Kolejny poniedziałek dopisał nam frekwencją. Dla odmiany była tylko jedna osoba, która była na poprzednich zajęciach, czyli miała dużo powtórki
Ale po kolei.
Po zwyczajowej rozgrzewce – niezbyt ciężkiej ale i chyba nie nazbyt lekkiej – na dobry początek zaczęliśmy od powtórzenia Black Nag’a. Ponieważ Hrabiego nie było na zajęciach, z powodu tego, że jedną nóżkę ma bardziej, to Anett zastępowała nam dzielnie jednego pana .
Jak zwykle najwięcej problemów sprawiły łańcuszki. Po przećwiczeniu ich na sucho w końcu wyszło jak należy. Potem zmiana klimatu i powtórka Contentezzy. Za pierwszym razem jeszcze nogi się buntowały, dlatego do drugiego przebiegu, żeby nie było zbyt prosto, zastosowaliśmy inną wersję muzyczną, nigdy wcześniej przez nas nie testowaną
Zdania były podzielone – jednym się podobała nowa muzyka, innym mniej. Na pewno była inna
W dalszej kolejności poćwiczyliśmy Bassę Ducalę – coś czuję, że jeszcze dość długo ten taniec będzie sprawiał problemy – a szkoda. Po powtórzeniu na sucho i przetańczeniu do muzyki trzeba było trochę poćwiczyć spezzata fianchegatti – więc pochodziliśmy trochę w tę i na zad i niby wychodziło, a w tańcu do muzyki dalej są problemy. No nic – będziemy szlifować.
Po Ducali zabraliśmy się za szlifowanie kolejnego „hitu” – czyli Bassy Pompilli – najpierw na sucho, a potem kilka razy z muzyką. I ten taniec wychodzi dużo lepiej. Jest naprawdę nieźle.
Dla odsapnięcia poskakaliśmy trochę w branlu d’Ecosse (wersji najszybszej), po czym, korzystając z tego, że nogi mieliśmy rozgrzane, poćwiczyliśmy sobie jeszcze trochę techniki. Czyli Riverenzę – niby prosta i pierwszy krok, a jednak..; potem Ripresy z naciskiem na robienie małych kroków i trabuchetta, bo te ciągle niezbyt wychodzą.
A potem… potem zaczął się koszmar – czyli próbowaliśmy robić Fioretta
Bienia miała przewagę, bo była na poprzednich zajęciach ale reszta obecnych – czyli Aneta, Basia i Maciek – nie mieli wcześniej tej przyjemność. Cóż, krok do prostych nie należy i nie należy przejmować się zbytnio niepowodzeniami na początku, zwłaszcza, że są przesłanki ku temu, że wkrótce będzie nieźle.
Po tej udręce jeszcze na koniec powtórki Bass – Ducali i Pompilli a potem rozeszliśmy się tradycyjnie w różne strony – niektórzy do metra inni na kebab, gdzie Hrabia, który w międzyczasie dotoczył się do nas, zaprezentował nam swoje reżyserskie pasje