Wpisy otagowane ‘Bassa Goiosa’

Kolejna środa

czwartek, 17 Marzec 2011

W ostatnią środę pozwoliłem sobie na zaprzestanie rekonwalescencji i pojawiłem się na treningu. Trening rozpoczął się od oczekiwania na spóźnialskich. Potem krótka rozgrzewka i do dzieła.

Zaczęliśmy od Ansalone ,które obserwująca z boku Asik skwitowała, że krzywo było. Następnie na życzenie Asika od Alemany, dla utrwalenia dwa razy po za pierwszym to troszkę słabo było. Celeste Giglio też tańczyliśmy dwa razy, ale tutaj wyszło zupełnie odwrotnie. Za drugim razem było słabiej.

No i przyszedł czas za wzięcie się za poprawioną Laurę Suavę. Przeszliśmy na sucho krótki wstęp i zaczęliśmy męczyć pierwszy zmieniony fragment. Niestety jest w dość specyficznym rytmie i będzie wymagał dopracowania, ale co My nie damy rady :D  Po wyczerpujących tańcach i dyskusjach jak to ma wyglądać stwierdziliśmy, że trzeba się przy czymś odstresować.

No więc zatańczyliśmy Bassa Goiose i w ramach strzelania focha zamieniliśmy się w parach, tu również nie obeszło się bez powtórki. Ach te przerwy nie dobrze wpływają na mnie ;P

No i na koniec Volta, raz bo na więcej entuzjazmu nie starczyło. I na tym chyba skończyliśmy i czmychnęliśmy ze szkoły.

Hrabia kica tu i tam, świat swój pokazujac nam…

niedziela, 13 Marzec 2011

Spotkaliśmy się dziś ponownie w okrojonym składzie. Hrabia ma bowiem popsute kolanko, a Zgoś miała dziś gości. Powoli przestaje nas też dziwić, że nie ma nas w magicznym zeszycie i panowie są zdziwieni, że w ogóle mamy jakieś zajęcia w galerii. Na pocieszenie jednak zmieniono nam wystrój, nie królują już na ścianach krzyżacy, tylko ptactwo w różnych konfiguracjach. Powinnam może przytoczyć nazwisko autorki, żeby promować młodą sztukę, ale jako, że mi i Asikowi podobały się tylko dwa obrazki, a Bartek w ogóle się nie wypowiedział, to uznaję, że nie warto się zagłębiać.

Po rozgrzewce na roztańczenie zaczęliśmy od tego, co jakoś nie bardzo nam szło w środę – czyli Ansalone. Jako, że tym razem poszło nam o wiele lepiej w dobrych humorach wzięliśmy się za naszą ulubioną książkę telefoniczną – Celeste. Asik znowu ćwiczyła na Bartku rozpraszanie konwersacyjne (czasami z bardzo dobrym rezultatem) i w ogóle miała jakoś za dużo energii, może dlatego, że jakaś dobra dusza zostawiła nam w galerii wiatrak, który odrobinę niwelował braki w tlenie.

W dalszej kolejności, specjalnie dla Asika, gdyż ominie ją sesja poniedziałkowa, zatańczyliśmy Basse Pompilię. Potem wzięliśmy się za Torneo, Bassę Ducale, Bassę Goiosę, Bassę Toscanę, Passo e mezzo, Chiara stellę, Galiardę, jak to Asik mówi Lifessesee, czy tam to się nazywa. Na zakończenie odtańczyliśmy jeszcze So ben i w dobrych humorach poszliśmy do domu. W dobrych, bo nie obyło się oczywiście bez głupawki, nieobecnego Hrabiego bowiem obsadziłyśmy w roli Króliczka wyskakującego z tortu lub kicającego z koszem pisanek (tak, tak, bardzo niebezpiecznie jest nie przychodzić na zajęcia, można dostać wtedy rolę życia – Murzyna, czy też Marcowego zająca). Stwierdziłyśmy też, że repertuar ATD należy koniecznie poszerzyć o wieczory panieńskie, kawalerskie i wieczorki w domach spokojnej starości.

