Wpisy otagowane ‘Bassa Pompilia’

Bassa, bassa

czwartek, 24 Luty 2011

Kolejny poniedziałek za nami przetańczony.

Tym razem gościlismy Asika na zajęciach, tak więc prawie cała grupa zaawansowana była obecna :-)

Ale ponieważ cierpieliśmy na niedostatek panów, a ponadto Hrabia miał jedną nóżkę bardziej, więc wsparcie Asika bardzo się przydało.

A zatem, po rozgrzewce (a była baardzo potrzebna, bo znowu przymroziło, a sala do najcieplejszych nie należy) w ramach „wtańczenia”  się przypomnieliśmy sobie Black Nag’a – a, że pamięć trochę nas zwiodła i jak zwykle łańcuszki nas zaskoczyły więc powtórzyliśmy sobie 2 razy. No cóż, za drugim razem wyszło… inaczej :-D .

Potem Parson’s Farewell – i jak to zwykle bywa – panowie byli stali, to panie były zmienne – także tu łańcuszki stanowiły problem – chyba przez ten mróz :-)

Potem przeszliśmy do konkretów, czyli utrwalanie Bassy Ducali. Ponieważ spezzato fianchegiatti nie jest prostym krokiem, to poćwiczylismy sobie go oddzielnie. Będzie trzeba jeszcze trochę (dużo) popracować nad techniką kroków (wszystkich) – bo skoro już jako-tako umiemy, to teraz wypada zacząć robić dobrze, zwłaszcza, że będą coraz ciekawsze tańce i nowe kroki :-) .

Po tym bloku, dla odprężenia umysłów (nie nóg) i dla rozgrzania zatańczyliśmy sobie Branle d’Ecosse w wersji „3″ a następnie poskakaliśmy w krokach gagliardowych. Wprowadziliśmy nawet obroty w kroku podstawowym pierwszym (dla nas pierwszym ;-) ) – niedługo będziemy bardziej komplikować kroki :-D .

I wreszcie przyszedł czas na nowości obiecane – czyli „Koszmar Ruraka” a po ludzku – Bassa Pompilia. Udało nam się przerobic cały taniec i dzięki temu będziemy mieli co powtarzać na następnych zajęciach i szlifować a także, wkrótce kolejne nowości :-)

Na zakończenie jeszcze powtórzyliśmy sobie Bassę Ducale i Villanellę, po czym udaliśmy się w różne strony :-)

Bielańskie lochy (i nie chodzi o żadne świnie)

niedziela, 28 Listopad 2010

No i po raz kolejny spotkaliśmy się żeby potańczyć coś renesansowego. W składzie tym co zwykle czyli Anett, Asik, Bartek i ja. Zanurzyliśmy się w odmęty domu kultury na Bielanach.

Rozgrzewka była tym razem do hitów sprzed lat, odpowiednio do przedziału wiekowego uczestników. Podobno rozgrzewka przebiegała w jakiś abstrakcyjnych klimatach bo młodzież mogła się tylko odnaleźć w sadystycznych fragmentach które wykańczały moje mięśnie brzucha.

Po rozgrzewce na tak zwane dogrzanie odtańczyliśmy Basse Goiosę. Zatańczyliśmy dla lepszej wprawy  wersję klasyczną i Bollywoodzką. Następny do dotańczenia stanął koszmar Ruraka (bez skojarzeń prozę ;) ) czyli Bassa Pompiglia. Mimo dwóch prób wyszło średnio-kiepsko zwłaszcza w moim wykonaniu.

Później przyszło do tańczenia Bassy Toscany i tu zaczęły się dziwy. Asik dostała dziwnych skojarzeń i zamiast tańczyć renesans tańczyła niczym Rocky Balboa. Mówiłem, mówiłem, że ją na boks zapisać. Wyszalało by się dziecko ;) nie stresuje starszych i znerwicowanych.

No i po tych przejściach czas było na ruszenie mózgownicami  więc przystąpiliśmy do powtarzania Bassy Ducalii, ale od razu na mokro. Potem poszliśmy nawet nieco dalej i zaczęliśmy uczenia się od nowa Celeste Giglio z uwzględnieniem poprawek Bartka. No i szło całkiem nieźle już po 3-4 próbach początek zaczął nam całkiem równo wychodzić – prawda Asiku ?? Możliwe że szło nam tak dobrze tylko ze względu na to że nie zaczęliśmy Galiardy :P

Skoro już pomęczyliśmy nasze zwoje mózgowe stwierdziliśmy, że czas poszaleć przy Volcie, ale na wniosek Asika powtórzyliśmy ostatnią zwrotkę Volty na sucho, no i tu zaczęły się schody. Okazuje się, że w choreografii jest parę zgrzytów i wymagają natychmiastowego przedyskutowania. Po ustaleniu, że nic na szybko nie ustalimy ustaliliśmy że jeszcze dziś tańczymy po staremu/swojemu potem (ja „zgłosiłem” się na ochotnika) zrobimy jakąś standaryzację/ uspujnienie choreografii.

