Wpisy otagowane ‘Bassa Pompilia’

Spotkanie z kobziarzem

środa, 16 Listopad 2011

Tak, tak, przyszedł czas,  żeby zapoznać się z Villanellą. Ponieważ taniec długi nie jest, więc w poniedziałek przerobiliśmy całość.

Najpierw jednak poćwiczyliśmy trochę kroków – riverenzę – trzeba popracować nad płynnością, ripresy, a pozatym pochodziliśmy sobie w seguitach różne kombinacje, w wężyku i bąbelki (na 4 kroki i na 2) żeby ćwiczyć zmiany kierunków.

Nie zabrakło także spezzato – ten krok jeszcze niektórym sprawia problem, a był nam potrzebny do Villanelli.

Jak pisałem, po mordędze kroków, przerobiliśmy Villanellę. Na razie oswoiliśmy się z tańcem i przyjdzie czas na dalsze szlifowanie.

Oczywiście nie tylko ten taniec był tańczony, były też powtórki: Black Nag, Grimstock, Bassa Pompilia i branle: Pinegay i Charlotte.

Pod koniec Magda i Patryk zmyli się trochę wcześniej i zostały nam 3 dziewczyny. To jeszcze w ramach bonusu nauczyły się Parson’s Farewell :-)

Sottopiede – czyli nóg poplątanie

wtorek, 8 Listopad 2011

Na ostatnim treningu grupy początkującej dotarł pełen skład i dzięki temu już ze wszystkimi mogliśmy dokończyć Bassę Pompilię. Jeszcze chwilę zajmie, zanim nogi zapamiętają ten taniec, ale naprawdę niewiele brakuje.

Pewne problemy sprawia jeszcze Trango do tyłu, ale to w sumie drobiazg – będziemy piłować :-)

No właśnie, musimy skupiać się też nieco na technice – dlatego też nie zabrakło i tego elementu treningu, tj. trening techniki kroków. Na dobry początek byłem nudny – znęcałem się nad riprezami z naciskiem na stawianie małych kroków :evil: Potem byłem jeszcze bardziej paskudny, bo męczyłem Trabuchettami, a potem wogóle wylazła ze mnie wredota, bo wprowadziłem sottopiede, ale szczytem było połączenie Trabuchetta i sottopiede w Saffice :-D

Początkowo samo sottopiede sprawiało problemy – jakoś te nogi nie zawsze chcą się podmieniać jedna pod drugą i lądują obok siebie, ale poćwiczyliśmy powoli, od prostej, powolnej podmiany stopniowo zwiększając tempo i jakoś poszło.

Saffice – to było tak na prawdę dopiero wprowadzenie do tego kroku i będziemy go dalej ćwiczyć. A kluczem są i Trabuchetta i samo sottopiede.

Korzystając też z okazji, że mieliśmy pełen skład to przypomnieliśmy sobie Indian Queen – fajnie poszło, było sporo fanu choć zamieszania wcale dużo nie było – i o to chodzi. Już coraz łatwiej przychodzą zmiany numerków :-)

 

Chwilowe załamanie…

wtorek, 25 Październik 2011

frekfencji. Niestety, na ostatnie zajęcia dotarła tylko 4-ka naszych dzielnych kursantów. Cóż, czasem tak się złoży, że kilka osób nie może przyjść.

Aczkolwiek nie zatrzymało nas to zbytnio i program treningowy był realizowany normalnie.

Zajęliśmy się ponownie Grimsockiem, bo doczytałem się że 1 i 3-ci refren robiliśmy nie do końca właściwie i trzeba było to poprawić.

Poćwiczyliśmy też trochę techniki – a więc piłowaliśmy poznane wcześniej kroki renesansowe: Riverenze, seguito, continenze, i riprezy. Nauczyliśmy się też kolejnych 2 kroków, które potrzebne nam będą za chwile do Bassy Pompilii – passo trangato oraz seguito scorsi.

Niestety Bassę Pompilię przerobiliśmy tylko do solówek (a i to z błędem, bo ja zjadłem puntata) po czym skład nam się jeszcze okroił.

Resztę czasu poświeciliśmy na rozluźniająe Parson’s Farewell – także w wersji szybkiej.

Wielkieś mi uczyniła pustki… pogodo!

środa, 8 Czerwiec 2011

I znowu przewaga prowadzących nad uczestnikami.

Choć myśleliśmy, że już nikt nie przyjdzie, to dzielnie stawiła się Kasia i Bienia i pomimo duszności i gorąca poddały się torturom :-)

Zasadniczo zajęcia nie różniły się niczym od tych sprzed tygodnia, tylko że z odrobinę innym składem.