 

Gdy Hrabiego nie ma…

czwartek, 10 Marzec 2011

Wczoraj na treningu grupy zaawansowanej zabrakło Hrabiego, który robi sobie urlop zdrowotny. Rozgrzewkę poprowadził Bartek w mocno gadającej atmosferze, osłabiając się przy niektórych ćwiczeniach. Gdy robiliśmy nową wersję brzuszków i rozciągaliśmy potem mięśnie zakomunikowałam, że mnie bolały plecy. Bartek opadł na moment z sił. Cóż nikt nie mówił, że będzie łatwo ;)

Na początek ambitnie Ansalone na 3, jak widać przydało się, bo powtarzaliśmy 3 razy – jak nie błąd tu, to tam, ale nie ma to to tamto, za 3 razem było nawet nieźle. :D Nie pamiętam dokładnej kolejności, bo po 2 godzianch XV wieku przestałam dokładnie rejestrować zdarzenia. Volty na pewno nie było, bo z wirtualnym Hrabią ciężko by było, a Bartek i tak miał trudne zdanie, próbując ogarnąć Anett i mnie.  Zabraliśmy się za książkę telefoniczną – Celeste Giglio. 1 próba – hmm ujawniła pewne braki w Saltarello, ale za 2 odkryłam ciekawą funkcję – wystarczy Bartka lekko zgadać i się myli, co wywołało niemałą radość na mej twarzy :D

Potem przed surowym wzrokiem Anett zatańczyliśmy z Bartkiem obie gagliardy, gdyż poinformowałam, ze moim zdaniem robimy nierówno. wyszło szydło z worka co i gdzie trzeba poprawić!
Ponieważ była nas 3 nie mogło zabraknąć Foki w wersji wolnej i szybkiej :evil: Była też Bassa Gioiosa dla przypomnienia i to 2 razy w wersji Bollywoodzkiej i nie, a także Passo E Mezzo, So Bien… , które w pewnym momencie myliło mi się z Torneo Amoroso. Ach, omal nie zapomniałabym o Gagliardzie lifeleilslsjle  – no wiecie jakiej. Dawnego tego nie było i stwierdziliśmy, że odkurzymy swoją pamięć, tak smao jak przy Spagniolecie, któa sprawiła zagwostkę w pewnych momentach.

Zamiast zgrzewki na koniec były rozmowy o pokazach – powoli zaczynamy myśleć o przygotowaniach do Korowodu :D

Tańce są cool

czwartek, 2 Grudzień 2010
Wczoraj po tańcach piętnastkowych zabraliśmy się szybko za rozgrzewkę. Na początek coś na zachęcenie do tańczenia (niby nie było że tańczyć, ale że każdy może). Potem coś telepatycznie podkradniętego do Asika, a może odwrotnie :P
Po zakończeniu rozgrzewki przystąpiliśmy do tańczenia i od razu coś mocnego, Volta z lekko poprawionym następstwem kroków. Niestety trzeba było na bieżąco lepiej poprawić poprzez dłuższą dyskusję stopami (mów do stopy ;D). No i ruszyliśmy po odtańczeniu Volty dwa razy doszedłem do wniosku że coś się Asik mniej wyślizguje z rąk :)
Po chwili pojawili się Karol z nie do końca (chyba) zdrową Asią, ale mimo tych trudności i nie za ciepłej pogody postanowili do nas dołączyć w kolejnym tańcu. A była to Chiara Stella (a dla jednej pary Flachostella). Po tym lekkim powtórzeniu przystąpiliśmy do odświeżenia sobie Bassy Ducalii. Potem Ducalia dwa razy do muzyki i Ducalia coraz bardziej wgryza nam siew mózgi.  Dalej dla lekkiego oddechu chyba Bassa Toscana była, a potem powtórka Bassy Goiosy, poczynając od solówki, a na całości z muzyką kończąc. Gdzieś tam pomiędzy wplecione było Passo e Mezzo, a już nie pamiętam gdzie.
Potem przyszedł czas na już trochę zapomnianą Galliardę korowodową, a później seria powtórek. Czyli jeszcze raz Ducalia, Goiosa, Volta i do doooooooomu.
Tyle na dziś.
Hrabia

Bielańskie lochy (i nie chodzi o żadne świnie)

niedziela, 28 Listopad 2010

No i po raz kolejny spotkaliśmy się żeby potańczyć coś renesansowego. W składzie tym co zwykle czyli Anett, Asik, Bartek i ja. Zanurzyliśmy się w odmęty domu kultury na Bielanach.

