Wpisy otagowane ‘Galliarda’

ATD i WOŚP

wtorek, 11 Styczeń 2011

W ostatnią niedzielę, ATD udzielało się dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Nieporęcie

(http://wospnieporet.embenet.website.pl/)

Na rozgrzanie publiczności wyszliśmy właśnie my :D Na pierwsze wejście przygotowaliśmy Chiara Stellę ( w której pomyliłem partnerki ;P ), następna była Bassa Toscana, w której Asik dzielnie powstrzymywała swe zapędy do przemocy przy klaskaniu. Dalej Ansalone, które chyba wyszło całkiem równo, ale to powinna potwierdzić Anett, która widziała to ustrojstwo z zewnątrz. Kolejnym tańcem była Bassa Ducale, która chyba trochę znudziła Bartka bo mówił, że coś w niej przysnął. No a na zakończenie pierwszego wejścia i obudzenie Bartka Galliarda korowodowa.

No i nadszedł czas na ukłon i czmychnięcie ze sceny. W przerwie miedzy naszymi występami mieliśmy prestigigita…. presgititiato…  znaczy magika. Mimo, że sztuczki zaczynał w stylu żenujący żart prowadzącego, stopniowo coraz bardziej podnosił poprzeczkę. Nawet na jedną sztuczkę Asik załapała się jako asystentka. No i niestety okazało się, że nie zapina za dobrze kajdanek bo jegomość się uwolnił. Czyżby za mało praktyki ??? ;)

Po tej całej magii i oszustwach ;) nadszedł czas na kawałek rzetelnej prawdziwej historii :D Na drugie wejście zaczęliśmy z Asikiem od Bassy Gioiosy (niestety znów troszkę mi się nogi pomyliły przy solówce Panów, ale chyba nie było widać, prawdaaaa ;) ) Następny był Parsons Farewell zwany parkinsonem. Tutaj chyba było trochę deptania Asikowego trenu, a poza tym nie było żadnych ciekawostek. Czyli wszystko wyszło całkiem dobrze. Potem przyszedł czas na Dolce Amoroso Fuoco i tutaj też nie widziałem żadnych uchybień, a miejsce do oglądania miałem przednie ;) baaardzo przednie. Kolejnym tańcem którym męczyliśmy publiczność była Alemana d’Amore, tutaj chyba też było trochę deptania trenu ;) , a na koniec So ben mi cha buon tempo. Teraz czas na pożegnanie z publicznością. Za udział dostaliśmy nawet zgrabny dyplom, którym kiedyś w przyszłości się pochwalimy. A teraz  znów zwolniliśmy miejsce „Panu” magikowi.

Podsumowując było fajnie miło i przyjemnie.

Tyle raportu z niedzieli.

Hrabia

Jezus, Maria, ot awaria

poniedziałek, 6 Grudzień 2010

No i dzisiaj spokojnie zmierzałem na trening zajadając kwaśne żelki gdy dotarła, do mnie wiadomość, o możliwym spóźnieniu Bartka i Anety. No cóż pomyślałem będzie trzeba śpiewać i nucić, ale tego chyba zabraniają mi konwencje dotyczące praw człowieka.

Na trening zawitali Ramzez z Pauliną, Bienia, Słodcy no i ja.

No to przebraliśmy się i przystąpiliśmy do rozgrzewki. Było trochę ciężko, ale skoro muzyka niektórym w tańcu nie przeszkadza to może jej brak też nie będzie przeszkadzał ;)

Po rozgrzewce okazało się, że Bartek niestety utknął w pracy i nie uda mu się dotrzeć na trening. No cóż bywa, no to przystąpiliśmy do szlifowania techniki do liczenia.

Potem przystąpiliśmy do powtarzania Villanelli, ale bez muzyki okazało się, że mam pewne braki, które pomogła rozwiać mi Bienia. No i po trzech razach udało się już w miarę opanować, tylko ciekawe jak będzie z muzyką ;)

W między czasie pojawiła się Anett, która dołączyła do naszej wesołej gromadki. Jej pojawienie się przypomniało mi, o szatańskim planie i zrobieniem podstawowego kroku Galliardy coby i skoczniejsze tańce były. Skakanie jakoś szło, ale niektórzy zgłaszali pewne niedyspozycje do skakania. Ale zobaczycie za tydzień ciąg dalszy skakania.

