Wpisy otagowane ‘Ansalone’

Przygotowania do pokazu

sobota, 25 Grudzień 2010

W ostatnią środę po tańcach XV-wych przystąpiliśmy na poważnie do przygotowań do pokazu. Więc po krótkiej rozgrzewce, zabraliśmy się za wałkowanie tańców wybranych do pokazu, w odpowiednich parach i planując przejścia pomiędzy nimi. Dla utrudnienia lub ułatwienia ograniczyliśmy sobie ‘scenę’, żeby nie spaść ze sceny w trakcie pokazu.

No więc wałkowaliśmyAnsalone, Basse Goiose (oj coś się Asikowi na głowę, rzuciło bo nie za bardzo pamiętała kroki ;) ), Parsons Farewell (lewym ramieniem się mijamy, lewym !! ) Bassa Toscana i Bassa Ducalia. A na drugie wejście męczyliśmy Chiara Stelle, Gaglliardę Korowodową, So ben i Alemane d’Amore.

Po tym wszystkim ‘karne’ odtańczenie tego co wyszło słabiej i szybciej zawinęliśmy się do domu, bo Anett i ja słabowaliśmy na zdrowiu, a Asikowi się kolano na mózg rzuciło.

No to do napisania po świętach i Nowym Roku, nie obżerać się za bardzo. Z racji, że z wpisem spóźniłem się na święta, to pozwolę sobie życzyć wszystkim dużo tańca w Nowym Roku.

Over and out

Hrabia

O śwince co wyszła z twarzą

piątek, 26 Listopad 2010
W ostatnią środę, znów po tańcach XV w. odbył się trening grupy zaawansowanej. Niestety mimo naszego wcześniejszego przybycia nie udało nam się pooglądać jak wyglądają tance XV w. bo Asik rozpuściła grupę jakieś 8 minut przed czasem. No po prostu skandal.
Z tego powodu rozpoczęliśmy trochę wcześniej rozgrzewkę nie czekając na Karola i Asię, wychodząc z założenia że skoro tak konsekwentnie unikają rozgrzewki, że jak wcześniej zaczniemy rozgrzewkę to szybciej przyjdą :D W tracie wyszło na jaw że przy niektórych ćwiczeniach śmiech jest wskazany bo znacznie lepiej pracują mięśnie brzucha. Pod koniec rozgrzewki okazało się, że nasze założenia nie były pozbawione sensu, bo Karol z Asią się pojawili tuż przed końcem rozgrzewki.
Na dzisiejsze zajęcia zaplanowane było powtórzenie Bassy Goiosy i powtórzenie Bassy Ducalii (no może nie dla Asi i Karola). Nim jednak przystąpiliśmy do nowości trzeba było się dogrzać, więc zaczęliśmy do czegoś czego już nie pamiętam :P
Dalej zajęliśmy się powtarzaniem najtrudniejszej części Bassy Goiosy czyli solówek. Po solidnych męczarniach powtórzyliśmy raz dla odświeżenia kroki do pozostałej części tańca i jazda z muzyką. Po kilku próbach przyszła pora na małe odstresowanie i zatańczenie czegoś co wszyscy znają czyli: Chiara stella i Bassa Toscana.
Po tym małym relaksie powróciliśmy do powtarzania/uczenia się Bassy Ducalii już z poprawkami do choreografii zgłoszonej przez naszego dyżurnego Italiofila Bartka. W trakcie tańca wyszło że mamy świnkę w zespole, która jest świnką bez ryjka tylko z twarzą. Ponad to świnka ta umie wychodzić twarzą, a nawet kończyć twarzą.
Po tej żmudnej nauce przyszło do małej chwili relaksu i tutaj zatańczyliśmy So ben mi chi cha buon tempo. Dalej powtórki nowości i na koniec na wykończenie Volta. Karol z Asią chcieli jak najszybciej dołączyć do nas w tańczeniu Volty więc przy muzyce ćwiczyli podrzuty. Po tym wszystkim przyszedł czas na relaks przy „zgrzewce” i udanie się na zasłużony odpoczynek.
Tyle wiadomości od Hrabiego bez butów

Bajka o ciupaniu i trzymaniu

niedziela, 21 Listopad 2010

Dzisiaj spotkaliśmy się w tradycyjnym niedzielnym składzie, czyli Asik, Anett, Bartek i ja.

