Wpisy otagowane ‘Passo e Mezzo’

Hrabia kica tu i tam, świat swój pokazujac nam…

niedziela, 13 Marzec 2011

Spotkaliśmy się dziś ponownie w okrojonym składzie. Hrabia ma bowiem popsute kolanko, a Zgoś miała dziś gości. Powoli przestaje nas też dziwić, że nie ma nas w magicznym zeszycie i panowie są zdziwieni, że w ogóle mamy jakieś zajęcia w galerii. Na pocieszenie jednak zmieniono nam wystrój, nie królują już na ścianach krzyżacy, tylko ptactwo w różnych konfiguracjach. Powinnam może przytoczyć nazwisko autorki, żeby promować młodą sztukę, ale jako, że mi i Asikowi podobały się tylko dwa obrazki, a Bartek w ogóle się nie wypowiedział, to uznaję, że nie warto się zagłębiać.

Po rozgrzewce na roztańczenie zaczęliśmy od tego, co jakoś nie bardzo nam szło w środę – czyli Ansalone. Jako, że tym razem poszło nam o wiele lepiej w dobrych humorach wzięliśmy się za naszą ulubioną książkę telefoniczną – Celeste. Asik znowu ćwiczyła na Bartku rozpraszanie konwersacyjne (czasami z bardzo dobrym rezultatem) i w ogóle miała jakoś za dużo energii, może dlatego, że jakaś dobra dusza zostawiła nam w galerii wiatrak, który odrobinę niwelował braki w tlenie.

W dalszej kolejności, specjalnie dla Asika, gdyż ominie ją sesja poniedziałkowa, zatańczyliśmy Basse Pompilię. Potem wzięliśmy się za Torneo, Bassę Ducale, Bassę Goiosę, Bassę Toscanę, Passo e mezzo, Chiara stellę, Galiardę, jak to Asik mówi Lifessesee, czy tam to się nazywa. Na zakończenie odtańczyliśmy jeszcze So ben i w dobrych humorach poszliśmy do domu. W dobrych, bo nie obyło się oczywiście bez głupawki, nieobecnego Hrabiego bowiem obsadziłyśmy w roli Króliczka wyskakującego z tortu lub kicającego z koszem pisanek (tak, tak, bardzo niebezpiecznie jest nie przychodzić na zajęcia, można dostać wtedy rolę życia – Murzyna, czy też Marcowego zająca). Stwierdziłyśmy też, że repertuar ATD należy koniecznie poszerzyć o wieczory panieńskie, kawalerskie i wieczorki w domach spokojnej starości.

 

Gdy Hrabiego nie ma…

czwartek, 10 Marzec 2011

Wczoraj na treningu grupy zaawansowanej zabrakło Hrabiego, który robi sobie urlop zdrowotny. Rozgrzewkę poprowadził Bartek w mocno gadającej atmosferze, osłabiając się przy niektórych ćwiczeniach. Gdy robiliśmy nową wersję brzuszków i rozciągaliśmy potem mięśnie zakomunikowałam, że mnie bolały plecy. Bartek opadł na moment z sił. Cóż nikt nie mówił, że będzie łatwo ;)

Na początek ambitnie Ansalone na 3, jak widać przydało się, bo powtarzaliśmy 3 razy – jak nie błąd tu, to tam, ale nie ma to to tamto, za 3 razem było nawet nieźle. :D Nie pamiętam dokładnej kolejności, bo po 2 godzianch XV wieku przestałam dokładnie rejestrować zdarzenia. Volty na pewno nie było, bo z wirtualnym Hrabią ciężko by było, a Bartek i tak miał trudne zdanie, próbując ogarnąć Anett i mnie.  Zabraliśmy się za książkę telefoniczną – Celeste Giglio. 1 próba – hmm ujawniła pewne braki w Saltarello, ale za 2 odkryłam ciekawą funkcję – wystarczy Bartka lekko zgadać i się myli, co wywołało niemałą radość na mej twarzy :D

