Wpisy otagowane ‘Spagnoletta’

Czapa Pompiglia i inne

czwartek, 20 Styczeń 2011

Dziś po długiej przerwie, spotkała się ponownie grupa zaawansowana. W składzie 4 osobowym, czyli Asik, Anett, Bartek no i ja.  Dziś szybkie przypomnienie i wracamy do wałkowania trudniejszych tańców. Przy rozgrzewce okazało się, że Asikowi dopisuje wielka energia bo za mało pokrzyczała na XV wieku.

Dla utrudnienia zaczęliśmy tańczyć z czapkami, które na treningu mają nam imitować kapelusze. Na początek dla dogrzania po rozgrzewce była Bassa Ducale. Wyszła w miarę znośnie. Potem sprawiająca nie tylko mnie trudności Bassa Pompiglia. Wyszła średnio, a szczególnie słabo u mnie :/ Posypuje głowę popiołem i obiecuję poprawę.

Kolejna była Bassa Gioiosa w której pojawiły się pomyłki bo niektórzy podsypiali, dlatego zatańczyliśmy to dwa razy.

Dalej na prośbę Asika pomordowaliśmy się przy Volcie. No i wyszło, że przerwa w ćwiczeniu Volty nam nie służy, bo kondycja trochę siadła. No, ale tak łatwo się nie poddamy.

No i przyszedł czas na danie główne zaczęliśmy powtarzać początek do Celeste Giglio. Najpierw na sucho i potem parę razy do muzyki. No to w niedzielę galliardowa część Celeste szykujcie się na niezły wycisk nie tylko kondycyjny :D

Później na trójkę coś co by nasza narzekająca na ból mięśni koleżanka nieco odpoczęła, więc padło na Bellę Gioiosę. Nawet coś z niej pamiętamy, ale dopiero z drugim razem wyglądała bardziej jak taniec.

Na wigilię zakończenia treningu zatańczyliśmy Basse Toscane. No i okazało się, że jak mam pamiętać o czapce to Asik zaskakuje klaskaniem jak nigdy. Potem w ramach udowadniania, że zbyt częste zdejmowanie i zakładanie kapelusza będzie głupio wyglądać Asik zatańczyła raz z czapą. Czy udowodniła czy nie nie ważne ubaw był przedni :D

Na taki definitywny koniec zatańczyliśmy Spagnolettę i po tym wysiłku udaliśmy się na zasłużony odpoczynek.

Tyle wiadomości ze środy

Hrabia

bez piwa :-(, (dlaczego nie ma takich fajnych renesansowych kroków?)

sobota, 20 Listopad 2010

Wpis z opóźnieniem, bo jakoś nie mogliśmy się zdecydować z Andrzejem, czy wpis robię ja, czy on. Wyszło na to, że opowieści z Krypty (ATD) tym razem snuję ja… Wiele szczegółów mi już na pewno umknęło i kolejność zapewne będzie nie ta, jeśli coś istotnego pominę – proszę o uzupełnienie.

Wchodząc na zajęcia rzeczywiście już na dole słyszeliśmy piwa, piwa, ale… w wykonaniu tylko Asika (a ten głos się niesie, oj niesie), więc to nie grupa, tylko Asik była spragniona…

Zaczęliśmy tradycyjnie od rozgrzewki, chociaż ponownie do niestandardowej muzyki, czym zmyliliśmy Asię z Karolem, którzy przyjechali i nie byli pewni wchodząc na górę, czy dotarli na właściwe zajęcia.

Zajęcia można nazwać powtórkowymi, chociaż część z nas nauczyła się na nich nowego tańca. Przetańczyliśmy Parkinsona w wersji wolnej i szybkiej. Nie trzeba go przypominać, mamy jak się okazuje ten taniec w nogach. Przekicaliśmy też wszystkie nam znane Bassy, a wiec Pompilię (zwaną potocznie „koszmarem Ruraka”), Bassę Toscanę, a potem przyszła kolej na Goiosę (której w trybie szybkim nauczyli się Asia z Karolem). W przerwie zatańczyliśmy Voltę. Przypomnieliśmy sobie też So ben, Chiara stellę (Asik i Hrabia z wirtualnymi patykami),  Spagnolettę, Passo e mezzo  oraz Galliardę.

a potem zrobiło się już późno i zamiast na piwo, poszliśmy do domu…

Inwazja

niedziela, 14 Listopad 2010

Mimo nieobecności Asika udało nam się zebrać 4 osobową grupę na dzisiejsze tańce tzn. Anett, Bartek i ja) oraz ….. Na tańce powróciła ZGoś nawet z obstawą Rafała i Madziszona :) Niestety tylko Gosia była tańcząca ;P

Po rozgrzewce do czegoś zupełnie nowego i już lubianego. Przystąpiliśmy do powtórek tańców.

