Wczoraj na treningu grupy zaawansowanej zabrakło Hrabiego, który robi sobie urlop zdrowotny. Rozgrzewkę poprowadził Bartek w mocno gadającej atmosferze, osłabiając się przy niektórych ćwiczeniach. Gdy robiliśmy nową wersję brzuszków i rozciągaliśmy potem mięśnie zakomunikowałam, że mnie bolały plecy. Bartek opadł na moment z sił. Cóż nikt nie mówił, że będzie łatwo
Na początek ambitnie Ansalone na 3, jak widać przydało się, bo powtarzaliśmy 3 razy – jak nie błąd tu, to tam, ale nie ma to to tamto, za 3 razem było nawet nieźle.
Nie pamiętam dokładnej kolejności, bo po 2 godzianch XV wieku przestałam dokładnie rejestrować zdarzenia. Volty na pewno nie było, bo z wirtualnym Hrabią ciężko by było, a Bartek i tak miał trudne zdanie, próbując ogarnąć Anett i mnie. Zabraliśmy się za książkę telefoniczną – Celeste Giglio. 1 próba – hmm ujawniła pewne braki w Saltarello, ale za 2 odkryłam ciekawą funkcję – wystarczy Bartka lekko zgadać i się myli, co wywołało niemałą radość na mej twarzy
Potem przed surowym wzrokiem Anett zatańczyliśmy z Bartkiem obie gagliardy, gdyż poinformowałam, ze moim zdaniem robimy nierówno. wyszło szydło z worka co i gdzie trzeba poprawić!
Ponieważ była nas 3 nie mogło zabraknąć Foki w wersji wolnej i szybkiej
Była też Bassa Gioiosa dla przypomnienia i to 2 razy w wersji Bollywoodzkiej i nie, a także Passo E Mezzo, So Bien… , które w pewnym momencie myliło mi się z Torneo Amoroso. Ach, omal nie zapomniałabym o Gagliardzie lifeleilslsjle – no wiecie jakiej. Dawnego tego nie było i stwierdziliśmy, że odkurzymy swoją pamięć, tak smao jak przy Spagniolecie, któa sprawiła zagwostkę w pewnych momentach.
Zamiast zgrzewki na koniec były rozmowy o pokazach – powoli zaczynamy myśleć o przygotowaniach do Korowodu