Wpisy otagowane ‘Alemana d’Amore’

A ze środka wysypują się cukierki

środa, 20 Kwiecień 2011

Dzisiaj Akademia Tańca Dawnego miała przyjemność pokazywać się w Centrum Handlowym REDUTA na VI Warszawskich Dniach Tańca. Akademia miała silną reprezentacji w postaci Asika, Anett, Batka, ZGosia (jako operatora, ale zawsze obecna jak tylko może), Magaleny (może nie tańczy, ale już za obecność na pokazie honorowe członkostwo się należy) no i ja. Czyli aaaaaż sześć osób.

Niestety pośród występujących było dużo młodzieży z dolnej półki trochę wyglądaliśmy, jak Akademia Tańca Geriatrycznego, ale mieliśmy Asika który wiekiem i przedewszystkim wyglądem korespondował z resztą uczestników.

Do pokazania mieliśmy przewidzanę Ansalone, Basse Gioiosę, Basse Toscane, Voltę (opcjonalnie) i Alemanę d’Amore.

Po obejrzeniu tylko sceny i podrzuceniu Asika stwierdziliśmy, że rzucimy się na Voltę i wybieramy wersję „full wypas”.

Cały pokaz mimo kilku drobnych usterek wyszedł chyba całkiem dobrze i na potwierdzenie mamy filmik z pokazu (wielkie podziękowania dla ZGosia i Madzi ;) )

Przy zejściu ze sceny dostaliśmy naszą „zapłatę’ całą torbę słodyczy,  plakietki, zaproszenia na lody :D dyplom dla zespołu i instruktora (sesese ;) ), oraz pamiątkową figurkę.

Zadowoleni z występu pożegnaliśmy się ze ZGosiem i udaliśmy się na zasłużone piwo gdzie dokonany został podział łupów.

I to chyba  tyle sprawozdania z tego „eventu” na dzielni

Żegna zagryzający ciastko Hrabia

Loszek pieszczoszek

poniedziałek, 21 Luty 2011

No i znów jak to w niedzielę, spotkaliśmy się w lochach, Bielańskiego domu kultury. Mimo słabszych nastrojów w grupie zrobiliśmy całkiem sporo.

Ze względu na to, że już od tańca mieliśmy trochę przerwy przez obóz w Toruniu, więc dziś był dzień pod znakiem powtórek.

Zaczęliśmy od Ansalone, dla pewności zatańczyliśmy dwa razy. W par miejscach trochę za skrzypiało, ale było w miarę ok.

Dalej przyszedł czas na danie główne, czyli Celeste Giglio, które najpierw zatańczyliśmy z muzyką, a potem wzięliśmy się za powtórzenie galliardy bo wyszła tak nijak :P

Po tych powtórkach jeszcze raz do muzyki, no i pociągnęliśmy choreografię trochę dalej. Uczyliśmy się Saltrello,  które mimo, że proste miało kilka zagadek geometrycznych. Po kilkakrotnym przejściu na sucho, zrobiliśmy Saltarello z CG do muzyki i na razie na tym zakończyliśmy.

Dla odstresowania zatańczyliśmy Basse Pompiglę w której jak zwykle musiałem rzucać okiem na Bartka co niesamowicie irytowało Asika.

Następna na warsztacie była Bassa Ducale. Tutaj nie było większych problemów poza tym, którą nogą zaczynać idąc do przodu, a którą do tyłu.

Następnie na domęczenia zrobiliśmy sobie Voltę coby kondycji nie stracić i to dwa razy pod rząd tylko z krótką przerwą pomiędzy tańcami. No i idzie nam chyba coraz lepiej, ale ja wciąż mam tendencje do przemieszczania się w trakcie tańca.

No i na koniec dla utrwalenia przetańczyliśmy sobie Celeste Giglio i na życzenie Asika, Alemane d’Amore.

Potem krótka zgrzewka i zebraliśmy się do domów.

ATD i WOŚP

wtorek, 11 Styczeń 2011

W ostatnią niedzielę, ATD udzielało się dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Nieporęcie

(http://wospnieporet.embenet.website.pl/)

Na rozgrzanie publiczności wyszliśmy właśnie my :D Na pierwsze wejście przygotowaliśmy Chiara Stellę ( w której pomyliłem partnerki ;P ), następna była Bassa Toscana, w której Asik dzielnie powstrzymywała swe zapędy do przemocy przy klaskaniu. Dalej Ansalone, które chyba wyszło całkiem równo, ale to powinna potwierdzić Anett, która widziała to ustrojstwo z zewnątrz. Kolejnym tańcem była Bassa Ducale, która chyba trochę znudziła Bartka bo mówił, że coś w niej przysnął. No a na zakończenie pierwszego wejścia i obudzenie Bartka Galliarda korowodowa.