Po tej męczarni zrobiliśmy sobie chodzenie z trumną (Allemande), no oprócz mnie bo chyba ktoś miał raczej ochotę wysłać mnie do trumny ;P

Potem jeszcze powtórzyliśmy sobie Scotch Cup’a i po ty, wszystkim kończąc trening przed czasem udaliśmy się na piwo, ku wielkiemu niezadowoleniu Basi. No cóż przykro mi, ale i tak wydaje mi się sporo wytrzymaliście słuchając mojego monotonnego 1, 2, 3, 4, i nie zasypiając z nudów.

Do zobaczenia za tydzień na treningu prowadzonym przez tradycyjnych prowadzących mam nadzieję i oczywiście z muzyką.

Hrabia

Tańce są cool

czwartek, 2 Grudzień 2010
Wczoraj po tańcach piętnastkowych zabraliśmy się szybko za rozgrzewkę. Na początek coś na zachęcenie do tańczenia (niby nie było że tańczyć, ale że każdy może). Potem coś telepatycznie podkradniętego do Asika, a może odwrotnie :P
Po zakończeniu rozgrzewki przystąpiliśmy do tańczenia i od razu coś mocnego, Volta z lekko poprawionym następstwem kroków. Niestety trzeba było na bieżąco lepiej poprawić poprzez dłuższą dyskusję stopami (mów do stopy ;D). No i ruszyliśmy po odtańczeniu Volty dwa razy doszedłem do wniosku że coś się Asik mniej wyślizguje z rąk :)
Po chwili pojawili się Karol z nie do końca (chyba) zdrową Asią, ale mimo tych trudności i nie za ciepłej pogody postanowili do nas dołączyć w kolejnym tańcu. A była to Chiara Stella (a dla jednej pary Flachostella). Po tym lekkim powtórzeniu przystąpiliśmy do odświeżenia sobie Bassy Ducalii. Potem Ducalia dwa razy do muzyki i Ducalia coraz bardziej wgryza nam siew mózgi.  Dalej dla lekkiego oddechu chyba Bassa Toscana była, a potem powtórka Bassy Goiosy, poczynając od solówki, a na całości z muzyką kończąc. Gdzieś tam pomiędzy wplecione było Passo e Mezzo, a już nie pamiętam gdzie.
Potem przyszedł czas na już trochę zapomnianą Galliardę korowodową, a później seria powtórek. Czyli jeszcze raz Ducalia, Goiosa, Volta i do doooooooomu.
Tyle na dziś.
Hrabia

bez piwa :-(, (dlaczego nie ma takich fajnych renesansowych kroków?)

sobota, 20 Listopad 2010

Wpis z opóźnieniem, bo jakoś nie mogliśmy się zdecydować z Andrzejem, czy wpis robię ja, czy on. Wyszło na to, że opowieści z Krypty (ATD) tym razem snuję ja… Wiele szczegółów mi już na pewno umknęło i kolejność zapewne będzie nie ta, jeśli coś istotnego pominę – proszę o uzupełnienie.

Wchodząc na zajęcia rzeczywiście już na dole słyszeliśmy piwa, piwa, ale… w wykonaniu tylko Asika (a ten głos się niesie, oj niesie), więc to nie grupa, tylko Asik była spragniona…

Zaczęliśmy tradycyjnie od rozgrzewki, chociaż ponownie do niestandardowej muzyki, czym zmyliliśmy Asię z Karolem, którzy przyjechali i nie byli pewni wchodząc na górę, czy dotarli na właściwe zajęcia.