Zaczęliśmy  od Zazowej rozgrzewki. Potem na dogrzanie, zwłaszcza zmarzłego Asika Alemana. Potem Ansalone  z przerwą na telefon ;)

Po takim dogrzaniu zabraliśmy się pod kierownictwem Asika za naukę Basse Ducale. No i wtedy się zaczęło nauczanie różnych pobocznych, ale niezwykle ważnych rzeczy jak że jak się ciupie nogą to jest się dłużej w dole. Następnie ustaliliśmy że lepiej jest trzymać niż nie trzymać ;) Pojawiła się też dyskusja nie do końca umyślnie spowodowana  przeze mnie, na temat jak robić spezzata finachegiatti. Po przerwie na dyskusje dokończyliśmy Basse i na koniec zrobiliśmy sobie zmiany w na wszystkie sposoby ;P Potem bo tak wypadło zatańczyliśmy Parsons Farewell.

Na zakończenie  zrobiliśmy sobie Basse Toscanę coby Asik mogła się trochę rozładować. No i dla zupełnego wykończenia Volta. Po tych zmaganiach zrobiliśmy sobie zgrzewkę, a potem przebraliśmy się i udaliśmy się do domów.

Tyle w dzisiejszym odcinku następny może już jutro ;)

Hrabia

Galeria, czyli problemy z interpretacją zapisu do Celeste Giglio

niedziela, 24 Październik 2010

Dzisiaj, z racji tego, że Hrabia pojechał w weekend bić kolegów do Krakowa i nie zdążył wrócić na czas, spotkaliśmy się w składzie trzyosobowym – Asik, Bartek i ja. Tym razem, po wcześniejszych zajęciach na sali baletowej i teatralnej, trafiliśmy do Galerii. Podczas, gdy Bartek walczył ze zbuntowanym sprzętem, my z Asikiem zdążyłyśmy zapoznać się z dotyczącą teatru twórczością pokrywającą wszystkie ściany.

Sala co prawda ma wykładzinę i jeszcze bardziej trzeba się skupiać, by nie szurać, ale i tak mamy nadzieję, że to koniec naszej tułaczki po budynku bielańskiego centrum edukacji kulturalnej.

Po rozgrzewce, na którą to Bartek nie miał niby pomysłu, a po której my z Asikiem zapewne będziemy miały zakwasy (aż strach pomyśleć, co by było, jakby miał pomysł), wzięliśmy się za kroki i tańce. Na początek zrobiliśmy sobie spacerniak do Ballo del Fiore. Prawie jak grupa początkująca robiliśmy sekwencję: riverenza, dwie continenze, cztery ripresy i trzy seguita. Wychodziło dobrze, ale już przy Starej Foce okazało się, że w łańcuszku seguito jakoś nie zawsze wychodzi. Potem zatańczyliśmy Chiara Stellę (we trójkę, bo nie było patyków, tudzież podobnego sprzętu do wymachiwania, ale nie znaczy to, ze Asik dodatkowej lekcji wywijania rożnem nie otrzymała). Później wzięliśmy się ambitnie za przerobioną wersję Celeste Giglio i Hrabia dostanie pracę domową, aby (oczywiście do muzyki) – pokazać czym różni się sekwencja 1 Passo trango L, 1 Zopetto L, 1 Passo presto in aria L od 1 Passo trango L; 1 Zopetto L, 2 Passi in aria RL (ha, ha!), dyskusje nad tym już w najbliższą środę. Dla rozluźnienia (?!) natomiast, jak nam mózgi zaczęły parować, zatańczyliśmy Ansalone, początkowo z dużym zamieszaniem, bo wszyscy wylądowali na innych miejscach niż dotychczas, ale szybko to wyprostowaliśmy. Na koniec zatańczyliśmy jeszcze Galliardę na Parę, której nazwę pamięta tylko Bartek i wyszło w miarę równo.

kolejne zajęcia grupy zaawansowanej w środę (drugi maraton Asika), z którego raz, dwa, trzy, wpis robisz TY ->

:-D

Maraton dla co poniektórych

czwartek, 21 Październik 2010
Wczoraj zaraz po zajęciach z XV w.  odbyły się zajęcia grupy zaawansowanej. No i Asik miała maraton, a z powodu jedynie trzy osobowej frekwencji dodatkowo była rozrywana przez Bartka i mnie. Przy tak ograniczonym składzie możliwości są niewielkie. Więc zabraliśmy się za powtórzenie Fechtmistrza wymieniając sie rolami. Tym razem to Bartek został Fechtmistrzem, a Asik podróżniczką.
Zabraliśmy się za powtarzanie tańców i okazuje się, że Spagnoletta sprawia pewne problemy, oj wstyd, wstyd. Ansalone sprawiło dobne kłopoty, bo powymienialiśmy się miejscami i nie każdy widział jak ma się zachowywać w nowym miejscu.
Potem nadszedł czas na próbe z tekstem, odgrywaniem i rekwizytami. No i Anett musisz Asikowy wytłumaczyć jak machać sprzętem bo mam wrażenie, że ja nie za dobrze tłumaczę.
Potem dla oderwania się od Fechtmistrza zrobiliśmy sobie Belle Goiose i Dolce Fuoco. No i okazało się, że Dolce Fuoco nie do końca działa jak powinno i trzeba było Bartkowi przypomnieć.
Potem drugie podejście do Fechtmistrza i potem zebraliśmy się do domu. Ciekawe co na niedzielnych zajęciach zrobicie, bo tym razem mnie nie będzie. Anett zastąpisz mnie ;) ?
Hrabia