Po dłuższej przerwie namieszaliśmy Gosi następującymi tańcami: Persons Farewell, Bassa Toscana, Spagnoletta, So Bien mi chi cha buon tempo, Galliarda, Passo e Mezzo.

Mimo takiej mieszanki, ale pod koniec nawet Madziszon była już znudzona tymi tańcami czemu dała wyraz dość głośno. Po tańcach pożegnaliśmy Górskich w metrze i udaliśmy na piwo w celu przedyskutowania kiedy przedyskutować to co jest do przedyskutowania.

Tyle dzisiejszego krótkiego sprawozdania,

pozdrawia

Hrabia

Maraton dla co poniektórych

czwartek, 21 Październik 2010
Wczoraj zaraz po zajęciach z XV w.  odbyły się zajęcia grupy zaawansowanej. No i Asik miała maraton, a z powodu jedynie trzy osobowej frekwencji dodatkowo była rozrywana przez Bartka i mnie. Przy tak ograniczonym składzie możliwości są niewielkie. Więc zabraliśmy się za powtórzenie Fechtmistrza wymieniając sie rolami. Tym razem to Bartek został Fechtmistrzem, a Asik podróżniczką.
Zabraliśmy się za powtarzanie tańców i okazuje się, że Spagnoletta sprawia pewne problemy, oj wstyd, wstyd. Ansalone sprawiło dobne kłopoty, bo powymienialiśmy się miejscami i nie każdy widział jak ma się zachowywać w nowym miejscu.
Potem nadszedł czas na próbe z tekstem, odgrywaniem i rekwizytami. No i Anett musisz Asikowy wytłumaczyć jak machać sprzętem bo mam wrażenie, że ja nie za dobrze tłumaczę.
Potem dla oderwania się od Fechtmistrza zrobiliśmy sobie Belle Goiose i Dolce Fuoco. No i okazało się, że Dolce Fuoco nie do końca działa jak powinno i trzeba było Bartkowi przypomnieć.
Potem drugie podejście do Fechtmistrza i potem zebraliśmy się do domu. Ciekawe co na niedzielnych zajęciach zrobicie, bo tym razem mnie nie będzie. Anett zastąpisz mnie ;) ?
Hrabia

Fechtmistrz kolejna edycja

niedziela, 5 Wrzesień 2010
Drogi pamiętniczku, dziś ATD maiło pokaz w Brańsku gdzie odbywały się 30-te Brańskie dni kultury. Przyjechaliśmy tam pokazać Fechtmistrza, którego pokazywaliśmy na Korowodzie.
Po przyjeździe zainstalowaliśmy się w szatni i po przebraniu zastaliśmy scenę w niezłym rozgrdiaszu. Niestety nie udało na m się przetestować płytki, bo Róże Europy się stroiły i były autorem powyższego bałaganu.
Pokaz zaczął się od korowodu ulicami miasta na który zostaliśmy dostarczeni bryczką, niestety przejazd mieliśmy tylko w jedną stronę :/ szkoda. Po dotarciu na miejsce zaczęliśmy szykować się do występu. Najpierw kazaliśmy obsłudze trochę uprzątnąć scenę bo nie było gdzie tańczyć. Ustawiliśmy wszystko i zaczęliśmy Fechtmistrza (podejście pierwsze ;P). Niestety płyta zaczeła się zacinać w sprzęcie pana akustyka i musielśmy przerwać pokaz ze względów technicznych. Z pomocą przyaszła nam grupa jeździcka, która w międzyczasie zabawiała publiczność. Po dostarczeniu drugiej płytki okazało się, że jest możliwość puszczenia muzyki z laptopa. No i po tych, krótkich perypetiach z dźwiękiem mogliśmy w końcu przystąpić do występu.
Na samym występie testowaliśmy prezentowanie przedstawienia z palybacku. Bardzo często są pewne problemy z mikrofgonami, jakością ich zbierania oraz kłopoty, że ma się je w ręku, dlatego tym razem zdecydowaliśmy się pójść w ślady Chastelany i zrobić również przedstawienie z dialogami z palybacku. Przedstawienie poszło jak po maśle, oczywiście nie obyło się bez paru drobnych błędów. Niemniej uważam że było bardzo dobrze. W końcu tym razem tańczyliśmy na suchej scenie i nie kapało nam na głowy, więc było łatwo.
Po występie pooglądaliśmy trochę i potem udaliśmy się na obiad sponsorowany przez organizatora :)
Po obiedzie wróciliśmy chwilę się pokrzątaliśmy i zebraliśmy się do wyjazdu. Przebraliśmy sie zapakowaliśmy do samochodu, ale tuż przed odjazdem udaliśmy sie na zespołową watę cukrową :D
No i tyle działo się w Brańsku (od strony ATD)
Tyle z placu pokazowych bojów donosi
Hrabiąszcz, Anett i Bartek