Po tych zmaganiach zatańczyliśmy sobie jeszcze raz Basse Ducalię dla lepszego zapamiętania kroków. No i pozostała nam już tylko zgrzewka i do domuuuuu :D

Tyle wieści z parkietu

Hrabia (bez czerwonych szelek)

bez piwa :-(, (dlaczego nie ma takich fajnych renesansowych kroków?)

sobota, 20 Listopad 2010

Wpis z opóźnieniem, bo jakoś nie mogliśmy się zdecydować z Andrzejem, czy wpis robię ja, czy on. Wyszło na to, że opowieści z Krypty (ATD) tym razem snuję ja… Wiele szczegółów mi już na pewno umknęło i kolejność zapewne będzie nie ta, jeśli coś istotnego pominę – proszę o uzupełnienie.

Wchodząc na zajęcia rzeczywiście już na dole słyszeliśmy piwa, piwa, ale… w wykonaniu tylko Asika (a ten głos się niesie, oj niesie), więc to nie grupa, tylko Asik była spragniona…

Zaczęliśmy tradycyjnie od rozgrzewki, chociaż ponownie do niestandardowej muzyki, czym zmyliliśmy Asię z Karolem, którzy przyjechali i nie byli pewni wchodząc na górę, czy dotarli na właściwe zajęcia.

Zajęcia można nazwać powtórkowymi, chociaż część z nas nauczyła się na nich nowego tańca. Przetańczyliśmy Parkinsona w wersji wolnej i szybkiej. Nie trzeba go przypominać, mamy jak się okazuje ten taniec w nogach. Przekicaliśmy też wszystkie nam znane Bassy, a wiec Pompilię (zwaną potocznie „koszmarem Ruraka”), Bassę Toscanę, a potem przyszła kolej na Goiosę (której w trybie szybkim nauczyli się Asia z Karolem). W przerwie zatańczyliśmy Voltę. Przypomnieliśmy sobie też So ben, Chiara stellę (Asik i Hrabia z wirtualnymi patykami),  Spagnolettę, Passo e mezzo  oraz Galliardę.

a potem zrobiło się już późno i zamiast na piwo, poszliśmy do domu…

Tańczący z zębami

wtorek, 9 Listopad 2010

Wbrew aurze grupa zaawansowana XVI-tkowa i tak się spotkała.

Niestety, nie wszyscy byli w dobrych nastrojach – Hrabiemu skutecznie psuł humor bolący ząb. W związku z tym rozgrzewka była dość krótka, improwizowana, acz wystarczająca.

Potem próbowaliśmy rozstrzygnąć kwestie sporne w Celeste Giglio, czyli czy nóżka prawa jest prawa, i czy jest w powietrzu, czy tylko w górze itp :-)

Ale, jak się okazało, zdolności analityczne Hrabiego były mocno przyćmione przez ćmiący ból w paszczęce. Zatem zarzuciliśmy dalszą dysputę na lepsze czasy.

W związku z tym zrobiliśmy sobie kilka powtórek, bo jak się okazuje, coś zardzewieliśmy i pamięć już nie ta.

A zatem, w ramach powtórek odtańczyliśmy takie tańce (niekoniecznie w tej kolejności) : Laura Suave, Alemana, So ben mi chi…, Bassa Pompilia, Bassa Toscana, Gagliarda z Korowodu 2009, Gagliarda Lisfeltine (zwana przez nas roboczo „Gagliarda na parę”), Dolce Amoroso Fuoco, Villanella, Bassa Gioiosa – uff, to chyba tyle.