No i nadszedł czas na ukłon i czmychnięcie ze sceny. W przerwie miedzy naszymi występami mieliśmy prestigigita…. presgititiato…  znaczy magika. Mimo, że sztuczki zaczynał w stylu żenujący żart prowadzącego, stopniowo coraz bardziej podnosił poprzeczkę. Nawet na jedną sztuczkę Asik załapała się jako asystentka. No i niestety okazało się, że nie zapina za dobrze kajdanek bo jegomość się uwolnił. Czyżby za mało praktyki ??? ;)

Po tej całej magii i oszustwach ;) nadszedł czas na kawałek rzetelnej prawdziwej historii :D Na drugie wejście zaczęliśmy z Asikiem od Bassy Gioiosy (niestety znów troszkę mi się nogi pomyliły przy solówce Panów, ale chyba nie było widać, prawdaaaa ;) ) Następny był Parsons Farewell zwany parkinsonem. Tutaj chyba było trochę deptania Asikowego trenu, a poza tym nie było żadnych ciekawostek. Czyli wszystko wyszło całkiem dobrze. Potem przyszedł czas na Dolce Amoroso Fuoco i tutaj też nie widziałem żadnych uchybień, a miejsce do oglądania miałem przednie ;) baaardzo przednie. Kolejnym tańcem którym męczyliśmy publiczność była Alemana d’Amore, tutaj chyba też było trochę deptania trenu ;) , a na koniec So ben mi cha buon tempo. Teraz czas na pożegnanie z publicznością. Za udział dostaliśmy nawet zgrabny dyplom, którym kiedyś w przyszłości się pochwalimy. A teraz  znów zwolniliśmy miejsce „Panu” magikowi.

Podsumowując było fajnie miło i przyjemnie.

Tyle raportu z niedzieli.

Hrabia

Ta ostatnia niedzielaaaa… :)

środa, 30 Czerwiec 2010

27 czerwca odbyły się ostatnie regularne przed wakacyjne zajęcia ATD. Po wyczerpującej sesji zdjęciowej i paleniu słońcem udało się Andrzejowi, Bartkowi, Anett, Zgosiowi i mnie dotrzeć na Inflancką.

Wszyscy byliśmy lekko śnięci, ale Hrabia nie dał nam odpocząć tylko kazał tupać nóżką. Zgoś się zbuntowała i turlała na piłce ;) Zaczęliśmy od… no właśnie od czego?! Nie pamiętam ;/

Za to potem było Passo E Mezzo, Passo E Mezzo, Passo E Mezzo. Przerwa na Chiarę Stellę z zazębianiem, Alemanę d’Amorę i potem dla odmiany Passo E Mezzo ;) Ale coś nam nóżki się plączą i odmawiały posłuszeństwa.
Była tez próba tańców Fochmistrzowych ;) Spagnioletta, Gagliarda, Chiara z mieczykami. Ba! wreszcie faceci mieli ze sobą porządną broń – od razu brzmi i wygląda to lepiej. Piałyśmy ze Zgosiem z zachwytu :D
Ansalone na 3 czy wyszło równo nie wiemy, ale wierzymy Anett, Bartkowi i Hrabiemu na słowo. Potem Ansolne na 4 i Volta. Zaczynają nam powoli wychodzić podrzuty w tempie – choć nie pozwalają mi latać wysoko ;(
I to chyba na tyle?! Pamiętam, że skończyliśmy ciut wcześniej i wywlekliśmy nasze zwłoki na piwo, gdzie dołączyli do nas Asia z Karolem. Dyskutowaliśmy, omawialiśmy wrażenia po sesji foto i opijaliśmy mój tytuł mgr. :)

Ja udaję się na zasłużony odpoczynek i przynajmniej 2 tygodniowe „wakacje” – męcząc innych na warsztatach na Grunwaldzie.
Zwariowany Asik

Niedzielne swawole

poniedziałek, 21 Czerwiec 2010

Wczoraj po krótkiej, aczkolwiek treściwej rozgrzewce zabraliśmy się za powtarzanie Passo E Mezzo. Niestety, pora po-obiadowa w niedzielę nie sprzyja naszym kocim ruchom. W związku z czym, musieliśmy (no też i chcieliśmy;)) powtórzyć Passo kilkukrotnie – ale chyba nawet za ostatnim razem nie było osoby, która nie popełniła by ani jednego błędu. Fluidy były nie te! Potem jeszcze Bassa Gioiosa – tu mój umysł płatał figle. Wbrew pozorom – jak się kogoś uczyło nie oznacza to, ze samemu się to świetnie pamięta…
Potem FECH(T)MISTRZ z ograniem scenek, zaznaczeniem przestrzeni i widowni i lekko krytycznymi uwagami obserwatorów: tu nie równo, tu stańcie inaczej i GŁOŚNIEJ, wyraźniej i Wooolnieeeejj ;p
W Gagliardzie Panowie odkryli, że nie wszystko się zgadza i będzie trzeba ja jeszcze delikatnie już przerobić, ale to już pikuś. W Ansalone prawie nam zmiażdżyli Anett wyimaginowaną bronią. Potem Alemana d’Amore w wersji na 3,5 kobitki i jednego Pana. Wprawiało to co poniektórych w chwile zwątpienia, ale dało radę. Potem jeszcze So Bien i czas na robaczki!

Wypompowany Asik