Zaległy wpis środowy, czyli wolniej, głośniej…

poniedziałek, 28 Czerwiec 2010

Z racji tego, że za nami kolejny już trening, a ja jeszcze nie zrobiłam wpisu środowego – czym prędzej poprawiam mój błąd. Pamięć już jednak nie ta, a środa była tak dawno, więc wszystkiego nie pamiętam ;-)

Zaczęliśmy tradycyjnie od rozgrzewki i od tańców na rozruszanie. Na pewno zatańczyliśmy Passo e Mezzo (nie raz, bo ciągle się komuś nóżki plączą) oraz Celeste Giglio, w którym czujna Zgoś zaobserwowała, że trochę się miotamy i na dodatek każdy w innym tempie. Cóż, może się poprawi, po powakacyjnym przestudiowaniu na nowo traktatów.

W dalszej części, z racji zbliżającego się wielkimi krokami Korowodu, przystąpiliśmy do ćwiczenia Fechtmistrza. Tekst nadal nie zapamiętany, a poza tym, jak słusznie zauważyła widownia w postaci Zgosia i Asika – wszyscy powinni mówić znacznie wolniej i znacznie głośniej (Asia może i nam powinna zrobić ćwiczenia z dykcji w wolnej chwili). Odtańczyliśmy wspólnie z Hrabią Spagnolettę, później Chiara Stellę, gdzie znowu Zgoś zauważyła, że jeśli już chcemy mieć w rękach broń, to powinniśmy używać jej poprawnie, czyli prostować rękę w łokciu. Bartek z Hrabią odtańczyli też swoją nowo ułożoną Galliardę, po czym na zgodę zatańczyliśmy Ansalone. Uwaga na plus – zmieściliśmy się na określonej przestrzeni, bo wielkiej sceny raczej mieć nie będziemy.

Po chwili oczekiwania, podczas której wszyscy zdążyliśmy odtańczyć Galliardę, dołączyli też do nas Asia z Karolem. Przeszliśmy więc płynnie do Żurawia i Czapli. Zalecający się Żuraw zaprosił Czaplę do Laury, po czym ona uganiała się zanim w Torneo Amoroso. Pomimo popisów w Galliardzie i chodzenia tą samą drogą, naszym bohaterom nie udało się pobrać i tym razem.

Po tańcach tradycyjnie poszliśmy prowadzić twórcze rozmowy na piwie, gdzie roztrząsaliśmy prawne zawiłości utworzenia Stowarzyszenia i Fundacji.

Tyle pamiętam, młodszych i niepotrzebujących lecytyny proszę o uzupełnienie luk w mojej wypowiedzi.

kiepsko pamiętająca, ale pełna zapału – Anett

Spływ na Inflancką

niedziela, 30 Maj 2010

Na dzisiejszy trening dopłynęliśmy razem z Asikiem napotykając po drodze na sztorm. Po przebraniu się do sucha, dopłynęli Anett z Bartkiem. Po wymianie informacji kto gdzie na jakie wiry napotkał zaczęliśmy rozgrzewkę. W trakcie rozgrzewki nadpłynęła Zgoś swoją amfibią. No i już była nas piątka. Na sam koniec dotarła matka Żukowa i okazało się, że mamy aż 6 osób :)

Po rozgrzewce zaczęliśmy od mojej przeróbki Alemany, ale okazało się że rozpisując sobie choreografię coś byłem niespełna rozumu bo pogubiłem to i owo, tak że całość średnio trzymała się kupy T.T

Po tej drobnej porażce zatańczyliśmy sobie, Barierę i chwilę później Ansalone na czwórkę. W międzyczasie jeśli mnie pamięć nie myli zatańczyliśmy przed Żukową Voltę coby nam trochę błędów po wytykała. Potem (w kolejności przypadkowej), Bassa Goiosa, Bella Goiosa, Bassa Toscana, Spagnoletta, Dolce Fuoco Amoroso, a nawet Battaglia. Potem trochę coś z Playfordowej beczki: Black  Nag,  Scotch Cup.

No i chyba tyle dziś udało się przetańczyć.

Wilgotny Hrabia

Początki wędrowania z Fechtmistrzem

środa, 26 Maj 2010

W niedzielę niemal sama się zgłosiłam do napisania krótkiej notatki z naszych pląsów, ale w natłoku codziennych spraw zupełnie o tym zapomniałam.

Z racji więc tego, że kilka dni minęło, a pamięć już nie ta, proszę o uzupełnienie, jeśli coś pominę.

