Wpisy otagowane ‘Volta’

Bielańskie lochy (i nie chodzi o żadne świnie)

niedziela, 28 Listopad 2010

No i po raz kolejny spotkaliśmy się żeby potańczyć coś renesansowego. W składzie tym co zwykle czyli Anett, Asik, Bartek i ja. Zanurzyliśmy się w odmęty domu kultury na Bielanach.

Rozgrzewka była tym razem do hitów sprzed lat, odpowiednio do przedziału wiekowego uczestników. Podobno rozgrzewka przebiegała w jakiś abstrakcyjnych klimatach bo młodzież mogła się tylko odnaleźć w sadystycznych fragmentach które wykańczały moje mięśnie brzucha.

Po rozgrzewce na tak zwane dogrzanie odtańczyliśmy Basse Goiosę. Zatańczyliśmy dla lepszej wprawy  wersję klasyczną i Bollywoodzką. Następny do dotańczenia stanął koszmar Ruraka (bez skojarzeń prozę ;) ) czyli Bassa Pompiglia. Mimo dwóch prób wyszło średnio-kiepsko zwłaszcza w moim wykonaniu.

Później przyszło do tańczenia Bassy Toscany i tu zaczęły się dziwy. Asik dostała dziwnych skojarzeń i zamiast tańczyć renesans tańczyła niczym Rocky Balboa. Mówiłem, mówiłem, że ją na boks zapisać. Wyszalało by się dziecko ;) nie stresuje starszych i znerwicowanych.

No i po tych przejściach czas było na ruszenie mózgownicami  więc przystąpiliśmy do powtarzania Bassy Ducalii, ale od razu na mokro. Potem poszliśmy nawet nieco dalej i zaczęliśmy uczenia się od nowa Celeste Giglio z uwzględnieniem poprawek Bartka. No i szło całkiem nieźle już po 3-4 próbach początek zaczął nam całkiem równo wychodzić – prawda Asiku ?? Możliwe że szło nam tak dobrze tylko ze względu na to że nie zaczęliśmy Galiardy :P

Skoro już pomęczyliśmy nasze zwoje mózgowe stwierdziliśmy, że czas poszaleć przy Volcie, ale na wniosek Asika powtórzyliśmy ostatnią zwrotkę Volty na sucho, no i tu zaczęły się schody. Okazuje się, że w choreografii jest parę zgrzytów i wymagają natychmiastowego przedyskutowania. Po ustaleniu, że nic na szybko nie ustalimy ustaliliśmy że jeszcze dziś tańczymy po staremu/swojemu potem (ja „zgłosiłem” się na ochotnika) zrobimy jakąś standaryzację/ uspujnienie choreografii.

Po tych zmaganiach zatańczyliśmy sobie jeszcze raz Basse Ducalię dla lepszego zapamiętania kroków. No i pozostała nam już tylko zgrzewka i do domuuuuu :D

Tyle wieści z parkietu

Hrabia (bez czerwonych szelek)