Rozgrzewka była tym razem do hitów sprzed lat, odpowiednio do przedziału wiekowego uczestników. Podobno rozgrzewka przebiegała w jakiś abstrakcyjnych klimatach bo młodzież mogła się tylko odnaleźć w sadystycznych fragmentach które wykańczały moje mięśnie brzucha.

Po rozgrzewce na tak zwane dogrzanie odtańczyliśmy Basse Goiosę. Zatańczyliśmy dla lepszej wprawy  wersję klasyczną i Bollywoodzką. Następny do dotańczenia stanął koszmar Ruraka (bez skojarzeń prozę ;) ) czyli Bassa Pompiglia. Mimo dwóch prób wyszło średnio-kiepsko zwłaszcza w moim wykonaniu.

Później przyszło do tańczenia Bassy Toscany i tu zaczęły się dziwy. Asik dostała dziwnych skojarzeń i zamiast tańczyć renesans tańczyła niczym Rocky Balboa. Mówiłem, mówiłem, że ją na boks zapisać. Wyszalało by się dziecko ;) nie stresuje starszych i znerwicowanych.

No i po tych przejściach czas było na ruszenie mózgownicami  więc przystąpiliśmy do powtarzania Bassy Ducalii, ale od razu na mokro. Potem poszliśmy nawet nieco dalej i zaczęliśmy uczenia się od nowa Celeste Giglio z uwzględnieniem poprawek Bartka. No i szło całkiem nieźle już po 3-4 próbach początek zaczął nam całkiem równo wychodzić – prawda Asiku ?? Możliwe że szło nam tak dobrze tylko ze względu na to że nie zaczęliśmy Galiardy :P

Skoro już pomęczyliśmy nasze zwoje mózgowe stwierdziliśmy, że czas poszaleć przy Volcie, ale na wniosek Asika powtórzyliśmy ostatnią zwrotkę Volty na sucho, no i tu zaczęły się schody. Okazuje się, że w choreografii jest parę zgrzytów i wymagają natychmiastowego przedyskutowania. Po ustaleniu, że nic na szybko nie ustalimy ustaliliśmy że jeszcze dziś tańczymy po staremu/swojemu potem (ja „zgłosiłem” się na ochotnika) zrobimy jakąś standaryzację/ uspujnienie choreografii.

Po tych zmaganiach zatańczyliśmy sobie jeszcze raz Basse Ducalię dla lepszego zapamiętania kroków. No i pozostała nam już tylko zgrzewka i do domuuuuu :D

Tyle wieści z parkietu

Hrabia (bez czerwonych szelek)

O śwince co wyszła z twarzą

piątek, 26 Listopad 2010
W ostatnią środę, znów po tańcach XV w. odbył się trening grupy zaawansowanej. Niestety mimo naszego wcześniejszego przybycia nie udało nam się pooglądać jak wyglądają tance XV w. bo Asik rozpuściła grupę jakieś 8 minut przed czasem. No po prostu skandal.
Z tego powodu rozpoczęliśmy trochę wcześniej rozgrzewkę nie czekając na Karola i Asię, wychodząc z założenia że skoro tak konsekwentnie unikają rozgrzewki, że jak wcześniej zaczniemy rozgrzewkę to szybciej przyjdą :D W tracie wyszło na jaw że przy niektórych ćwiczeniach śmiech jest wskazany bo znacznie lepiej pracują mięśnie brzucha. Pod koniec rozgrzewki okazało się, że nasze założenia nie były pozbawione sensu, bo Karol z Asią się pojawili tuż przed końcem rozgrzewki.
Na dzisiejsze zajęcia zaplanowane było powtórzenie Bassy Goiosy i powtórzenie Bassy Ducalii (no może nie dla Asi i Karola). Nim jednak przystąpiliśmy do nowości trzeba było się dogrzać, więc zaczęliśmy do czegoś czego już nie pamiętam :P
Dalej zajęliśmy się powtarzaniem najtrudniejszej części Bassy Goiosy czyli solówek. Po solidnych męczarniach powtórzyliśmy raz dla odświeżenia kroki do pozostałej części tańca i jazda z muzyką. Po kilku próbach przyszła pora na małe odstresowanie i zatańczenie czegoś co wszyscy znają czyli: Chiara stella i Bassa Toscana.
Po tym małym relaksie powróciliśmy do powtarzania/uczenia się Bassy Ducalii już z poprawkami do choreografii zgłoszonej przez naszego dyżurnego Italiofila Bartka. W trakcie tańca wyszło że mamy świnkę w zespole, która jest świnką bez ryjka tylko z twarzą. Ponad to świnka ta umie wychodzić twarzą, a nawet kończyć twarzą.
Po tej żmudnej nauce przyszło do małej chwili relaksu i tutaj zatańczyliśmy So ben mi chi cha buon tempo. Dalej powtórki nowości i na koniec na wykończenie Volta. Karol z Asią chcieli jak najszybciej dołączyć do nas w tańczeniu Volty więc przy muzyce ćwiczyli podrzuty. Po tym wszystkim przyszedł czas na relaks przy „zgrzewce” i udanie się na zasłużony odpoczynek.
Tyle wiadomości od Hrabiego bez butów

