Wpisy otagowane ‘Ballo del Fiore’

Pierwszy raz w roku

czwartek, 6 Styczeń 2011

W poniedziałek spotalkiśmy się na pierwszych w tym roku zajęciach.

Niestety, nie wszystkim udało się dotrzeć, ale i tak była niezła frekwencja.

Jak zwykle punktualnie stawiła się Aneta i chwilę potem Kasia. Basia z Maćkiem dołączyli do nas już podczas rozgrzewki.

Potem zajęcia upłynęły pod hasłem powtórek: a zatem była Villanella, Scotch Cap, Allemanda,  Contentezza, dawno nie tańczone Ballo del Fiore.

W trakcie zajęć przyszedł też Asik i zaczął stresować prowadzących, ale słusznie zauważyła przy Villanelli, że Ripresy są do poprawy. Zatem poćwiczyliśmy trochę samych ripres, coby zaczynać płasko a nie unosić się tak od razu.

W ramach techniki poćwiczyliśmy też cinque passi a w ramach rozluźnienia był też czas na branle.

I ponadto, korzystając z obecności Asika, jako 8 osoby, mogliśmy w pełnych składach powtórzyć „parkinsona”.

Na koniec jeszcze tylko Villanella w „mercedesie” czy innej furze i ponownie Contentezza i zakończyliśmy zajęcia nieco wcześniej – nie jesteśmy tak bezlitośni, żeby zaraz od Nowego Roku straszliwie męczyć – co innego na kolejnych zajęciach :-D .

Czacha dymi lecz tańczymy…

środa, 17 Listopad 2010

Niestety, na ostatnich zajęciach grupy początkującej tłumów nie było –  oprócz  prowadzących i Hrabiego były jeszcze najbardziej wytrwałe  uczestniczki i nie tylko ;-)  W sumie zebrał nas się ładny, 6-cio osobowy  secik :-)

Po rozgrzewce,  powtórzyliśmy Scotch Cap’a – już naprawdę nieźle idzie i  wkrótce wogóle z „lektora” będzie można zrezygnować. Po tym  przypomnieniu poćwiczyliśmy nieco kroków XVI-tkowych – znane Riverenza, Continenza i Ripresy a potem nauczyliśmy się nowego kroku – Spezzata. Trzeba przyznać, że poszło wcale nieźle!

A wszystko po to,  żeby nauczyć się nowego tańca – Villanelli. I ku naszemu zdumieniu i jednocześnie zadowoleniu grupa okazała się nad wyraz pojętna! Udało nam się całość przerobić i nawet w spezzatach nie było wielkiego chaosu! Po prostu BRAWO!

Żeby zmienić nieco obciążenie umysłu powtórzyliśmy sobie, a co poniektórzy nauczyli się (prawda, Hrabio?) branle Pinegay i Charlotte. Zwłaszcza ten ostatni przyprawił Hrabiego niomal o zagotownie mózgownicy – niemal dymiło :-)

Dalej powtórzyliśmy Ballo del Fiore i dla utrwalenia znowu Scotch Cap oraz Villanellę.

I zakończyliśmy branlami, przy czym d’Ecosse w wersji 3-ciej szybkości :-)

Ostatni odcinek zajęć dla początkujących sponsorowała literka P jak Powtórki

czwartek, 11 Listopad 2010

Po jednotygodniowej przerwie w zajęciach dla grupy początkującej, spotkaliśmy się ponownie i postanowiliśmy powtórzyć prawie wszystko, czego się dotychczas nauczyliśmy.

Po rozgrzewce, żeby jeszcze bardziej rozruszać mięśnie, zatańczyliśmy Branla d’ Ecosse w wersji wolnej i szybkiej, przypomnieliśmy sobie także Scotch Capa, który lekkie zamieszanie wywołuje już tylko przy końcowych łańcuszkach, popląsaliśmy z plastikowymi kwiatkami przy Ballo del Fiore, a następnie przypomnieliśmy sobie inne Branle: Pinagay i Charlotte. Pod koniec zajęć, korzystając z pojawienia się Hrabiego, przetańczyliśmy w dwóch setach Rufty Tufty. Nie obyło się też oczywiście bez maglowania techniki renesansowych kroków do liczenia i do muzyki.

Poszło całkiem nieźle, więc może, żeby nie nudzić się przy tańczeniu ciągle tych samych rzeczy,  powoli warto się rozejrzeć za kolejnym tańcem, jakiego się nauczymy i dodaniem nowych krokow, skoro pakiet podstawowy został opanowany :-) . Ponadto w znanych tańcach na kolejnych zajęciach podnosimy poprzeczkę i próbujemy bez lektora.