O śwince co wyszła z twarzą

piątek, 26 Listopad 2010
W ostatnią środę, znów po tańcach XV w. odbył się trening grupy zaawansowanej. Niestety mimo naszego wcześniejszego przybycia nie udało nam się pooglądać jak wyglądają tance XV w. bo Asik rozpuściła grupę jakieś 8 minut przed czasem. No po prostu skandal.
Z tego powodu rozpoczęliśmy trochę wcześniej rozgrzewkę nie czekając na Karola i Asię, wychodząc z założenia że skoro tak konsekwentnie unikają rozgrzewki, że jak wcześniej zaczniemy rozgrzewkę to szybciej przyjdą :D W tracie wyszło na jaw że przy niektórych ćwiczeniach śmiech jest wskazany bo znacznie lepiej pracują mięśnie brzucha. Pod koniec rozgrzewki okazało się, że nasze założenia nie były pozbawione sensu, bo Karol z Asią się pojawili tuż przed końcem rozgrzewki.
Na dzisiejsze zajęcia zaplanowane było powtórzenie Bassy Goiosy i powtórzenie Bassy Ducalii (no może nie dla Asi i Karola). Nim jednak przystąpiliśmy do nowości trzeba było się dogrzać, więc zaczęliśmy do czegoś czego już nie pamiętam :P
Dalej zajęliśmy się powtarzaniem najtrudniejszej części Bassy Goiosy czyli solówek. Po solidnych męczarniach powtórzyliśmy raz dla odświeżenia kroki do pozostałej części tańca i jazda z muzyką. Po kilku próbach przyszła pora na małe odstresowanie i zatańczenie czegoś co wszyscy znają czyli: Chiara stella i Bassa Toscana.
Po tym małym relaksie powróciliśmy do powtarzania/uczenia się Bassy Ducalii już z poprawkami do choreografii zgłoszonej przez naszego dyżurnego Italiofila Bartka. W trakcie tańca wyszło że mamy świnkę w zespole, która jest świnką bez ryjka tylko z twarzą. Ponad to świnka ta umie wychodzić twarzą, a nawet kończyć twarzą.
Po tej żmudnej nauce przyszło do małej chwili relaksu i tutaj zatańczyliśmy So ben mi chi cha buon tempo. Dalej powtórki nowości i na koniec na wykończenie Volta. Karol z Asią chcieli jak najszybciej dołączyć do nas w tańczeniu Volty więc przy muzyce ćwiczyli podrzuty. Po tym wszystkim przyszedł czas na relaks przy „zgrzewce” i udanie się na zasłużony odpoczynek.
Tyle wiadomości od Hrabiego bez butów

Bajka o ciupaniu i trzymaniu

niedziela, 21 Listopad 2010

Dzisiaj spotkaliśmy się w tradycyjnym niedzielnym składzie, czyli Asik, Anett, Bartek i ja.

Zaczęliśmy  od Zazowej rozgrzewki. Potem na dogrzanie, zwłaszcza zmarzłego Asika Alemana. Potem Ansalone  z przerwą na telefon ;)

Po takim dogrzaniu zabraliśmy się pod kierownictwem Asika za naukę Basse Ducale. No i wtedy się zaczęło nauczanie różnych pobocznych, ale niezwykle ważnych rzeczy jak że jak się ciupie nogą to jest się dłużej w dole. Następnie ustaliliśmy że lepiej jest trzymać niż nie trzymać ;) Pojawiła się też dyskusja nie do końca umyślnie spowodowana  przeze mnie, na temat jak robić spezzata finachegiatti. Po przerwie na dyskusje dokończyliśmy Basse i na koniec zrobiliśmy sobie zmiany w na wszystkie sposoby ;P Potem bo tak wypadło zatańczyliśmy Parsons Farewell.

Na zakończenie  zrobiliśmy sobie Basse Toscanę coby Asik mogła się trochę rozładować. No i dla zupełnego wykończenia Volta. Po tych zmaganiach zrobiliśmy sobie zgrzewkę, a potem przebraliśmy się i udaliśmy się do domów.

Tyle w dzisiejszym odcinku następny może już jutro ;)

Hrabia

Spływ na Inflancką

niedziela, 30 Maj 2010

Na dzisiejszy trening dopłynęliśmy razem z Asikiem napotykając po drodze na sztorm. Po przebraniu się do sucha, dopłynęli Anett z Bartkiem. Po wymianie informacji kto gdzie na jakie wiry napotkał zaczęliśmy rozgrzewkę. W trakcie rozgrzewki nadpłynęła Zgoś swoją amfibią. No i już była nas piątka. Na sam koniec dotarła matka Żukowa i okazało się, że mamy aż 6 osób :)

Po rozgrzewce zaczęliśmy od mojej przeróbki Alemany, ale okazało się że rozpisując sobie choreografię coś byłem niespełna rozumu bo pogubiłem to i owo, tak że całość średnio trzymała się kupy T.T

Po tej drobnej porażce zatańczyliśmy sobie, Barierę i chwilę później Ansalone na czwórkę. W międzyczasie jeśli mnie pamięć nie myli zatańczyliśmy przed Żukową Voltę coby nam trochę błędów po wytykała. Potem (w kolejności przypadkowej), Bassa Goiosa, Bella Goiosa, Bassa Toscana, Spagnoletta, Dolce Fuoco Amoroso, a nawet Battaglia. Potem trochę coś z Playfordowej beczki: Black  Nag,  Scotch Cup.