Potem przed surowym wzrokiem Anett zatańczyliśmy z Bartkiem obie gagliardy, gdyż poinformowałam, ze moim zdaniem robimy nierówno. wyszło szydło z worka co i gdzie trzeba poprawić!
Ponieważ była nas 3 nie mogło zabraknąć Foki w wersji wolnej i szybkiej :evil: Była też Bassa Gioiosa dla przypomnienia i to 2 razy w wersji Bollywoodzkiej i nie, a także Passo E Mezzo, So Bien… , które w pewnym momencie myliło mi się z Torneo Amoroso. Ach, omal nie zapomniałabym o Gagliardzie lifeleilslsjle  – no wiecie jakiej. Dawnego tego nie było i stwierdziliśmy, że odkurzymy swoją pamięć, tak smao jak przy Spagniolecie, któa sprawiła zagwostkę w pewnych momentach.

Zamiast zgrzewki na koniec były rozmowy o pokazach – powoli zaczynamy myśleć o przygotowaniach do Korowodu :D

Oj mało tlenu mało

wtorek, 1 Marzec 2011

Ponownie w niedzielę zawitaliśmy w piwnicach Bielańskiego domu kultury. Po raz kolejny nasze zajęcia były zaskoczeniem dla obsługi budynku. Wow toż to pół roku wciąż te same godziny, a zaskoczenie pozostało.

Trening odbył się w standardowym składzie czyli Anett, Asik, ZGoś, Bartek no i ja. Po krótkiej rozgrzewce zabraliśmy się za dotańczenie się nieco po tych przygodach na wejście.

No początek Passo e Mezzo dla rozruszania. Na drugi ogień była Bassa Pompilia (dwa razy), ja wiem ja się jej w końcu nauczę, ale dajcie mi jeszcze trochę czasu.

Potem przyszedł czas na próbę Celeste Giglio z muzyką kto ile pamięta. No i wyszło, powtarzaliśmy późnej na sucho obie części Galliardy oraz Salltarello. Za tydzień może nawet zrobimy Canario :D

Potem kolejna próba do muzyki na początek samego saltarello co by Zgoś się wdrożyła. Potem próba znanej nam już części do muzyki.

Dla odetchnięcia od CG Volta :D no i nawet moje kolano zniosło te katusze, ale więcej razy tego nie próbowaliśmy.

Dalej dla drobnego rozruszania umysłów i wdrożenia ZGosia Ansalone na 4.

Po tym wszystkim jeszcze raz zrobiliśmy sobie Celeste i po tym wszystkim udaliśmy się do domu.

To tyle z odtlenionej piwnicy

Hr.

Ostra środa

piątek, 28 Styczeń 2011

No i w kolejną środę, spotkaliśmy się na tańce w już chyba w stałym 4. osobowym składzie, czyli Anett, Asik, Bartek no i jo. Po rozgrzewce było coś na dogrzanie i była to chyba Chiara Stella. Potem zabraliśmy się za Celeste Giglio. Najpierw do muzyki tyle ile już znamy, a potem długie i żmudne przyuczanie się do nowej wersji Galliardy. Po kilku razach stwierdziliśmy, że też warto spróbować z muzyką. Niestety okazało się, że ja i Anett jeszcze musimy trochę po wałkować układ do Galliardy, bo myślenie o krokach opóźnia nasze reakcje ;P Potem dla lekkiego rozluźnienia mój taniec Achillesowy Bassa Pompiglia i tu nie popisałem się szczególnie bo powtarzaliśmy ją dwa razi i za żadnym jakoś dobrze nie wyszło. Ja nie wiem, ale choreografia do tego tańca jakoś mi nie wchodzi. Potem Bassa Gioiosa którą również dwa razy powtarzaliśmy, ale wyszła o niebo lepiej od Pompiglii. No i z racji tego, że Asika roznosiła energia przystąpiliśmy do Volyy co by ją nieco rozładować (Asika nie Voltę ;P). No i nawet zrobiliśmy ja dwa razy z rzędu (chyba dobrze pamiętam prawda ?). No kondycja trochę słabsza, ale chyba wracamy do formy. Po tych męczarniach trzeba było nieco odpocząć, no to zatańczyliśmy jeszcze Battaglię, So bien mi chi cha buon tempo (dwa razy z czego raz do innej). Potem Volta po raz trzeci, no a na koniec Ansalone na 4 i Passo e mezzo. Po tych „męczarniach” zasłużyliśmy na odpoczynek i udaliśmy się do domu.

