Co prawda grupa była jeszcze nieco przerzedzona po weselu Gosi i Puenty, ale w 6 osób można przecież sporo zatańczyć. Tym bardziej, że trzeba nam było małej powtórki przed tańcami w niedzielę . Powtórzyliśmy więc sztandarowy zestaw (który dla nas chyba jeszcze na długo pozostanie „Weselnym Zestawem Gosi i Puenty”) – Chastelanę, Amoroso, Fortunosę, Fiore de Virtu, Voltati. Aż wreszcie nadszedł czas na…
… tak! Na Coś Nowego!
Zabraliśmy się więc do pracy nad nowym tańcem – Ingrata. Pierwsza część wyszła idealnie. Dalej były już problemy – niestety nie wszyscy jesteśmy w stanie zatańczyć sześciu kroków saltarello tedesco w tempie quadernaria i do tego wylądować w pozycji wskazanej w rozpisce. Po sprawdzeniu w Mądrej Książce wiedzieliśmy jeszcze mniej – okazuje się, że rękopisy nie zawsze podają spójną wersję, nie mówiąc już o tłumaczeniu na angielski… Ostatecznie zatańczyliśmy piva zamiast saltarelli – ciekawe, czy przez nadchodzący tydzień wersja ulegnie dalszym alternacjom.
Dla rozluźnienia atmosfery powtórzyliśmy jeszcze Anello i Petit Riense – ma być w końcu skocznie i wesoło, a nie nudno i „realowato”. I tu nieśmiało liczymy, że ogrom szczęścia Puenty po zawarciu matrymonium nie przyćmi jego pamięci i będzie tańczył w niedzielę właściwe kroki…