No i chyba tyle dziś udało się przetańczyć.

Wilgotny Hrabia

Początki wędrowania z Fechtmistrzem

środa, 26 Maj 2010

W niedzielę niemal sama się zgłosiłam do napisania krótkiej notatki z naszych pląsów, ale w natłoku codziennych spraw zupełnie o tym zapomniałam.

Z racji więc tego, że kilka dni minęło, a pamięć już nie ta, proszę o uzupełnienie, jeśli coś pominę.

Spotkaliśmy się w niedzielę w składzie 4 osobowym tzn Asik, ja, Hrabia i Bartek. Stwierdziliśmy, że czas zabrać się za Fechtmistrza i wybrać do niego tańce, aby zacząć szlifować pokaz. Po krótkich ustaleniach zaczęłam podróżować w Passo e Mezzo, dalej z niezwykle zdolnym właścicielem cyrkla w Spagnolettcie, potem przyszła kolej na Chiara Stellę (to tak, żeby umieścić w pokazie Julitowy akcent). Następnie, żeby po raz kolejny nie katować bufonów, do walki postanowiliśmy przerobić Alemanę na dwie, wzglednie 3 osoby, na razie jednak nie wiadomo jak, wiec odtańczyliśmy ją w pełnym składzie. Na zakończenie zaś umiesciliśmy Ansalone (które niestety w wersji na 3 wychodzi ciagle bardziej kwadratowo niż na 4 :-( ).

Poza tym, jak to w niedziele, chwilę polataliśmy w Volcie, oraz odtańczyliśmy So Ben.

Taniec dawny z królikami

niedziela, 11 Kwiecień 2010

Dzisiaj pierwsze niedzielne tance po świętach i lekko nie było.  Właściwie to cały skład niedzielny był. Niestety Matka Żukowa nie zaszczyciła nas obecnością mimo, że odgrażała się, że przyjdzie.

Trening zaczęliśmy od wygonienia z sali nieproszonych gości z pływalni. Potem już jak zwykle rozgrzewka.

Pierwszym tańcem była już coraz bardziej nielubiana Alemana. Nie wiem skąd to znudzenie, przecież wciąż daleka jest od perfekcji, zwłaszcza w przypadku wersji ultra zgodnej z traktatem. Do pracy rodacy. (Julita, ja pamiętam o Chiara Stelli w przyszłym tygodniu będzie na pewno, zobaczysz :) )

Następną tańczyliśmy Barierę. No i cóż chciałem pochwalić, że w tańcu tym coraz bardziej zbliżamy się do okręgu. Po tańcu Asik wpadła na pomysł coby się w rozejściu po semidopiach troszkę pozazębiać.  No i po kolejnej próbie okazało się, że wychodzi to całkiem ładnie tylko w tedy t koła trzeba przejść na trójkącik. Wniosek przeszedł :) poza tym pojawił się drugi wniosek o robieniu jakiś króliczków tańca dawnego, ale zupełnie nie wiem skąd to się wzięło ;) ??

Dalej na warsztat poszło Ansalone. Najpierw dla utrwalenia w setach po 3 osoby, a potem w wersji na 4 osoby. Mimo, że do tej pory miałem tylko szkic w głowie to szybko wspólnymi siłami zmaterializowaliśmy choreografię i chyba jest całkiem znośna. Jeszcze tylko ją poćwiczyć i będzie kolejny taniec na wiele okazji.

Następny taniec to znów tylko powtórki, czyli Bassa Goiosa. Zatańczyliśmy ja sobie w obu wersjach: zwykłej i Boliwoodzkiej :) No i która jest fajniejsza ?