Po czym udaliśmy się do domu – a pogoda nawet się pogorszyła :-(

O problemach z pamięcią i innych hopkach

czwartek, 6 Maj 2010

Środowe zajęcia zaczęliśmy w trójcowym składzie, tj. ja, Anett i Hrabia. Żeby nie było nam nudno zaczęliśmy niemal tradycyjnie od Passo e Mezzo z losową kombinacją wariacji. I okazuje się, że jak zwykle kłopoty z pamięcią nas dopadły – jakoś ciężko zapamiętać kombinację 5 cyfr z czego cyfry występują tylko w zakresie 1-4 :D . No cóż, trzeba chyba pomyśleć o jakimś bilobilu czy innym preparacie na pamięć :-)

Na szczęście długo sobie tym problemem głowy nie zajmowaliśmy i przeszliśmy do tańczenia Spagnoletty na 3 osoby w naszej wersji – innymi słowy  Spagnoletta na 3-pary w 3 osoby, która jest hybrydą Spagnoletty na parę i „zwykłej” na 3 osoby. Proste, prawda? :-)

W trakcie radosnego pląsania dołączyła do nas Asia i od razu wspomogła naszą pamięć, bo jakoś w drugiej zwrotce nogi nasze nijak nie chciały sobie przypomnieć jednego fragmentu. A Asia pamiętała :-) Chyba jednak bilobil trzeba zanabyć.

Żeby się nie nudzić i jednak pamięć poćwiczyć przetańczyliśmy Koszmar Ruraka czyli inaczej Bassę Pompilię, gdzie z braku rozpiski za lektora dla Asi i Hrabiego, którzy nie są fanami tego tańca, służyliśmy wspólnymi siłami ja i Anett.

Gdy koszmar przeminął, jadąc dalej po bazach, tj. po bassach powtórzyliśmy sobie Bassę Toscanę.

Żeby jednak nie było zbyt monotonnie, to zmieniliśmy klimat na Celeste Giglio. Po przetańczeniu całości (znaczy tej całości, którą pamiętaliśmy) przeszliśmy do powtarzania/uczenia się na nowo 2 ostatnich części, tj. saltarello i canario. W tym czasie Karol, pomimo słabującego zdrowia, postanowił zasilić nasz skład. Plus dla Karola :-) . Okazuje się, że całkiem, całkiem całość wychodzi i teraz trzeba będzie w zasadzie tylko szlifować. Pocieszyliśmy się tym, że jest to taniec na parę, więc synchronizacja między parami nie jest wymagana – ufff.

Po wymęczeniu(się) Celeste dla rozluźnienia zatańczyliśmy Torneo Amoroso, a także gagliardy – „korowodową” i na parę. I na zakończenie zatańczyliśmy sobie… znaczy So Ben Mi Chi Ha Buon Tempo a na samiuśki koniec  jeszcze Laurę, żeby nie było :)

W końcu jednak ludziki lego zaczęły dochodzić do głosu i czym prędzej zakończyliśmy trening, po czym udaliśmy się pełnym składem na piw… na wymianę bardzo ważnych plot… i piwo :-)

PS.

W ramach odkurzania szarych komórek jeszcze z Anett zatańczyliśmy Contentezzę :)

Mezołapki, łapki ludzików lego i inne

piątek, 30 Kwiecień 2010

Na poczatek ciąg dalszy wiadomosci poniedzielnych (niby mnie nie było, ale wszystko wiem ;->) – Julita, jak wieść głosi, dzielnie zniosła operację na swoim kopytku i ma teraz nóżke skręconą na śrubki. Pozdrawiamy ją całym ATD bardzo gorąco i czekamy na szybki powrót sprawności (w ramach rehabilitacji proponujemy tańce dawne).

W środę natomiast spotkaliśmy się w trzy pary i nikt nie musiał tym razem tańczyc z duchem Ruraka (prawie nikt), który zawsze wszystkich myli. Zaczęlismy od Galliardy korowodowej, żeby przez ponowienie doświadczenia sprawdzić, czy ona rzeczywiście zabija. Eksperyment wypadł negatywnie, nie pojawiły się żadne straty, ani w ludziach, ani w sprzęcie.

Potem było Passo e Mezzo, które pokazało, ze zapamiętanie 4 niekolejnych numerów jest nadal trudne.

Za małe zwyciestwo uznać można to, że w Celeste Giglio udało nam się wreszcie dobrnąć do końca. Teraz pozostaje tylko ogarnać to jakos troche przestrzennie, bo raczej scena wielkości małej sali gimnastycznej to nam się szybko nie trafi. Z ciekawostek – okazało się podczas tańca, że każdy z nas posiada prawą i lewą mezołapkę :-) .

Poza tym, aby ćwiczyć pamięć i nóżki odtańczyliśmy So Ben, Bassę Pompilię oraz poczciwą Starą Niemiecka Fokę – w wersji fast.