No i zamiast „parkinsona” było Rufty Tufty.

Najwięcej wysiłku przy tej pogodzie sprawiła oczywiście Gagliarda, którą bezlitośnie katowałem :evil:

Poniedziałkowe lekcje indywidualne.

środa, 23 Marzec 2011

Niestety, w ten poniedziałek frekwencja była wyjątkowo mała.

Nie dość, że Anett zaniemogła, to na zajęciach pojawiły się tylko 2 wytrwałe – Basia i Kasia.

Tym niemniej zajęcia odbyły się :-)

Zaczęliśmy od przypomnienia sobie Parsnon’s Farewell. Najpierw w wersji wolniejszej, potem szybszej – i wyszło bardzo dobrze. Jeszcze nie perfekcyjnie, no ale mamy czas :-) Potem była Contentezza do brzdąkającej muzy. A potem: powtórzenie Bassy Pompilii i Bassy Ducale. Tę ostatnią 2 razy zrobiliśmy – dziewczyny nieźle już sobie radzą, choć jeszcze spezzata fianchegatti sprawiają ciągle drobne problemy, ale i tak było dobrze.

W dalszej kolejności trochę poskakaliśmy w Gagliardzie. Hrabia zasugerował (zresztą słusznie), że dla urozmaicenia nauczmy pierwszej części gagliardy „korowodowej”. Uczennice zdolne, to poszło gładko. I dalej korzystając z bycia rozskakanym poćwiczyliśmy fiorretta. Najpierw na sucho a potem trochę do muzyki. I jest nieźle – już nie taki straszny ten krok, prawda? :-)

 

Coby trochę odpocząć, dla relaksu przypomnieliśmy sobie branle – Pinegay i Charlotte – ja trochę zamieszałem sam sobie z muzyką i do melodii Charlotte próbowałem tańczyć krok Pinegay :-D .

Dalej Villanella z kozą :-) A potem Rufty Tufty – i okazało się, że Basia nie zna (no tak, dołączyła nieco później) – zatem szybka lekcja na sucho i fruuuu z muzyką :-)

Na koniec jeszcze raz poskakaliśmy w gagliardzie i to był koniec.

Dziewczyny były dzielne to mogliśmy skończyć wcześniej. Po czym gremium udało się na naradę wojenną przy mitycznym kebabie :-D

Fioretta, czyli łatwo nie jest

środa, 16 Marzec 2011

Kolejny poniedziałek dopisał nam frekwencją. Dla odmiany była tylko jedna osoba,  która była na poprzednich zajęciach, czyli miała dużo powtórki ;-)

Ale po kolei.

Po zwyczajowej rozgrzewce – niezbyt ciężkiej ale i chyba nie nazbyt lekkiej – na dobry początek zaczęliśmy od powtórzenia Black Nag’a. Ponieważ Hrabiego nie  było na zajęciach, z powodu tego, że jedną nóżkę ma bardziej, to Anett zastępowała nam dzielnie jednego pana .

Jak zwykle najwięcej problemów sprawiły łańcuszki. Po przećwiczeniu ich na sucho w końcu wyszło jak należy. Potem zmiana klimatu i powtórka Contentezzy. Za pierwszym razem jeszcze nogi się buntowały, dlatego do drugiego przebiegu, żeby nie było zbyt prosto, zastosowaliśmy inną wersję muzyczną, nigdy wcześniej przez nas nie testowaną :-D Zdania były podzielone – jednym się podobała nowa muzyka, innym mniej. Na pewno była inna :-D

W dalszej kolejności poćwiczyliśmy Bassę Ducalę – coś czuję, że jeszcze dość długo ten taniec będzie sprawiał problemy – a szkoda. Po powtórzeniu na sucho i przetańczeniu do muzyki trzeba było trochę poćwiczyć spezzata fianchegatti – więc pochodziliśmy trochę w tę i na zad  i niby wychodziło, a w tańcu do muzyki dalej są problemy. No nic – będziemy szlifować.

Po Ducali zabraliśmy się za szlifowanie kolejnego „hitu” – czyli Bassy Pompilli – najpierw na sucho, a potem kilka razy z muzyką. I ten taniec wychodzi dużo lepiej. Jest naprawdę nieźle.

Dla odsapnięcia poskakaliśmy trochę w branlu d’Ecosse (wersji najszybszej), po czym, korzystając z tego,  że nogi mieliśmy rozgrzane, poćwiczyliśmy sobie jeszcze trochę techniki. Czyli Riverenzę – niby prosta i pierwszy krok, a jednak..; potem Ripresy z naciskiem na robienie małych kroków i trabuchetta, bo te ciągle niezbyt wychodzą.