Zajęcia można nazwać powtórkowymi, chociaż część z nas nauczyła się na nich nowego tańca. Przetańczyliśmy Parkinsona w wersji wolnej i szybkiej. Nie trzeba go przypominać, mamy jak się okazuje ten taniec w nogach. Przekicaliśmy też wszystkie nam znane Bassy, a wiec Pompilię (zwaną potocznie „koszmarem Ruraka”), Bassę Toscanę, a potem przyszła kolej na Goiosę (której w trybie szybkim nauczyli się Asia z Karolem). W przerwie zatańczyliśmy Voltę. Przypomnieliśmy sobie też So ben, Chiara stellę (Asik i Hrabia z wirtualnymi patykami),  Spagnolettę, Passo e mezzo  oraz Galliardę.

a potem zrobiło się już późno i zamiast na piwo, poszliśmy do domu…

Inwazja

niedziela, 14 Listopad 2010

Mimo nieobecności Asika udało nam się zebrać 4 osobową grupę na dzisiejsze tańce tzn. Anett, Bartek i ja) oraz ….. Na tańce powróciła ZGoś nawet z obstawą Rafała i Madziszona :) Niestety tylko Gosia była tańcząca ;P

Po rozgrzewce do czegoś zupełnie nowego i już lubianego. Przystąpiliśmy do powtórek tańców.

Po dłuższej przerwie namieszaliśmy Gosi następującymi tańcami: Persons Farewell, Bassa Toscana, Spagnoletta, So Bien mi chi cha buon tempo, Galliarda, Passo e Mezzo.

Mimo takiej mieszanki, ale pod koniec nawet Madziszon była już znudzona tymi tańcami czemu dała wyraz dość głośno. Po tańcach pożegnaliśmy Górskich w metrze i udaliśmy na piwo w celu przedyskutowania kiedy przedyskutować to co jest do przedyskutowania.

Tyle dzisiejszego krótkiego sprawozdania,

pozdrawia

Hrabia

Galeria, czyli problemy z interpretacją zapisu do Celeste Giglio

niedziela, 24 Październik 2010

Dzisiaj, z racji tego, że Hrabia pojechał w weekend bić kolegów do Krakowa i nie zdążył wrócić na czas, spotkaliśmy się w składzie trzyosobowym – Asik, Bartek i ja. Tym razem, po wcześniejszych zajęciach na sali baletowej i teatralnej, trafiliśmy do Galerii. Podczas, gdy Bartek walczył ze zbuntowanym sprzętem, my z Asikiem zdążyłyśmy zapoznać się z dotyczącą teatru twórczością pokrywającą wszystkie ściany.

Sala co prawda ma wykładzinę i jeszcze bardziej trzeba się skupiać, by nie szurać, ale i tak mamy nadzieję, że to koniec naszej tułaczki po budynku bielańskiego centrum edukacji kulturalnej.

Po rozgrzewce, na którą to Bartek nie miał niby pomysłu, a po której my z Asikiem zapewne będziemy miały zakwasy (aż strach pomyśleć, co by było, jakby miał pomysł), wzięliśmy się za kroki i tańce. Na początek zrobiliśmy sobie spacerniak do Ballo del Fiore. Prawie jak grupa początkująca robiliśmy sekwencję: riverenza, dwie continenze, cztery ripresy i trzy seguita. Wychodziło dobrze, ale już przy Starej Foce okazało się, że w łańcuszku seguito jakoś nie zawsze wychodzi. Potem zatańczyliśmy Chiara Stellę (we trójkę, bo nie było patyków, tudzież podobnego sprzętu do wymachiwania, ale nie znaczy to, ze Asik dodatkowej lekcji wywijania rożnem nie otrzymała). Później wzięliśmy się ambitnie za przerobioną wersję Celeste Giglio i Hrabia dostanie pracę domową, aby (oczywiście do muzyki) – pokazać czym różni się sekwencja 1 Passo trango L, 1 Zopetto L, 1 Passo presto in aria L od 1 Passo trango L; 1 Zopetto L, 2 Passi in aria RL (ha, ha!), dyskusje nad tym już w najbliższą środę. Dla rozluźnienia (?!) natomiast, jak nam mózgi zaczęły parować, zatańczyliśmy Ansalone, początkowo z dużym zamieszaniem, bo wszyscy wylądowali na innych miejscach niż dotychczas, ale szybko to wyprostowaliśmy. Na koniec zatańczyliśmy jeszcze Galliardę na Parę, której nazwę pamięta tylko Bartek i wyszło w miarę równo.