Fechtmistrz kolejna edycja

niedziela, 5 Wrzesień 2010
Drogi pamiętniczku, dziś ATD maiło pokaz w Brańsku gdzie odbywały się 30-te Brańskie dni kultury. Przyjechaliśmy tam pokazać Fechtmistrza, którego pokazywaliśmy na Korowodzie.
Po przyjeździe zainstalowaliśmy się w szatni i po przebraniu zastaliśmy scenę w niezłym rozgrdiaszu. Niestety nie udało na m się przetestować płytki, bo Róże Europy się stroiły i były autorem powyższego bałaganu.
Pokaz zaczął się od korowodu ulicami miasta na który zostaliśmy dostarczeni bryczką, niestety przejazd mieliśmy tylko w jedną stronę :/ szkoda. Po dotarciu na miejsce zaczęliśmy szykować się do występu. Najpierw kazaliśmy obsłudze trochę uprzątnąć scenę bo nie było gdzie tańczyć. Ustawiliśmy wszystko i zaczęliśmy Fechtmistrza (podejście pierwsze ;P). Niestety płyta zaczeła się zacinać w sprzęcie pana akustyka i musielśmy przerwać pokaz ze względów technicznych. Z pomocą przyaszła nam grupa jeździcka, która w międzyczasie zabawiała publiczność. Po dostarczeniu drugiej płytki okazało się, że jest możliwość puszczenia muzyki z laptopa. No i po tych, krótkich perypetiach z dźwiękiem mogliśmy w końcu przystąpić do występu.
Na samym występie testowaliśmy prezentowanie przedstawienia z palybacku. Bardzo często są pewne problemy z mikrofgonami, jakością ich zbierania oraz kłopoty, że ma się je w ręku, dlatego tym razem zdecydowaliśmy się pójść w ślady Chastelany i zrobić również przedstawienie z dialogami z palybacku. Przedstawienie poszło jak po maśle, oczywiście nie obyło się bez paru drobnych błędów. Niemniej uważam że było bardzo dobrze. W końcu tym razem tańczyliśmy na suchej scenie i nie kapało nam na głowy, więc było łatwo.
Po występie pooglądaliśmy trochę i potem udaliśmy się na obiad sponsorowany przez organizatora :)
Po obiedzie wróciliśmy chwilę się pokrzątaliśmy i zebraliśmy się do wyjazdu. Przebraliśmy sie zapakowaliśmy do samochodu, ale tuż przed odjazdem udaliśmy sie na zespołową watę cukrową :D
No i tyle działo się w Brańsku (od strony ATD)
Tyle z placu pokazowych bojów donosi
Hrabiąszcz, Anett i Bartek

Ta ostatnia niedzielaaaa… :)

środa, 30 Czerwiec 2010

27 czerwca odbyły się ostatnie regularne przed wakacyjne zajęcia ATD. Po wyczerpującej sesji zdjęciowej i paleniu słońcem udało się Andrzejowi, Bartkowi, Anett, Zgosiowi i mnie dotrzeć na Inflancką.

Wszyscy byliśmy lekko śnięci, ale Hrabia nie dał nam odpocząć tylko kazał tupać nóżką. Zgoś się zbuntowała i turlała na piłce ;) Zaczęliśmy od… no właśnie od czego?! Nie pamiętam ;/

Za to potem było Passo E Mezzo, Passo E Mezzo, Passo E Mezzo. Przerwa na Chiarę Stellę z zazębianiem, Alemanę d’Amorę i potem dla odmiany Passo E Mezzo ;) Ale coś nam nóżki się plączą i odmawiały posłuszeństwa.
Była tez próba tańców Fochmistrzowych ;) Spagnioletta, Gagliarda, Chiara z mieczykami. Ba! wreszcie faceci mieli ze sobą porządną broń – od razu brzmi i wygląda to lepiej. Piałyśmy ze Zgosiem z zachwytu :D
Ansalone na 3 czy wyszło równo nie wiemy, ale wierzymy Anett, Bartkowi i Hrabiemu na słowo. Potem Ansolne na 4 i Volta. Zaczynają nam powoli wychodzić podrzuty w tempie – choć nie pozwalają mi latać wysoko ;(
I to chyba na tyle?! Pamiętam, że skończyliśmy ciut wcześniej i wywlekliśmy nasze zwłoki na piwo, gdzie dołączyli do nas Asia z Karolem. Dyskutowaliśmy, omawialiśmy wrażenia po sesji foto i opijaliśmy mój tytuł mgr. :)