Spotkaliśmy się w niedzielę w składzie 4 osobowym tzn Asik, ja, Hrabia i Bartek. Stwierdziliśmy, że czas zabrać się za Fechtmistrza i wybrać do niego tańce, aby zacząć szlifować pokaz. Po krótkich ustaleniach zaczęłam podróżować w Passo e Mezzo, dalej z niezwykle zdolnym właścicielem cyrkla w Spagnolettcie, potem przyszła kolej na Chiara Stellę (to tak, żeby umieścić w pokazie Julitowy akcent). Następnie, żeby po raz kolejny nie katować bufonów, do walki postanowiliśmy przerobić Alemanę na dwie, wzglednie 3 osoby, na razie jednak nie wiadomo jak, wiec odtańczyliśmy ją w pełnym składzie. Na zakończenie zaś umiesciliśmy Ansalone (które niestety w wersji na 3 wychodzi ciagle bardziej kwadratowo niż na 4 :-( ).

Poza tym, jak to w niedziele, chwilę polataliśmy w Volcie, oraz odtańczyliśmy So Ben.

O problemach z pamięcią i innych hopkach

czwartek, 6 Maj 2010

Środowe zajęcia zaczęliśmy w trójcowym składzie, tj. ja, Anett i Hrabia. Żeby nie było nam nudno zaczęliśmy niemal tradycyjnie od Passo e Mezzo z losową kombinacją wariacji. I okazuje się, że jak zwykle kłopoty z pamięcią nas dopadły – jakoś ciężko zapamiętać kombinację 5 cyfr z czego cyfry występują tylko w zakresie 1-4 :D . No cóż, trzeba chyba pomyśleć o jakimś bilobilu czy innym preparacie na pamięć :-)

Na szczęście długo sobie tym problemem głowy nie zajmowaliśmy i przeszliśmy do tańczenia Spagnoletty na 3 osoby w naszej wersji – innymi słowy  Spagnoletta na 3-pary w 3 osoby, która jest hybrydą Spagnoletty na parę i „zwykłej” na 3 osoby. Proste, prawda? :-)

W trakcie radosnego pląsania dołączyła do nas Asia i od razu wspomogła naszą pamięć, bo jakoś w drugiej zwrotce nogi nasze nijak nie chciały sobie przypomnieć jednego fragmentu. A Asia pamiętała :-) Chyba jednak bilobil trzeba zanabyć.

Żeby się nie nudzić i jednak pamięć poćwiczyć przetańczyliśmy Koszmar Ruraka czyli inaczej Bassę Pompilię, gdzie z braku rozpiski za lektora dla Asi i Hrabiego, którzy nie są fanami tego tańca, służyliśmy wspólnymi siłami ja i Anett.

Gdy koszmar przeminął, jadąc dalej po bazach, tj. po bassach powtórzyliśmy sobie Bassę Toscanę.

Żeby jednak nie było zbyt monotonnie, to zmieniliśmy klimat na Celeste Giglio. Po przetańczeniu całości (znaczy tej całości, którą pamiętaliśmy) przeszliśmy do powtarzania/uczenia się na nowo 2 ostatnich części, tj. saltarello i canario. W tym czasie Karol, pomimo słabującego zdrowia, postanowił zasilić nasz skład. Plus dla Karola :-) . Okazuje się, że całkiem, całkiem całość wychodzi i teraz trzeba będzie w zasadzie tylko szlifować. Pocieszyliśmy się tym, że jest to taniec na parę, więc synchronizacja między parami nie jest wymagana – ufff.

Po wymęczeniu(się) Celeste dla rozluźnienia zatańczyliśmy Torneo Amoroso, a także gagliardy – „korowodową” i na parę. I na zakończenie zatańczyliśmy sobie… znaczy So Ben Mi Chi Ha Buon Tempo a na samiuśki koniec  jeszcze Laurę, żeby nie było :)

W końcu jednak ludziki lego zaczęły dochodzić do głosu i czym prędzej zakończyliśmy trening, po czym udaliśmy się pełnym składem na piw… na wymianę bardzo ważnych plot… i piwo :-)

PS.

W ramach odkurzania szarych komórek jeszcze z Anett zatańczyliśmy Contentezzę :)

Zmiany

czwartek, 14 Styczeń 2010

Wczoraj dla pewnej odmiany zmieniliśmy trochę kolejność tańców. Po rozgrzewce zatańczyliśmy Passo e mezzo dla przypomnienia, a następnie zajęliśmy się za Spagnolettą na 3 pary. Potem Celeste Giglio i długie męczarnie przy części galliardowej. Przy tym liczne dyskusje czy liczyć czy mówić kroki, tak czy siak prowdzący szybko się męczył ;)   Potem dla odstresowania Galliardy, Bassa Toscana i dalej galliarda z Celeste Giglio. Gdzieś tam po drodze jeszcze była Bataglia i to by było na tyle.

A od następnego treningu zacznę was motywować jeszcze do końca nie wiem jak ale zacznę }:->

Hrabia