Tyle sprawozdania z XVI wieku oddaje głos do studia i dziękuję za uwagę.

Hr.

Tańce są cool

czwartek, 2 Grudzień 2010
Wczoraj po tańcach piętnastkowych zabraliśmy się szybko za rozgrzewkę. Na początek coś na zachęcenie do tańczenia (niby nie było że tańczyć, ale że każdy może). Potem coś telepatycznie podkradniętego do Asika, a może odwrotnie :P
Po zakończeniu rozgrzewki przystąpiliśmy do tańczenia i od razu coś mocnego, Volta z lekko poprawionym następstwem kroków. Niestety trzeba było na bieżąco lepiej poprawić poprzez dłuższą dyskusję stopami (mów do stopy ;D). No i ruszyliśmy po odtańczeniu Volty dwa razy doszedłem do wniosku że coś się Asik mniej wyślizguje z rąk :)
Po chwili pojawili się Karol z nie do końca (chyba) zdrową Asią, ale mimo tych trudności i nie za ciepłej pogody postanowili do nas dołączyć w kolejnym tańcu. A była to Chiara Stella (a dla jednej pary Flachostella). Po tym lekkim powtórzeniu przystąpiliśmy do odświeżenia sobie Bassy Ducalii. Potem Ducalia dwa razy do muzyki i Ducalia coraz bardziej wgryza nam siew mózgi.  Dalej dla lekkiego oddechu chyba Bassa Toscana była, a potem powtórka Bassy Goiosy, poczynając od solówki, a na całości z muzyką kończąc. Gdzieś tam pomiędzy wplecione było Passo e Mezzo, a już nie pamiętam gdzie.
Potem przyszedł czas na już trochę zapomnianą Galliardę korowodową, a później seria powtórek. Czyli jeszcze raz Ducalia, Goiosa, Volta i do doooooooomu.
Tyle na dziś.
Hrabia

bez piwa :-(, (dlaczego nie ma takich fajnych renesansowych kroków?)

sobota, 20 Listopad 2010

Wpis z opóźnieniem, bo jakoś nie mogliśmy się zdecydować z Andrzejem, czy wpis robię ja, czy on. Wyszło na to, że opowieści z Krypty (ATD) tym razem snuję ja… Wiele szczegółów mi już na pewno umknęło i kolejność zapewne będzie nie ta, jeśli coś istotnego pominę – proszę o uzupełnienie.

Wchodząc na zajęcia rzeczywiście już na dole słyszeliśmy piwa, piwa, ale… w wykonaniu tylko Asika (a ten głos się niesie, oj niesie), więc to nie grupa, tylko Asik była spragniona…

Zaczęliśmy tradycyjnie od rozgrzewki, chociaż ponownie do niestandardowej muzyki, czym zmyliliśmy Asię z Karolem, którzy przyjechali i nie byli pewni wchodząc na górę, czy dotarli na właściwe zajęcia.

Zajęcia można nazwać powtórkowymi, chociaż część z nas nauczyła się na nich nowego tańca. Przetańczyliśmy Parkinsona w wersji wolnej i szybkiej. Nie trzeba go przypominać, mamy jak się okazuje ten taniec w nogach. Przekicaliśmy też wszystkie nam znane Bassy, a wiec Pompilię (zwaną potocznie „koszmarem Ruraka”), Bassę Toscanę, a potem przyszła kolej na Goiosę (której w trybie szybkim nauczyli się Asia z Karolem). W przerwie zatańczyliśmy Voltę. Przypomnieliśmy sobie też So ben, Chiara stellę (Asik i Hrabia z wirtualnymi patykami),  Spagnolettę, Passo e mezzo  oraz Galliardę.

a potem zrobiło się już późno i zamiast na piwo, poszliśmy do domu…

Inwazja

niedziela, 14 Listopad 2010

Mimo nieobecności Asika udało nam się zebrać 4 osobową grupę na dzisiejsze tańce tzn. Anett, Bartek i ja) oraz ….. Na tańce powróciła ZGoś nawet z obstawą Rafała i Madziszona :) Niestety tylko Gosia była tańcząca ;P

Po rozgrzewce do czegoś zupełnie nowego i już lubianego. Przystąpiliśmy do powtórek tańców.