kolejne zajęcia grupy zaawansowanej w środę (drugi maraton Asika), z którego raz, dwa, trzy, wpis robisz TY ->

:-D

Zaległy wpis środowy, czyli wolniej, głośniej…

poniedziałek, 28 Czerwiec 2010

Z racji tego, że za nami kolejny już trening, a ja jeszcze nie zrobiłam wpisu środowego – czym prędzej poprawiam mój błąd. Pamięć już jednak nie ta, a środa była tak dawno, więc wszystkiego nie pamiętam ;-)

Zaczęliśmy tradycyjnie od rozgrzewki i od tańców na rozruszanie. Na pewno zatańczyliśmy Passo e Mezzo (nie raz, bo ciągle się komuś nóżki plączą) oraz Celeste Giglio, w którym czujna Zgoś zaobserwowała, że trochę się miotamy i na dodatek każdy w innym tempie. Cóż, może się poprawi, po powakacyjnym przestudiowaniu na nowo traktatów.

W dalszej części, z racji zbliżającego się wielkimi krokami Korowodu, przystąpiliśmy do ćwiczenia Fechtmistrza. Tekst nadal nie zapamiętany, a poza tym, jak słusznie zauważyła widownia w postaci Zgosia i Asika – wszyscy powinni mówić znacznie wolniej i znacznie głośniej (Asia może i nam powinna zrobić ćwiczenia z dykcji w wolnej chwili). Odtańczyliśmy wspólnie z Hrabią Spagnolettę, później Chiara Stellę, gdzie znowu Zgoś zauważyła, że jeśli już chcemy mieć w rękach broń, to powinniśmy używać jej poprawnie, czyli prostować rękę w łokciu. Bartek z Hrabią odtańczyli też swoją nowo ułożoną Galliardę, po czym na zgodę zatańczyliśmy Ansalone. Uwaga na plus – zmieściliśmy się na określonej przestrzeni, bo wielkiej sceny raczej mieć nie będziemy.

Po chwili oczekiwania, podczas której wszyscy zdążyliśmy odtańczyć Galliardę, dołączyli też do nas Asia z Karolem. Przeszliśmy więc płynnie do Żurawia i Czapli. Zalecający się Żuraw zaprosił Czaplę do Laury, po czym ona uganiała się zanim w Torneo Amoroso. Pomimo popisów w Galliardzie i chodzenia tą samą drogą, naszym bohaterom nie udało się pobrać i tym razem.

Po tańcach tradycyjnie poszliśmy prowadzić twórcze rozmowy na piwie, gdzie roztrząsaliśmy prawne zawiłości utworzenia Stowarzyszenia i Fundacji.

Tyle pamiętam, młodszych i niepotrzebujących lecytyny proszę o uzupełnienie luk w mojej wypowiedzi.

kiepsko pamiętająca, ale pełna zapału – Anett

Ciepło, cieplej, gorąco, pssssssss

czwartek, 10 Czerwiec 2010

Wczorajszego upalnego dnia spotkaliśmy się znów na tańcach.  Na tańce udało się dotrzeć Anett, Asikowi, Bartkowi, Karolowi oraz mnie. Pod koniec rozgrzewki pojawił się zapowiedzianie Rurak, Asia również dołączyła, troszkę spóźniona, ale na najważniejszej części była. Zaczęliśmy jak zwykle od rozgrzewki po rozgrzewce  pociliśmy się przy Galliardzie Korowodowej, Passo e Mezzo oraz Celeste Giglio. Potem zrobiliśmy pierwszą przymiarkę do Żurawia i Czapli. Karol z Asią całkiem szybko odnaleźli się w rolach i przedstawienie w ich wykonaniu ma spory potencjał.