A teraz głos oddaję (niekoniecznie do studia) Asikowi i Hrabiemu, którzy przygotują kolejne relacje.

Hator, Hator, Hator… i inne dziwy

wtorek, 26 Październik 2010

Ostatnie zajęcia zaczęły się w dość skromnym gronie, bo oprócz prowadzących były    tylko 3 osoby.

I wtym składzie rozpoczęliśmy rozgrzewkę, w trakcie której dotarł jeszcze Kamil.

Ale to nie koniec, gdyż po rozgrzewce, kiedy na dogrzanie ciał i rozgrzanie umysłów zaczęliśmy przypominać sobie Branle d’Ecosse pojawili się Paulina i Ramzes :-) . Powtórzyliśmy jeszcze raz d’Ecosse w wersji wolnej, a potem przyspieszyliśmy – no cóż, jeszcze trochę sprawia problemów, ale jest powoli coraz lepiej. Prędzej, czy później i tak wrzucimy jeszcze trzeci bieg :-)

Po d’Ecosse zostaliśmy przy branlach i nauczyliśmy się Pinegay’a a ponieważ w muzyce mamy tam kolejnego branla, jego też przerobiliśmy. Oczywiście będziemy wracać do tego :-)

Po tym odświeżającym doświadczeniu zabraliśmy się za dokończenie Scotch Cap’a. Ale najpierw pochodziliśmy sobie nieco ćwicząc double – niby nic takiego, a jednak… :-)

Wracając do Scotch Cap’a – ewidentnie pierwsza zwrotka i refren przez tydzień się ułożyły w głowach, bo naprawdę było duużo lepiej.

Kiedy już XVII wiek nas znudził cofnęliśmy się w czasie do wieku XVI-go – poćwiczyliśmy  trochę techniki czyli – Riverenz-ę, Continenze, Ripresy, Seguito – najpierw stacjonarnie, a potem na „spacerniaku” robiąc sekwencje. A wszystko to, bo… przeszliśmy zaraz do nauki Ballo del Fiore.

W trakcie nauki tego tańca nauczyliśmy się jeszcze jednego kroku, czyli Seguito Scorsi.

I na prawdę wszyscy nieźle załapali. Na następnych zajęciach zaczniemy szlifować taniec.

Ponieważ było sporo nowego, to zakończyliśmy jeszcze powtórkami – czyli Branle oraz Scotch Cap – i naprawdę wielkie gratulacje dla grupy bo wyszło naprawdę bardzo dobrze – nawet w zdradzieckich łańcuszkach się nie pogubili – BRAWO!! :-)

Galeria, czyli problemy z interpretacją zapisu do Celeste Giglio

niedziela, 24 Październik 2010

Dzisiaj, z racji tego, że Hrabia pojechał w weekend bić kolegów do Krakowa i nie zdążył wrócić na czas, spotkaliśmy się w składzie trzyosobowym – Asik, Bartek i ja. Tym razem, po wcześniejszych zajęciach na sali baletowej i teatralnej, trafiliśmy do Galerii. Podczas, gdy Bartek walczył ze zbuntowanym sprzętem, my z Asikiem zdążyłyśmy zapoznać się z dotyczącą teatru twórczością pokrywającą wszystkie ściany.

Sala co prawda ma wykładzinę i jeszcze bardziej trzeba się skupiać, by nie szurać, ale i tak mamy nadzieję, że to koniec naszej tułaczki po budynku bielańskiego centrum edukacji kulturalnej.

Po rozgrzewce, na którą to Bartek nie miał niby pomysłu, a po której my z Asikiem zapewne będziemy miały zakwasy (aż strach pomyśleć, co by było, jakby miał pomysł), wzięliśmy się za kroki i tańce. Na początek zrobiliśmy sobie spacerniak do Ballo del Fiore. Prawie jak grupa początkująca robiliśmy sekwencję: riverenza, dwie continenze, cztery ripresy i trzy seguita. Wychodziło dobrze, ale już przy Starej Foce okazało się, że w łańcuszku seguito jakoś nie zawsze wychodzi. Potem zatańczyliśmy Chiara Stellę (we trójkę, bo nie było patyków, tudzież podobnego sprzętu do wymachiwania, ale nie znaczy to, ze Asik dodatkowej lekcji wywijania rożnem nie otrzymała). Później wzięliśmy się ambitnie za przerobioną wersję Celeste Giglio i Hrabia dostanie pracę domową, aby (oczywiście do muzyki) – pokazać czym różni się sekwencja 1 Passo trango L, 1 Zopetto L, 1 Passo presto in aria L od 1 Passo trango L; 1 Zopetto L, 2 Passi in aria RL (ha, ha!), dyskusje nad tym już w najbliższą środę. Dla rozluźnienia (?!) natomiast, jak nam mózgi zaczęły parować, zatańczyliśmy Ansalone, początkowo z dużym zamieszaniem, bo wszyscy wylądowali na innych miejscach niż dotychczas, ale szybko to wyprostowaliśmy. Na koniec zatańczyliśmy jeszcze Galliardę na Parę, której nazwę pamięta tylko Bartek i wyszło w miarę równo.