Po dłuższej przerwie namieszaliśmy Gosi następującymi tańcami: Persons Farewell, Bassa Toscana, Spagnoletta, So Bien mi chi cha buon tempo, Galliarda, Passo e Mezzo.

Mimo takiej mieszanki, ale pod koniec nawet Madziszon była już znudzona tymi tańcami czemu dała wyraz dość głośno. Po tańcach pożegnaliśmy Górskich w metrze i udaliśmy na piwo w celu przedyskutowania kiedy przedyskutować to co jest do przedyskutowania.

Tyle dzisiejszego krótkiego sprawozdania,

pozdrawia

Hrabia

Fechtmistrz kolejna edycja

niedziela, 5 Wrzesień 2010
Drogi pamiętniczku, dziś ATD maiło pokaz w Brańsku gdzie odbywały się 30-te Brańskie dni kultury. Przyjechaliśmy tam pokazać Fechtmistrza, którego pokazywaliśmy na Korowodzie.
Po przyjeździe zainstalowaliśmy się w szatni i po przebraniu zastaliśmy scenę w niezłym rozgrdiaszu. Niestety nie udało na m się przetestować płytki, bo Róże Europy się stroiły i były autorem powyższego bałaganu.
Pokaz zaczął się od korowodu ulicami miasta na który zostaliśmy dostarczeni bryczką, niestety przejazd mieliśmy tylko w jedną stronę :/ szkoda. Po dotarciu na miejsce zaczęliśmy szykować się do występu. Najpierw kazaliśmy obsłudze trochę uprzątnąć scenę bo nie było gdzie tańczyć. Ustawiliśmy wszystko i zaczęliśmy Fechtmistrza (podejście pierwsze ;P). Niestety płyta zaczeła się zacinać w sprzęcie pana akustyka i musielśmy przerwać pokaz ze względów technicznych. Z pomocą przyaszła nam grupa jeździcka, która w międzyczasie zabawiała publiczność. Po dostarczeniu drugiej płytki okazało się, że jest możliwość puszczenia muzyki z laptopa. No i po tych, krótkich perypetiach z dźwiękiem mogliśmy w końcu przystąpić do występu.
Na samym występie testowaliśmy prezentowanie przedstawienia z palybacku. Bardzo często są pewne problemy z mikrofgonami, jakością ich zbierania oraz kłopoty, że ma się je w ręku, dlatego tym razem zdecydowaliśmy się pójść w ślady Chastelany i zrobić również przedstawienie z dialogami z palybacku. Przedstawienie poszło jak po maśle, oczywiście nie obyło się bez paru drobnych błędów. Niemniej uważam że było bardzo dobrze. W końcu tym razem tańczyliśmy na suchej scenie i nie kapało nam na głowy, więc było łatwo.
Po występie pooglądaliśmy trochę i potem udaliśmy się na obiad sponsorowany przez organizatora :)
Po obiedzie wróciliśmy chwilę się pokrzątaliśmy i zebraliśmy się do wyjazdu. Przebraliśmy sie zapakowaliśmy do samochodu, ale tuż przed odjazdem udaliśmy sie na zespołową watę cukrową :D
No i tyle działo się w Brańsku (od strony ATD)
Tyle z placu pokazowych bojów donosi
Hrabiąszcz, Anett i Bartek

Ta ostatnia niedzielaaaa… :)

środa, 30 Czerwiec 2010

27 czerwca odbyły się ostatnie regularne przed wakacyjne zajęcia ATD. Po wyczerpującej sesji zdjęciowej i paleniu słońcem udało się Andrzejowi, Bartkowi, Anett, Zgosiowi i mnie dotrzeć na Inflancką.