Po różnych scenariuszowych testach powtórzylismy sobie z Bartkiem Galliardę do fechtmistrza, wciąż jest słabo, ale po paru próbach sądzę, że to ogarniemy. Po tych dziwnych wygibasach, powróciliśmy do tańczenia tego na co mialeiśmy ochotę, czyli: Bassa Toscana, Spagnoletta. Więcej tańców nie pamiętam, ale warta odnotowania jest chyba zgrzewka w rytm Sabatonu ;)

Po tych męczarniach lepsza część ;) poszła na piwo, a reszta do swoich zajęć. Na piwoe pogadaliśmy jeszcze trochę o galerii, a jak kogoś wczoraj piekły uszy to pewnie też o nim ;)

Dziękuję Państwu za uwagę i oddaje głos do studia ……………..

Hrabia

PS. Następnym razem nie przegram …

Mezołapki, łapki ludzików lego i inne

piątek, 30 Kwiecień 2010

Na poczatek ciąg dalszy wiadomosci poniedzielnych (niby mnie nie było, ale wszystko wiem ;->) – Julita, jak wieść głosi, dzielnie zniosła operację na swoim kopytku i ma teraz nóżke skręconą na śrubki. Pozdrawiamy ją całym ATD bardzo gorąco i czekamy na szybki powrót sprawności (w ramach rehabilitacji proponujemy tańce dawne).

W środę natomiast spotkaliśmy się w trzy pary i nikt nie musiał tym razem tańczyc z duchem Ruraka (prawie nikt), który zawsze wszystkich myli. Zaczęlismy od Galliardy korowodowej, żeby przez ponowienie doświadczenia sprawdzić, czy ona rzeczywiście zabija. Eksperyment wypadł negatywnie, nie pojawiły się żadne straty, ani w ludziach, ani w sprzęcie.

Potem było Passo e Mezzo, które pokazało, ze zapamiętanie 4 niekolejnych numerów jest nadal trudne.

Za małe zwyciestwo uznać można to, że w Celeste Giglio udało nam się wreszcie dobrnąć do końca. Teraz pozostaje tylko ogarnać to jakos troche przestrzennie, bo raczej scena wielkości małej sali gimnastycznej to nam się szybko nie trafi. Z ciekawostek – okazało się podczas tańca, że każdy z nas posiada prawą i lewą mezołapkę :-) .

Poza tym, aby ćwiczyć pamięć i nóżki odtańczyliśmy So Ben, Bassę Pompilię oraz poczciwą Starą Niemiecka Fokę – w wersji fast.

Po treningu zaś, niezwykle szczęśliwe ludziki lego udały się, jak co tydzień, na piwo w celu omówienia bieżących spraw…

Powroty i upadki

poniedziałek, 26 Kwiecień 2010

Na dzisiejszych zajęciach zaszczycili nas swoją obecnością, Żukowa i Mądry. Niestety poza mną i Julitą nikogo ze stałego niedzielnego składu nie było w związku z róznymi imprezo/chałtur0/sabatowymi sprawami.

Takie drobne niedogodności nie przeszkodziły nam w przeprowadzeniu treningu. Po rozgrzewce specjalnie dla naszych gości coś co mają szansę pamiętać, chociaż ich nogi, czyli Alemana. No i nawet za trzecim razem wychodziła już całkiem całkiem.

Potem na jeszcze lepsze podudzenie pamięci Bataglia. Zarobiliśmy ją ze dwa razy i było całkiem całkiem. Po takim rozgrzamiu pamięci pszyszedł czas na Torneo Amoroso. Najpiew powtórzyliśmy na sycho, a potem już z muzyką.

Później Galliarda korowodowa, powoli spokojnie bo niestety nasi gości troszkę już pozapominali. W trakcie walki z Galliardą, Żukowa stwiedziła, że już wie kaie Anca miała problemy Galliardą. NIestety też w toku zajęć Julita chciała zbyt skomplikowaną Galliardę zrobić i zepsuła sobie nóżkę. Niestety resztę zajęć przesiedziała na ławeczce. My jeszcze trochę powalczyliśmy z Galiardą i na koniec zrobliliśmy sobie Dolce Fuocco Amoroso w wersji szybkiej, żeby szybko ją sobie przypomnieć. Na koniec przuypomnienie początku Passo e Mezzo.

Na tym zakończyliśmy zajęcia i udaliśmy się do domów, a niektórzy nawet pokicali.

Hrabia