bez piwa :-(, (dlaczego nie ma takich fajnych renesansowych kroków?)

sobota, 20 Listopad 2010

Wpis z opóźnieniem, bo jakoś nie mogliśmy się zdecydować z Andrzejem, czy wpis robię ja, czy on. Wyszło na to, że opowieści z Krypty (ATD) tym razem snuję ja… Wiele szczegółów mi już na pewno umknęło i kolejność zapewne będzie nie ta, jeśli coś istotnego pominę – proszę o uzupełnienie.

Wchodząc na zajęcia rzeczywiście już na dole słyszeliśmy piwa, piwa, ale… w wykonaniu tylko Asika (a ten głos się niesie, oj niesie), więc to nie grupa, tylko Asik była spragniona…

Zaczęliśmy tradycyjnie od rozgrzewki, chociaż ponownie do niestandardowej muzyki, czym zmyliliśmy Asię z Karolem, którzy przyjechali i nie byli pewni wchodząc na górę, czy dotarli na właściwe zajęcia.

Zajęcia można nazwać powtórkowymi, chociaż część z nas nauczyła się na nich nowego tańca. Przetańczyliśmy Parkinsona w wersji wolnej i szybkiej. Nie trzeba go przypominać, mamy jak się okazuje ten taniec w nogach. Przekicaliśmy też wszystkie nam znane Bassy, a wiec Pompilię (zwaną potocznie „koszmarem Ruraka”), Bassę Toscanę, a potem przyszła kolej na Goiosę (której w trybie szybkim nauczyli się Asia z Karolem). W przerwie zatańczyliśmy Voltę. Przypomnieliśmy sobie też So ben, Chiara stellę (Asik i Hrabia z wirtualnymi patykami),  Spagnolettę, Passo e mezzo  oraz Galliardę.

a potem zrobiło się już późno i zamiast na piwo, poszliśmy do domu…

Spływ na Inflancką

niedziela, 30 Maj 2010

Na dzisiejszy trening dopłynęliśmy razem z Asikiem napotykając po drodze na sztorm. Po przebraniu się do sucha, dopłynęli Anett z Bartkiem. Po wymianie informacji kto gdzie na jakie wiry napotkał zaczęliśmy rozgrzewkę. W trakcie rozgrzewki nadpłynęła Zgoś swoją amfibią. No i już była nas piątka. Na sam koniec dotarła matka Żukowa i okazało się, że mamy aż 6 osób :)

Po rozgrzewce zaczęliśmy od mojej przeróbki Alemany, ale okazało się że rozpisując sobie choreografię coś byłem niespełna rozumu bo pogubiłem to i owo, tak że całość średnio trzymała się kupy T.T

Po tej drobnej porażce zatańczyliśmy sobie, Barierę i chwilę później Ansalone na czwórkę. W międzyczasie jeśli mnie pamięć nie myli zatańczyliśmy przed Żukową Voltę coby nam trochę błędów po wytykała. Potem (w kolejności przypadkowej), Bassa Goiosa, Bella Goiosa, Bassa Toscana, Spagnoletta, Dolce Fuoco Amoroso, a nawet Battaglia. Potem trochę coś z Playfordowej beczki: Black  Nag,  Scotch Cup.

No i chyba tyle dziś udało się przetańczyć.

Wilgotny Hrabia

Taniec dawny z królikami

niedziela, 11 Kwiecień 2010

Dzisiaj pierwsze niedzielne tance po świętach i lekko nie było.  Właściwie to cały skład niedzielny był. Niestety Matka Żukowa nie zaszczyciła nas obecnością mimo, że odgrażała się, że przyjdzie.