No i chyba się zmęczyliśmy bo zebrało nam się na dyskusję. Po obgadywaliśmy trochę nieobecnych i ustaliliśmy naszą linię obrony do najbliższego pokazu.

Po odpoczynku zabraliśmy się za Voltę. Po tej przerwie jak widać wyszliśmy trochę z wprawy, bo wyszło dość chaotycznie. W ramach podnoszenia trudności próbowaliśmy z Asikiem sposób robienia podrzutów na Bartkowy, ale jakoś nam nie idzie. Poza tym wydaje się, że dla Asika tańczenie Volty z Bartkiem będzie karą :)

Na tych zabójczych próbach zakończyliśmy zajęcia.

No i żadnych króliczków, proszę :P bo się niezły pasztet zrobi.

Hrabia

Człowiek człowiekowi wilkiem, a tańce tańce tańce :D

niedziela, 28 Marzec 2010

Dzisiaj spotkaliśmy się na ostatnich tańcach przed świątecznych. Skład był zdumiewająco mocny. Pojawiła się cała ekipa niedzielna, PEŁNY skład i nikt się właściwie nie spóźnił.

Po dość męczącej (mam nadzieję :) ) rozgrzewce zabraliśmy się za powtarzanie naszych ulubionych niedzielnych tańców. Na pierwszy ogień poszła Alemana. Zatańczyliśmy sobie dwa razy coby sobie wszystkie Panie powymieniać :)

Następnie wzięliśmy się za Barriere mimo usilnych starań niektórym nie wyszło zbyt równo :P Kolejnym tańcem była Bassa Goiosa, którą w końcu zatańczyliśmy bez lektora i w miarę wychodziło. Tak trzymać, no może nie do końca zawsze może być lepiej, prawda ? Zwłaszcza solówka.

Dalej mordowaliśmy się przy Ansalone. Niestety w trakcie tańca niektórych pokarało za brak wyrozumiałości dla swoich stawów. Następnym razem zrobimy rewizję :) i to dokładną :D

No i dotarliśmy do morderczej Volty,  latania było co niemiara. Dziwnym trafem zawsze z Asikiem zawsze jesteśmy jakoś tacy spóźnieni po podrzutach. Może trzeba  krótszy ten telemark robić ;)

W przerwie między kiloVoltami zrobiliśmy sobie Bellę Goiosę, a ostatnim tańcem była uwielbiana przez Julitę Chiara stelle. Trening zakończyliśmy zwyczajowym relaksem przy „robaczkach”.

Z racji zbliżających się świąt chciałem wszystkim wiernym czytelnikom i niewiernym też ;) wesołego jajka i żeby wam się w te święta nieźle wszystko po zajączkowało.

Hrabia

Dzisiejszy (a właściwie już wczorajszy) odcinek sponsoruje literka Z jak Zombie

poniedziałek, 22 Marzec 2010

Aby cisza medialna na naszym wspaniałym blogu, nie przedłużała się w nieskończoność, wprosiłam się do grona tych, którzy mogą zamieścić swój krótki pozajęciowy komentarz. I oto debiut. Jak pójdzie mi źle, to się nie śmiejcie, bo się zniechęcę i będziecie sobie musieli pisać sami :-P .

Wczorajsze zajęcia były dla umarlaków, połamanych i tym podobnych. Hrabia wołał po zombiemu yyyy i w swoich butach dopatrywał się inteligencji, a w każdym bądź razie śladu mózgu. Gosia nie skręcała się we wszystkie strony, bo jej kręgosłup odmówił posłuszeństwa, a ja ciągałam za sobą nóżką. Mimo to udało się odtańczyć Alemanę, potem Ansalone w różnych konfiguracjach, tak aby towarzystwo na własnej skórze mogło się przekonać, która opcja w trójce (trójkącie?) jest najlepsza (dwie panie i jeden pan, czy odwrotnie). Poza tym brawa dla tańczących – Ansalone było równo!! (spoko, za tydzień jak Asik będzie, to na pewno już tak nie wyjdzie).  Z racji zaś tego, że do Volty z wczorajszego damskiego składu nadawała się jedynie Julita (która nie paliła się do tego, żeby Hrabia z Bartkiem robili wyrzuty tylko jej) darowaliśmy jej życie i wieczór upłynął pod znakiem powtórek. Udało się przypomnieć Laurę, So ben, Bassę Goiosę i Torneo  Amoroso. Jednym słowem – wieczór pracowity (znaczy dla nich, ja głównie zajmowałam się puszczaniem muzyki). Jak mnie jeszcze muza w czoło raz pocałuje, to może opiszę też nasze potańcowe środowe spotkanie w sprawach najważniejszych i równie ważnych.