Wszyscy byliśmy lekko śnięci, ale Hrabia nie dał nam odpocząć tylko kazał tupać nóżką. Zgoś się zbuntowała i turlała na piłce ;) Zaczęliśmy od… no właśnie od czego?! Nie pamiętam ;/

Za to potem było Passo E Mezzo, Passo E Mezzo, Passo E Mezzo. Przerwa na Chiarę Stellę z zazębianiem, Alemanę d’Amorę i potem dla odmiany Passo E Mezzo ;) Ale coś nam nóżki się plączą i odmawiały posłuszeństwa.
Była tez próba tańców Fochmistrzowych ;) Spagnioletta, Gagliarda, Chiara z mieczykami. Ba! wreszcie faceci mieli ze sobą porządną broń – od razu brzmi i wygląda to lepiej. Piałyśmy ze Zgosiem z zachwytu :D
Ansalone na 3 czy wyszło równo nie wiemy, ale wierzymy Anett, Bartkowi i Hrabiemu na słowo. Potem Ansolne na 4 i Volta. Zaczynają nam powoli wychodzić podrzuty w tempie – choć nie pozwalają mi latać wysoko ;(
I to chyba na tyle?! Pamiętam, że skończyliśmy ciut wcześniej i wywlekliśmy nasze zwłoki na piwo, gdzie dołączyli do nas Asia z Karolem. Dyskutowaliśmy, omawialiśmy wrażenia po sesji foto i opijaliśmy mój tytuł mgr. :)

Ja udaję się na zasłużony odpoczynek i przynajmniej 2 tygodniowe „wakacje” – męcząc innych na warsztatach na Grunwaldzie.
Zwariowany Asik

Zaległy wpis środowy, czyli wolniej, głośniej…

poniedziałek, 28 Czerwiec 2010

Z racji tego, że za nami kolejny już trening, a ja jeszcze nie zrobiłam wpisu środowego – czym prędzej poprawiam mój błąd. Pamięć już jednak nie ta, a środa była tak dawno, więc wszystkiego nie pamiętam ;-)

Zaczęliśmy tradycyjnie od rozgrzewki i od tańców na rozruszanie. Na pewno zatańczyliśmy Passo e Mezzo (nie raz, bo ciągle się komuś nóżki plączą) oraz Celeste Giglio, w którym czujna Zgoś zaobserwowała, że trochę się miotamy i na dodatek każdy w innym tempie. Cóż, może się poprawi, po powakacyjnym przestudiowaniu na nowo traktatów.

W dalszej części, z racji zbliżającego się wielkimi krokami Korowodu, przystąpiliśmy do ćwiczenia Fechtmistrza. Tekst nadal nie zapamiętany, a poza tym, jak słusznie zauważyła widownia w postaci Zgosia i Asika – wszyscy powinni mówić znacznie wolniej i znacznie głośniej (Asia może i nam powinna zrobić ćwiczenia z dykcji w wolnej chwili). Odtańczyliśmy wspólnie z Hrabią Spagnolettę, później Chiara Stellę, gdzie znowu Zgoś zauważyła, że jeśli już chcemy mieć w rękach broń, to powinniśmy używać jej poprawnie, czyli prostować rękę w łokciu. Bartek z Hrabią odtańczyli też swoją nowo ułożoną Galliardę, po czym na zgodę zatańczyliśmy Ansalone. Uwaga na plus – zmieściliśmy się na określonej przestrzeni, bo wielkiej sceny raczej mieć nie będziemy.

Po chwili oczekiwania, podczas której wszyscy zdążyliśmy odtańczyć Galliardę, dołączyli też do nas Asia z Karolem. Przeszliśmy więc płynnie do Żurawia i Czapli. Zalecający się Żuraw zaprosił Czaplę do Laury, po czym ona uganiała się zanim w Torneo Amoroso. Pomimo popisów w Galliardzie i chodzenia tą samą drogą, naszym bohaterom nie udało się pobrać i tym razem.

Po tańcach tradycyjnie poszliśmy prowadzić twórcze rozmowy na piwie, gdzie roztrząsaliśmy prawne zawiłości utworzenia Stowarzyszenia i Fundacji.

Tyle pamiętam, młodszych i niepotrzebujących lecytyny proszę o uzupełnienie luk w mojej wypowiedzi.

kiepsko pamiętająca, ale pełna zapału – Anett