A potem… potem zaczął się koszmar – czyli próbowaliśmy robić Fioretta :-D Bienia miała przewagę, bo była na poprzednich zajęciach ale reszta obecnych – czyli Aneta, Basia i Maciek – nie mieli wcześniej tej przyjemność. Cóż, krok do prostych nie należy i nie należy przejmować się zbytnio niepowodzeniami na początku, zwłaszcza, że są przesłanki ku temu, że wkrótce będzie nieźle.

Po tej udręce jeszcze na koniec powtórki Bass – Ducali i Pompilli a potem rozeszliśmy się tradycyjnie w różne strony – niektórzy do metra inni na kebab, gdzie Hrabia, który w międzyczasie dotoczył się do nas, zaprezentował nam swoje reżyserskie pasje :-D

 

Hrabia kica tu i tam, świat swój pokazujac nam…

niedziela, 13 Marzec 2011

Spotkaliśmy się dziś ponownie w okrojonym składzie. Hrabia ma bowiem popsute kolanko, a Zgoś miała dziś gości. Powoli przestaje nas też dziwić, że nie ma nas w magicznym zeszycie i panowie są zdziwieni, że w ogóle mamy jakieś zajęcia w galerii. Na pocieszenie jednak zmieniono nam wystrój, nie królują już na ścianach krzyżacy, tylko ptactwo w różnych konfiguracjach. Powinnam może przytoczyć nazwisko autorki, żeby promować młodą sztukę, ale jako, że mi i Asikowi podobały się tylko dwa obrazki, a Bartek w ogóle się nie wypowiedział, to uznaję, że nie warto się zagłębiać.

Po rozgrzewce na roztańczenie zaczęliśmy od tego, co jakoś nie bardzo nam szło w środę – czyli Ansalone. Jako, że tym razem poszło nam o wiele lepiej w dobrych humorach wzięliśmy się za naszą ulubioną książkę telefoniczną – Celeste. Asik znowu ćwiczyła na Bartku rozpraszanie konwersacyjne (czasami z bardzo dobrym rezultatem) i w ogóle miała jakoś za dużo energii, może dlatego, że jakaś dobra dusza zostawiła nam w galerii wiatrak, który odrobinę niwelował braki w tlenie.

W dalszej kolejności, specjalnie dla Asika, gdyż ominie ją sesja poniedziałkowa, zatańczyliśmy Basse Pompilię. Potem wzięliśmy się za Torneo, Bassę Ducale, Bassę Goiosę, Bassę Toscanę, Passo e mezzo, Chiara stellę, Galiardę, jak to Asik mówi Lifessesee, czy tam to się nazywa. Na zakończenie odtańczyliśmy jeszcze So ben i w dobrych humorach poszliśmy do domu. W dobrych, bo nie obyło się oczywiście bez głupawki, nieobecnego Hrabiego bowiem obsadziłyśmy w roli Króliczka wyskakującego z tortu lub kicającego z koszem pisanek (tak, tak, bardzo niebezpiecznie jest nie przychodzić na zajęcia, można dostać wtedy rolę życia – Murzyna, czy też Marcowego zająca). Stwierdziłyśmy też, że repertuar ATD należy koniecznie poszerzyć o wieczory panieńskie, kawalerskie i wieczorki w domach spokojnej starości.

 

Po niemiecku i na słodko

środa, 9 Marzec 2011

I kolejny poniedziałek upłynął pod znakiem niemal indywidualnych zajęć. Oprócz trójcy prowadzących, były jeszcze 2 osoby, ale w zestawie innym niż tydzień temu, czyli Kasia i Marta. Rozgrzewka była, jak zawsze. Ale, że nic ciekawego się nie działo, daruję sobie puste opisy.

Przystępując do zajęć właściwych zaczęliśmy od powtórek. I tak, na pierwszy ogień poszło Rufty Tufty, potem Parson’s Farewell – tu trochę łańcuszki ciągle sprawiają kłopoty, więc powtarzaliśmy. Potem przypomnieliśmy sobie Contentezzę. I to był koniec powtórek „staroci”. Zatem przeszliśmy do powtórek „nowości” czyli najpierw przetańczyliśmy Bassę Ducalę – tu jeszcze spezzata fianchegiati i inne takie przyjemności sprawiają drobny problem, ale bez strachu – będziemy powtarzać, i powtarzać i powtarzać…

Było też trochę techniki czyli poćwiczyliśmy Ripresy z naciskiem robienia małych kroków i trabuki – te ostatnie jeszcze ciągle sprawiają kłopoty. Poćwiczyliśmy też wędrowanie w krokach gagliardy oraz  była pierwsza lekcja nowego kroku, czyli zaczęliśmy uczyć się, jak wykonywać Fioretta :-)

Wymęczeni technikami zatańczyliśmy co nieco dla rozluźnienia. T Na usilną prośbę Bieni poczłapaliśmy trochę z trumną, czyli Allemandę oddreptaliśmy :-) a potem Villanellę.

