Zabrakło jakoś w ATD-owym narodzie chęci, czasu czy czegoś innego i nikt nie palił się do zrobienia kolejnego niedzielnego wpisu. Ale żeby nie wyglądało to tak, że nic nie robimy, że nuda u nas taka jak w polskim filmie, to postanowiłam skreślić kilka słów, zanim pojawią się notki dotyczących spotkań w poniedziałek i środę..
Tak więc informuję, że w ostatnią niedzielę spotkaliśmy się ponownie w obwieszonej krzyżakami galerii w składzie Asik, Zgoś, Andrzej, Bartek no i ja. Nikt tym razem młodzieży nie przeglądał, więc przystąpiliśmy do standardowych działań. Po krótkiej rozgrzewce postanowiliśmy się zabrać za nasza ulubiona książkę telefoniczną, czyli Celeste Giglio, odtańczyliśmy pierwszą część i przed wzięciem się za galiardę musieliśmy chwilę odciążyć umysł i zatańczyć coś innego. Na życzenie Zgosia – wybór padł na Basse Ducale.
Potem powróciliśmy do rozgryzania zmian w części galiardowej Celeste, zaczęły się więc żmudne ćwiczenia raz na prawą, raz na lewą nóżkę. Powoli zaczęło nam się w pewnym momencie wydawać, że zapamiętaliśmy sekwencje i chwytamy. Nasza wielka radość została jednak przyhamowana, gdy włączyliśmy muzykę… Może i jest dobrze, ale zdecydowanie za wolno.
W kolejnych przerwach od Celeste towarzystwo zatańczyło jeszcze Bataglię, od której udało mi się wywinąć, gdzieś tam, o ile dobrze pamiętam, zahaczyliśmy też o Voltę, która niezmiennie przypomina nam o brakach kondycyjnych.
I dzielni byliśmy ogólnie, bo niektórzy z nas spotykali się już piąty dzień z rzędu! Hrabia tylko jakoś słabował na humorze, co oczywiście jest do pilnej poprawy!