Na dzisiejszym treningu królowały ćwiczenia techniki, której nam, niestety, wciąż brak. W sumie było nas 10 osób, więc szansa, że niektórzy nie pozostaną bardzo w tyle (chociaż niektórzy wciąż są spóźnialscy…)
Po rozgrzewce zabraliśmy się zatem do ćwiczenia sekwencji kroków. Na początku nie mogliśmy znaleźć odpowiedniej muzyki, bo raz za wolna, raz za szybka, raz niezbyt dobrze akcentowany rytm… A więc było do liczenia bez muzyki i z różnymi kombinacjami.
Szło ciężko.
Potem było jeszcze ciężej – tańczyliśmy Amoroso (to jeszcze nie było takie złe), następnie Pizocharę… i tu już nastąpiła porażka ;) Cały taniec dosłownie się rozsypał. A przecież kroki nie są takie trudne, wystarczy się tylko skupić i pamiętać o odstępach… Na szczęście po przetańczeniu tańca x razy i przećwiczeniu trudniejszych elementów wyszło już w miarę dobrze. Oby prędkość postępów nagle się nie zmniejszyła!
A na koniec to już tylko rekreacyjne Reale