Kolejny poniedziałek za nami przetańczony.
Tym razem gościlismy Asika na zajęciach, tak więc prawie cała grupa zaawansowana była obecna
Ale ponieważ cierpieliśmy na niedostatek panów, a ponadto Hrabia miał jedną nóżkę bardziej, więc wsparcie Asika bardzo się przydało.
A zatem, po rozgrzewce (a była baardzo potrzebna, bo znowu przymroziło, a sala do najcieplejszych nie należy) w ramach „wtańczenia” się przypomnieliśmy sobie Black Nag’a – a, że pamięć trochę nas zwiodła i jak zwykle łańcuszki nas zaskoczyły więc powtórzyliśmy sobie 2 razy. No cóż, za drugim razem wyszło… inaczej
.
Potem Parson’s Farewell – i jak to zwykle bywa – panowie byli stali, to panie były zmienne – także tu łańcuszki stanowiły problem – chyba przez ten mróz
Potem przeszliśmy do konkretów, czyli utrwalanie Bassy Ducali. Ponieważ spezzato fianchegiatti nie jest prostym krokiem, to poćwiczylismy sobie go oddzielnie. Będzie trzeba jeszcze trochę (dużo) popracować nad techniką kroków (wszystkich) – bo skoro już jako-tako umiemy, to teraz wypada zacząć robić dobrze, zwłaszcza, że będą coraz ciekawsze tańce i nowe kroki
.
Po tym bloku, dla odprężenia umysłów (nie nóg) i dla rozgrzania zatańczyliśmy sobie Branle d’Ecosse w wersji „3″ a następnie poskakaliśmy w krokach gagliardowych. Wprowadziliśmy nawet obroty w kroku podstawowym pierwszym (dla nas pierwszym
) – niedługo będziemy bardziej komplikować kroki
.
I wreszcie przyszedł czas na nowości obiecane – czyli „Koszmar Ruraka” a po ludzku – Bassa Pompilia. Udało nam się przerobic cały taniec i dzięki temu będziemy mieli co powtarzać na następnych zajęciach i szlifować a także, wkrótce kolejne nowości
Na zakończenie jeszcze powtórzyliśmy sobie Bassę Ducale i Villanellę, po czym udaliśmy się w różne strony