Tak dla rozluźnienia nauczyliśmy się też nowego tańca – Dolce Amoroso Fuoco :-) Ponieważ z to panowie mają bardziej skomplikowany popis z Fiorettami, nie było problemu, aby panie nauczyły się swoich kroków, które są proste. I rzeczywiście – dziewczyny szybko załapały taniec – kolejny do kolekcji :-)

Na zakończenie jeszcze tylko Parson’s Farewell w wersji szybkiej i do domu lub na kebab :-)

 

 

Zajęcia prawie indywidualne

wtorek, 1 Marzec 2011

Zachęcona na niedzielnych tańcach dotarła tym razem na zajęcia dla początkujących także Zgoś. I jakby nie nasza czwórka, sala świeciłaby początkowo pustkami. Poczekaliśmy 15 minut i gdy nikt się nie zjawiał, postanowiliśmy, że odtańczymy szybką wersję Parson’s Farewell i pójdziemy na piwo. Nie było nam to jednak dane (a przynajmniej nie od razu), bo jakby wywołani tańcem, albo jak diabeł z pudełka, pojawili się Słodcy.

Maciek, mimo braku pełni sił, postanowił przyjść, żeby nadrobić zaległości, więc wzięliśmy się za zajęcia prawie indywidualne.

Na początek, żeby się trochę rozruszać, zatańczyliśmy Black Nag’a (bez Asika koniki nie pędzą tak szybko), potem wzięliśmy się za powtórzenie Bassy Ducale, poźniej (może niekoniecznie w tej kolejności) za Contentezzę, a po dyskusjach o motoryzacji, chcieliśmy zatańczyć poloneza, ale na Villanelli w mercedesie się skończyło, powtórzyliśmy na sucho i z muzyką także Bassę Pompilię, zwana inaczej koszmarem Ruraka. Przy tym tańcu naszły nas refleksje, czy jest on lekko nudny, czy może raczej dostojny i pełen powagi. Zapląsaliśmy dla rozrywki w końcu Scotch Cap’a. Przez dłuższą chwilę pomęczyliśmy łydki ćwiczeniami z mieszanki riprese i trabuchettów. Po czym wymarznięci, ale z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku poszliśmy do domów/na piwo (niepotrzebne skreślić). Jeśli kogoś z nieobecnych piekły uszy, to tak, to właśnie przez nas.

Oj mało tlenu mało

wtorek, 1 Marzec 2011

Ponownie w niedzielę zawitaliśmy w piwnicach Bielańskiego domu kultury. Po raz kolejny nasze zajęcia były zaskoczeniem dla obsługi budynku. Wow toż to pół roku wciąż te same godziny, a zaskoczenie pozostało.

Trening odbył się w standardowym składzie czyli Anett, Asik, ZGoś, Bartek no i ja. Po krótkiej rozgrzewce zabraliśmy się za dotańczenie się nieco po tych przygodach na wejście.

No początek Passo e Mezzo dla rozruszania. Na drugi ogień była Bassa Pompilia (dwa razy), ja wiem ja się jej w końcu nauczę, ale dajcie mi jeszcze trochę czasu.

Potem przyszedł czas na próbę Celeste Giglio z muzyką kto ile pamięta. No i wyszło, powtarzaliśmy późnej na sucho obie części Galliardy oraz Salltarello. Za tydzień może nawet zrobimy Canario :D

Potem kolejna próba do muzyki na początek samego saltarello co by Zgoś się wdrożyła. Potem próba znanej nam już części do muzyki.

Dla odetchnięcia od CG Volta :D no i nawet moje kolano zniosło te katusze, ale więcej razy tego nie próbowaliśmy.

Dalej dla drobnego rozruszania umysłów i wdrożenia ZGosia Ansalone na 4.

Po tym wszystkim jeszcze raz zrobiliśmy sobie Celeste i po tym wszystkim udaliśmy się do domu.

To tyle z odtlenionej piwnicy

Hr.