Dzisiaj, z racji tego, że Hrabia pojechał w weekend bić kolegów do Krakowa i nie zdążył wrócić na czas, spotkaliśmy się w składzie trzyosobowym – Asik, Bartek i ja. Tym razem, po wcześniejszych zajęciach na sali baletowej i teatralnej, trafiliśmy do Galerii. Podczas, gdy Bartek walczył ze zbuntowanym sprzętem, my z Asikiem zdążyłyśmy zapoznać się z dotyczącą teatru twórczością pokrywającą wszystkie ściany.
Sala co prawda ma wykładzinę i jeszcze bardziej trzeba się skupiać, by nie szurać, ale i tak mamy nadzieję, że to koniec naszej tułaczki po budynku bielańskiego centrum edukacji kulturalnej.
Po rozgrzewce, na którą to Bartek nie miał niby pomysłu, a po której my z Asikiem zapewne będziemy miały zakwasy (aż strach pomyśleć, co by było, jakby miał pomysł), wzięliśmy się za kroki i tańce. Na początek zrobiliśmy sobie spacerniak do Ballo del Fiore. Prawie jak grupa początkująca robiliśmy sekwencję: riverenza, dwie continenze, cztery ripresy i trzy seguita. Wychodziło dobrze, ale już przy Starej Foce okazało się, że w łańcuszku seguito jakoś nie zawsze wychodzi. Potem zatańczyliśmy Chiara Stellę (we trójkę, bo nie było patyków, tudzież podobnego sprzętu do wymachiwania, ale nie znaczy to, ze Asik dodatkowej lekcji wywijania rożnem nie otrzymała). Później wzięliśmy się ambitnie za przerobioną wersję Celeste Giglio i Hrabia dostanie pracę domową, aby (oczywiście do muzyki) – pokazać czym różni się sekwencja 1 Passo trango L, 1 Zopetto L, 1 Passo presto in aria L od 1 Passo trango L; 1 Zopetto L, 2 Passi in aria RL (ha, ha!), dyskusje nad tym już w najbliższą środę. Dla rozluźnienia (?!) natomiast, jak nam mózgi zaczęły parować, zatańczyliśmy Ansalone, początkowo z dużym zamieszaniem, bo wszyscy wylądowali na innych miejscach niż dotychczas, ale szybko to wyprostowaliśmy. Na koniec zatańczyliśmy jeszcze Galliardę na Parę, której nazwę pamięta tylko Bartek i wyszło w miarę równo.
kolejne zajęcia grupy zaawansowanej w środę (drugi maraton Asika), z którego raz, dwa, trzy, wpis robisz TY ->