Na zajęciach we wtorek czekała mnie niespodzianka – miałem pełnić obowiązki prowadzącego. Niezmiernie ucieszyłem się z tego i mimo pogody nakłaniającej do leniwego wylegiwania się pod chmurką, byłem zdeterminowany by porządnie przetrenować parę tańców.
Przy Laurze Suave okazało się, że nieobecność obu pań prowadzących pozytywnie wpływa na jakość wykonania popisu przez panów
Wszystko wyszłoby idealnie już za pierwszym razem, gdybym sam się nie pomylił ![]()
Kilkukrotnie przetańczyliśmy So Ben Mi Chi Cha Buon Tempo, rozwialiśmy drobne wątpliwości przy Leggiadrze Marinie i… polegliśmy na Alemanie. Co tu dużo mówić, Alemana leży i kwiczy i porządne przypomnienie przyda się nam wszystkim