Trening zaczęliśmy od wygonienia z sali nieproszonych gości z pływalni. Potem już jak zwykle rozgrzewka.

Pierwszym tańcem była już coraz bardziej nielubiana Alemana. Nie wiem skąd to znudzenie, przecież wciąż daleka jest od perfekcji, zwłaszcza w przypadku wersji ultra zgodnej z traktatem. Do pracy rodacy. (Julita, ja pamiętam o Chiara Stelli w przyszłym tygodniu będzie na pewno, zobaczysz :) )

Następną tańczyliśmy Barierę. No i cóż chciałem pochwalić, że w tańcu tym coraz bardziej zbliżamy się do okręgu. Po tańcu Asik wpadła na pomysł coby się w rozejściu po semidopiach troszkę pozazębiać.  No i po kolejnej próbie okazało się, że wychodzi to całkiem ładnie tylko w tedy t koła trzeba przejść na trójkącik. Wniosek przeszedł :) poza tym pojawił się drugi wniosek o robieniu jakiś króliczków tańca dawnego, ale zupełnie nie wiem skąd to się wzięło ;) ??

Dalej na warsztat poszło Ansalone. Najpierw dla utrwalenia w setach po 3 osoby, a potem w wersji na 4 osoby. Mimo, że do tej pory miałem tylko szkic w głowie to szybko wspólnymi siłami zmaterializowaliśmy choreografię i chyba jest całkiem znośna. Jeszcze tylko ją poćwiczyć i będzie kolejny taniec na wiele okazji.

Następny taniec to znów tylko powtórki, czyli Bassa Goiosa. Zatańczyliśmy ja sobie w obu wersjach: zwykłej i Boliwoodzkiej :) No i która jest fajniejsza ?

No i chyba się zmęczyliśmy bo zebrało nam się na dyskusję. Po obgadywaliśmy trochę nieobecnych i ustaliliśmy naszą linię obrony do najbliższego pokazu.

Po odpoczynku zabraliśmy się za Voltę. Po tej przerwie jak widać wyszliśmy trochę z wprawy, bo wyszło dość chaotycznie. W ramach podnoszenia trudności próbowaliśmy z Asikiem sposób robienia podrzutów na Bartkowy, ale jakoś nam nie idzie. Poza tym wydaje się, że dla Asika tańczenie Volty z Bartkiem będzie karą :)

Na tych zabójczych próbach zakończyliśmy zajęcia.

No i żadnych króliczków, proszę :P bo się niezły pasztet zrobi.

Hrabia

Człowiek człowiekowi wilkiem, a tańce tańce tańce :D

niedziela, 28 Marzec 2010

Dzisiaj spotkaliśmy się na ostatnich tańcach przed świątecznych. Skład był zdumiewająco mocny. Pojawiła się cała ekipa niedzielna, PEŁNY skład i nikt się właściwie nie spóźnił.

Po dość męczącej (mam nadzieję :) ) rozgrzewce zabraliśmy się za powtarzanie naszych ulubionych niedzielnych tańców. Na pierwszy ogień poszła Alemana. Zatańczyliśmy sobie dwa razy coby sobie wszystkie Panie powymieniać :)

Następnie wzięliśmy się za Barriere mimo usilnych starań niektórym nie wyszło zbyt równo :P Kolejnym tańcem była Bassa Goiosa, którą w końcu zatańczyliśmy bez lektora i w miarę wychodziło. Tak trzymać, no może nie do końca zawsze może być lepiej, prawda ? Zwłaszcza solówka.

Dalej mordowaliśmy się przy Ansalone. Niestety w trakcie tańca niektórych pokarało za brak wyrozumiałości dla swoich stawów. Następnym razem zrobimy rewizję :) i to dokładną :D

No i dotarliśmy do morderczej Volty,  latania było co niemiara. Dziwnym trafem zawsze z Asikiem zawsze jesteśmy jakoś tacy spóźnieni po podrzutach. Może trzeba  krótszy ten telemark robić ;)

W przerwie między kiloVoltami zrobiliśmy sobie Bellę Goiosę, a ostatnim tańcem była uwielbiana przez Julitę Chiara stelle. Trening zakończyliśmy zwyczajowym relaksem przy „robaczkach”.

Z racji zbliżających się świąt chciałem wszystkim wiernym czytelnikom i niewiernym też ;) wesołego jajka i żeby wam się w te święta nieźle wszystko po zajączkowało.

Hrabia