeń podatny na naukę
). Po bezbłędnym odtańczeniu tańca pożegnaliśmy się wszyscy składając sobie życzenia.
W przyszłym tygodniu przystąpimy do intensywnego spalania kalorii przyjętych w czasie świątecznego obżarstwa. A tymczasem wesołych świąt!