Anett

Laski, baloniki i stare tańce

niedziela, 21 Luty 2010

Dzisiaj już w większym składzie, i nawet z nadmiarem Pań przystąpiliśmy do rozgrzewki. Z racji, że w planach była Volta, to musieliśmy zrobić zestaw ćwiczeń na wzmocnienie pleców, coby Panom kręgosłup nie trzasł ;) lub Panie nie byłe za miętkie w biodrach ;)

Po rozgrzewce Alemana z jednym Panem, bo Asik chyba wróciła z urlopu nabuzowana testosteronem (????) i chętnie występowała w roli pana.

Pomiędzy tańcami niesamowitym wzięciem cieszyły się pozostawione na sali baloniki, czasami aż za dużym.

Dalej Bariera, która za pierwszym razem okazała się barierą nie do przejścia. Co ja poradzę, że mam złą nogę ;) (zła noga, zła)  Za drugim razem już wyszło całkiem, całkiem.

Potem przyszła kolej na Ansalone w różnych konfiguracjach.

Kolejna była Bassa Goiosa, na początek powtórka z lektorem przy muzyce. No i przyszedł czas gdy Asik spełniła swoją groźbę i zrobiliśmy Bassę bez lektora po raz pierwszy. Wbrew pozorom wyszło całkiem nieźle.

Po Bazie przyszedł czas na Voltę. Po powtórce na sucho, całość z muzyką. Było dużo fruwania, skakania i sapania. Niestety miłośnika sapania i dyszenia nie było :/

Bo tych wszystkich kiloVoltach trzeba było się rozładować, uczyniliśmy to przy Belli Goiosie. Asik dla uzupełnienia drugiego setu zaproponowała laskę z niezłymi balonami ;) Z dość znanych powodów Bartek musiał odmówić jej wstępu do swojego setu.

Po Belli gruntowne powtórzenia Torneo  Amoroso, bo to dość ładnie wyglądający taniec, a nie wszyscy go znają na wyrywki.

Na koniec na dobicie kolejny raz Volta i do domu.

Ciąg dalszy naszych zmagań z tańcem już wkrótce.

Hrabia

Voltomaniacy

niedziela, 7 Luty 2010

Dzisiaj w końcu robiliśmy Voltę na dużą skalę, ale po kolei. Po rozgrzewce przystąpiliśmy od powtórzenia sobie Allemany. Najpierw jeden skład, potem drugi. Następnie Barriera z uduchowionym Asikeim. Po tych wybrykach zrobiliśmy sobie Ansalone po dwa razy w każdym składzie i jak na tańczenie po przerwie wyszło całkiem nieźle. No i nadszedł czas na Basse Goiose tym razem z inną muzyka. No i okazało się, że ta nowa muzyka jest taka bardziej dla ludzi. Wreszcie nadszedł czas na Voltę. Po powtórzeniu na sucho przystąpiliśmy do dzieła.  Po odtańczeniu Volty dwa razy podyszeliśmy sobie trochę i dla odmużdżenia  zatańczyliśmy sobie Chiara stelle i Basse Goiosę dla utrwalenia. No i znowu Volta na zupełne dobicie.  Wszyscy już nieźle zmęczeni, zatańczyliśmy na zakończenie Belle Goiosę i po lekkim rozciągnięciu i rozluźnieniu udaliśmy się do domu.

No to do środy.

Hrabia