Ja udaję się na zasłużony odpoczynek i przynajmniej 2 tygodniowe „wakacje” – męcząc innych na warsztatach na Grunwaldzie.
Zwariowany Asik

Niedzielne swawole

poniedziałek, 21 Czerwiec 2010

Wczoraj po krótkiej, aczkolwiek treściwej rozgrzewce zabraliśmy się za powtarzanie Passo E Mezzo. Niestety, pora po-obiadowa w niedzielę nie sprzyja naszym kocim ruchom. W związku z czym, musieliśmy (no też i chcieliśmy;)) powtórzyć Passo kilkukrotnie – ale chyba nawet za ostatnim razem nie było osoby, która nie popełniła by ani jednego błędu. Fluidy były nie te! Potem jeszcze Bassa Gioiosa – tu mój umysł płatał figle. Wbrew pozorom – jak się kogoś uczyło nie oznacza to, ze samemu się to świetnie pamięta…
Potem FECH(T)MISTRZ z ograniem scenek, zaznaczeniem przestrzeni i widowni i lekko krytycznymi uwagami obserwatorów: tu nie równo, tu stańcie inaczej i GŁOŚNIEJ, wyraźniej i Wooolnieeeejj ;p
W Gagliardzie Panowie odkryli, że nie wszystko się zgadza i będzie trzeba ja jeszcze delikatnie już przerobić, ale to już pikuś. W Ansalone prawie nam zmiażdżyli Anett wyimaginowaną bronią. Potem Alemana d’Amore w wersji na 3,5 kobitki i jednego Pana. Wprawiało to co poniektórych w chwile zwątpienia, ale dało radę. Potem jeszcze So Bien i czas na robaczki!

Wypompowany Asik

Spływ na Inflancką

niedziela, 30 Maj 2010

Na dzisiejszy trening dopłynęliśmy razem z Asikiem napotykając po drodze na sztorm. Po przebraniu się do sucha, dopłynęli Anett z Bartkiem. Po wymianie informacji kto gdzie na jakie wiry napotkał zaczęliśmy rozgrzewkę. W trakcie rozgrzewki nadpłynęła Zgoś swoją amfibią. No i już była nas piątka. Na sam koniec dotarła matka Żukowa i okazało się, że mamy aż 6 osób :)

Po rozgrzewce zaczęliśmy od mojej przeróbki Alemany, ale okazało się że rozpisując sobie choreografię coś byłem niespełna rozumu bo pogubiłem to i owo, tak że całość średnio trzymała się kupy T.T

Po tej drobnej porażce zatańczyliśmy sobie, Barierę i chwilę później Ansalone na czwórkę. W międzyczasie jeśli mnie pamięć nie myli zatańczyliśmy przed Żukową Voltę coby nam trochę błędów po wytykała. Potem (w kolejności przypadkowej), Bassa Goiosa, Bella Goiosa, Bassa Toscana, Spagnoletta, Dolce Fuoco Amoroso, a nawet Battaglia. Potem trochę coś z Playfordowej beczki: Black  Nag,  Scotch Cup.

No i chyba tyle dziś udało się przetańczyć.

Wilgotny Hrabia

Początki wędrowania z Fechtmistrzem

środa, 26 Maj 2010

W niedzielę niemal sama się zgłosiłam do napisania krótkiej notatki z naszych pląsów, ale w natłoku codziennych spraw zupełnie o tym zapomniałam.

Z racji więc tego, że kilka dni minęło, a pamięć już nie ta, proszę o uzupełnienie, jeśli coś pominę.

Spotkaliśmy się w niedzielę w składzie 4 osobowym tzn Asik, ja, Hrabia i Bartek. Stwierdziliśmy, że czas zabrać się za Fechtmistrza i wybrać do niego tańce, aby zacząć szlifować pokaz. Po krótkich ustaleniach zaczęłam podróżować w Passo e Mezzo, dalej z niezwykle zdolnym właścicielem cyrkla w Spagnolettcie, potem przyszła kolej na Chiara Stellę (to tak, żeby umieścić w pokazie Julitowy akcent). Następnie, żeby po raz kolejny nie katować bufonów, do walki postanowiliśmy przerobić Alemanę na dwie, wzglednie 3 osoby, na razie jednak nie wiadomo jak, wiec odtańczyliśmy ją w pełnym składzie. Na zakończenie zaś umiesciliśmy Ansalone (które niestety w wersji na 3 wychodzi ciagle bardziej kwadratowo niż na 4 :-( ).

Poza tym, jak to w niedziele, chwilę polataliśmy w Volcie, oraz odtańczyliśmy So Ben.