Po treningu zaś, niezwykle szczęśliwe ludziki lego udały się, jak co tydzień, na piwo w celu omówienia bieżących spraw…

Czy słyszycie głosy?!

czwartek, 22 Kwiecień 2010

Wczoraj na treningu Hrabia zrobił nam niespodziankę i przygotował nową muzykę do rozgrzewki. Okazało się, że nie wszystko jest rytmicznie – no przynajmniej dla mnie, ale Hrabia głośno i wyraźnie mówił: jak to nie słyszycie? Ja słyszę, głosy mi podpowiadają!  Cóż można by rzec, że to stadium to się leczy, ale głosów było więcej, bo i Ramzio ma swoje, ale mówiące po niemiecku. To ciekawostka :>
Zaczęliśmy od Gagliardy na dogrzanie kości, a potem pracowaliśmy z Celeste Giglio. Została nam ostatnia część :D Tańcząc z Ramzesem czułam się jakbym to ja miała przed nim partie solowe, bo gagliardy skutecznie omijał. Ale za to próbował przy zazębianiu się podciąć Anett i ją wywrócić – bezskutecznie!
Potem Laura Suave, Chiara Stella na 5 osób z Rurakiem, którego nie było ;) . Passo E Mezzo w relacji 3, 2, 4, 1. Nóżki się plączą, bo pamięć płata figla.

Na koniec Bassa Pompilia, która jako niezwykle urokliwy taniec podbija nasze serca. Optuję za tym, że powinniśmy na stałe włączyć ją do repertuaru! Po treningu nawiedziliśmy Matkę Żukową – objadając ją ze świątecznej kiełbasy i święcąc karty. Za tydzień ostatnie spotkanie przed MAJÓWKĄ!!!:D

A moc jest z nami …

czwartek, 15 Kwiecień 2010

Dzisiaj zaczęliśmy od dywagacji na temat jaki kolor ma kapusta, w końcu trzeba było do króliczków jakoś nawiązać ;) Na rozgrzewce zuchwały Hrabia próbował insynuować, że rzekomo nie robię ćwiczeń d rytmu. Jak powszechnie wiadomo muzyka w tańcu nie przeszkadza ;p
Po skróconej wersji podłogowych wygibasów i robienia gekonów do sztucznego oświetlenia rzuciliśmy na 1 ogień Celeste Giglio i nasze ukochane – przed jednych mniej, przez innych bardzeij :D – solówki Gagliardowe. Za tydzień mamy plan ruszyć kolejną część.
Dla odmóżdżenia – Passo E Mezzo, w którym nikt nas nie potrafi zaskoczyć ta, jak my siebie samych. Pamięć już nie ta, nogi nie te, to  i więcej komplikacji ;) Nauka na dziś NIE SZURRRRAććććć! :evil:

Chwila przerwy na łyk wody i powrót do dzieciństwa w postaci  hula-hop i choć mi nikt nie uwierzy, to nie ja pierwsza do kółka pobiegłam i kręciłam bioderkami. Tylko Hrabia się wzbraniał i do reszty nie dołączył. Gagliardy idą coraz lepiej, aczkolwiek strony niektórym nadal się mylą. Dalej dla odmiany Laura Suave  - solo Panów nadal szwankuje, ale Panie radzą sobie doskonale :D
W ramach powtórek była też i Bassa Toscana – tu Hrabia cierpiał, bo dostawał po rękach i to od młodszej i mniejszej od siebie osóbki :P  Spagnioletta na 2, Torneo Amoroso i La Battaglia prawie z zamkniętymi oczami, a i tak największą furorę zrobiła Bassa Pompilia, która jest naszym typem na BISY ;) Podczas rytualnego piwa  - wpadło nam do głowy parę pomysłów na pokazy. Niecnych pomysłów! sesesese :evil:

Drogi pamiętniku …

wtorek, 24 Listopad 2009

Smerf Maruda
Dzisiaj zajęcia prowadziłem sam, obyło się bez ofiar w ludziach.
(więcej…)

Dolce Amoroso Fuoco

poniedziałek, 16 Marzec 2009

Na początku była Foka :) a konkretnie popis Panów w wykonaniu Panów i Pań (które znudzone plotkowaniem w kącie postanowiły nauczyć się „na wszelki wypadek”).

w części drugiej dla relaksu zbieraliśmy patyczki na dwa sety :)

a potem męczylismy Bassę Pompillię… ciężko idzie…. a ja ciągle nie wiem gdzie problem… :(