kolejne zajęcia grupy zaawansowanej w środę (drugi maraton Asika), z którego raz, dwa, trzy, wpis robisz TY ->

:-D

Ab ovo (jak mawiali Rzymianie) – ciąg dlaszy.

wtorek, 12 Październik 2010

W ostatni poniedziałek, w szkole na Wiolinowej, ku naszej wielkiej uciesze pojawili się ponownie Ci, których nie wystraszyliśmy w zeszłym tygodniu. Dla tych, których zabrakło na ostatnich zajęciach, ważna może zdać się informacja, że rozgrzewki nie będą (przynajmniej na początku) już takie męczące, a tańce, jakich będziemy się uczyć, będą coraz ciekawsze. Musimy tylko poznać trochę nowych kroków i dobrze odróżniać lewą nóżkę od prawej.

Na ostatnich zajęciach przypomnieliśmy sobie Branla d’Ecosse, poszło całkiem nieźle, więc spróbowaliśmy szybszej wersji. Tu okazało się, że niegrzeczne nóżki jeszcze trochę się plączą, ale to minie z czasem. Później wzięliśmy się za Rufty Tufty. Wydaje się, że kolejne zwrotki są już znacznie prostsze niż ta pierwsza i tylko przy refrenie należy pamiętać, że najpierw jest odejście ze swoją parą, a tuż po bąbelku należy rozglądać się za „obcą Panią”. W ramach wstępu do renesansu zaczęliśmy także ćwiczyć nowe kroki, na pierwszy ogień poszła rozpoczynająca wiele tańców riverenza, przy której staraliśmy się być dumnie wyprostowani, później przyszedł czas na continenze oraz w końcu na seguito, co ćwiczyliśmy i na sucho i w rytm muzyki. Tym samym mamy już przećwiczone niemal wszystkie potrzebne kroki i już za momencik będziemy mogli zabrać się do Ballo del Fiore ;->.

więc do zobaczenia za tydzień

na marginesie – Hrabia tymczasem snuł się po sali poszukując nowych inspiracji przybierał różne dumne pozy. Chyba, żeby nie wystraszyć grupy nie wygłaszał też swoich słynnych komentarzy, które zwykle zasługują na opatrzenie czerwonym kółeczkiem.

Tańce łamańce i jedna Otruta…

środa, 19 Maj 2010

Dzisiaj po wstępnej rozgrzewce, gdzie Hrabia męczy moje obolałe plecy zaczęliśmy od odtańczenia, a przynajmniej takiej próby – Celeste Giglio. Na dobicie Bassa Toscana, a potem podeszliśmy do zajęć ambitnie, że przed sezonem wypada odświeżyć sobie pokaz „Otruta Markiza”.

Gdy przybyła Asia – mieliśmy kogo otruć za 1 razem :> Król przyjechał na dwór, lecz wstąpił miedzy Panów -okazało się, że brakuje nam raptem osób płci żeńskiej. W trakcie próby dołączyła ZGOŚ, która wcieliła się w narratora. Ponieważ w środę mamy zawsze dużo energii, przychodziły nam do głowy różne pomysły i tak: wybuchowe róże, detonator, dwórka z brodą – ale to tylko nieliczne z tych, które moglibyśmy wprowadzić w życie. Laura Suave  wyszła znośnie, Ggaliarda na parę też. Problem pojawił się w Torneo Amoroso tańczonym przez Króla i Markizę – ale to kwestia ogrania przestrzeni. Zgoś dzielnie przejęła rolę lektora, co by nam kroki sprawnie podpowiadać. W związku z próbą odświeżyliśmy też Ballo del Fiore, gdzie zamiast kwiatków mieliśmy kółka:D
Ale by nam nudno nie było, zrobiliśmy zamianę ról: i tak król stał się dworkiem-potworkiem, Markiza-Królową, królowa-knujem, Knuj- Markizą, Markiz Królem, a dworzanin – Markizem. Tylko Narrator pozostał narratorem. W odmienionym składzie całość jeszcze raz, z odgrywaniem różnych scenek i oznaczaniem światłami drogi w Laurze… a na koniec poszliśmy na rozmowy przy … FRYTKACH! :D Bo głodnemu – chleb na myśli.

Jak zawsze chaotyczny Asik