A ze środka wysypują się cukierki

Hrabia, 20 kwietnia 2011

Dzisiaj Akademia Tańca Dawnego miała przyjemność pokazywać się w Centrum Handlowym REDUTA na VI Warszawskich Dniach Tańca. Akademia miała silną reprezentacji w postaci Asika, Anett, Batka, ZGosia (jako operatora, ale zawsze obecna jak tylko może), Magaleny (może nie tańczy, ale już za obecność na pokazie honorowe członkostwo się należy) no i ja. Czyli aaaaaż sześć osób.

Niestety pośród występujących było dużo młodzieży z dolnej półki trochę wyglądaliśmy, jak Akademia Tańca Geriatrycznego, ale mieliśmy Asika który wiekiem i przedewszystkim wyglądem korespondował z resztą uczestników.

Do pokazania mieliśmy przewidzanę Ansalone, Basse Gioiosę, Basse Toscane, Voltę (opcjonalnie) i Alemanę d’Amore.

Po obejrzeniu tylko sceny i podrzuceniu Asika stwierdziliśmy, że rzucimy się na Voltę i wybieramy wersję „full wypas”.

Cały pokaz mimo kilku drobnych usterek wyszedł chyba całkiem dobrze i na potwierdzenie mamy filmik z pokazu (wielkie podziękowania dla ZGosia i Madzi ;) )

Przy zejściu ze sceny dostaliśmy naszą „zapłatę’ całą torbę słodyczy,  plakietki, zaproszenia na lody :D dyplom dla zespołu i instruktora (sesese ;) ), oraz pamiątkową figurkę.

Zadowoleni z występu pożegnaliśmy się ze ZGosiem i udaliśmy się na zasłużone piwo gdzie dokonany został podział łupów.

I to chyba  tyle sprawozdania z tego „eventu” na dzielni

Żegna zagryzający ciastko Hrabia

Przedświąteczne pląsanie

Hrabia, 18 kwietnia 2011

Dziś odbył się ostatni przedświąteczny trening.  Na tańce zawitało trochę osób. Na początek pojawili się Bartek z Asikiem potem ja. Następnie Aneta i Kasia. Basia spóźniła się trochę i przyłapała nas na rozgrzewce. Anett nawet jeszcze bardziej ale nie wiem kiedy się pojawiła.

Tańce zaczęliśmy od czarnej nogi (Black Naga) i coś tu kogoś straszliwie roznosiło, znaczy naszego tymczasowego Pana Johana ;) . Po dwóch próbach i przećwiczeniu łańcuszka było całkiem całkiem. Dalej przyszedł czas na taniec na beczce (Contentezza) i tutaj też dopiero drugi raz dał w miarę dobry rezultat.

Następnie przyszedł czas na Torneo Amoroso i nauczenie Kasi i Anety choreografii powolutku przerobiliśmy całą choreografię. Prowadzący Brtek został wystawiony na ciężką próbę cierpliwości przez nasze śmichy i hihy. Gdy przystąpiliśmy do tańczenia okazało się, że bałwanek wciąż jest sporym zaskoczeniem, a klaskanie było źródłem wielu radości.

Dalej przyszła pora na Bassę Pompilie i tutaj były jakieś dziwne rozgrywki między Asikeim i Anett kto tym razem będzie Panem.

Po tych powolnym tańcu Bartek postanowił pomęczyć nas czymś bardziej aktywnym. Utrwalanie Galliardy Korowodowej. No i wszyscy dzielnie się utrwalali, a ja pomagałem Anecie nadgonić resztę grupy.

Czas zajęć powoli zbliżał się do końca więc na koniec odrobina Playforda.  Pierwsze było Rufty Tufty w którym Basia udowadniała, że tańczenie czegoś drugi raz na żywca może wyjść całkiem dobrze (może ktoś ją dobrze prowadził ;) ) No i na zakończenie Scotch Cup i tutaj też było całkiem dobrze i to za pierwszym razem, a na zakończenie nawet wszyscy się w dobrą stronę kręcili.

Po tym wszystkich pożegnaliśmy grupę początkującą i przewałkowaliśmy nasze tance do środowego pokazu, ale o tym szerzej w środę, zaraz po notce z zajęć XV wiecznych.

Kiedy wiosna nadchodzi, osób jak kot napłakał…

Asik, 14 kwietnia 2011

Wczoraj na treningu XV-kowym był cały tłuuuum ludzi;) Zaczęliśmy w bardzo doborowym trójkącie: Basi, Klimka i mnie, po wcześniejszym skonsumowaniu przez Basię bananów, by nabrała sił do tańca! Rozgrzewka upłynęła nam na bieganiu, skakaniu,wygibasach, śmiechach i żartach, a potem zabawa się skończyła i do pracy! Na pierwszy rzut – coś nowego, niekonwencjonalnego i pięknego, czyli… Collineto for Principessa. Muzyka ma swój wewnętrzny rytm, a taniec jak stwierdził nasz chemik nie jest logiczny – jest pamięciówką. Może i tak, ale ładny jest i szybko mu poszło na załapaniu o co chodzi :P

W trakcie dołączyła do nas Ela oraz usprawiedliwiony od nietańczenia Słodki, ale za to rozpraszający nas rozbieraniem się i chodzeniem półnago po sali ;) Nie daliśmy się zwieść jego urokom, no może poza Księciuniem, który podawał mu … banana :P Potem była powtórka Chorony Gentile, z małą Czubówną ;) i  Amoroso.

A ponieważ szło nam wczoraj znakomicie to zrobiliśmy kolejny nowy taniec dla Klimka – Fortunosę. Udowodniłam, że kobiety mają podzielną uwagę i potrafią mówić jedno a robić 2. Na zakończenie ponownie Principessa. Teraz pozostaje nam ją tylko szlifować. Reszta do domu, a ja zostałam z grupa XVI zaawansowaną przygotowywać się do pokazu 20 kwietnia w Reducie, jak się okazało wręcz śpiewająco! :D

Bassy i inne przyjemności

Bartek F., 12 kwietnia 2011

Drugi poniedziałek z rzędu skład grupy początkującej był ten sam (prowadzących nie liczę), czyli Basia z Maćkiem i Bienia.

Na zajęciach nie zabrakło różnych powtórek w charakterze rozgrzewkowym, rozrywkowym, przerwynikowym tudzież  utrwalającym a były to takie szlagiery jak: Bassa Pompilia, Parson’s Farewell, Scocht Cap czy też Bassa Ducale.

Ale były też nowości i prawie nowości. Zaczęliśmy właśnie rozgrzewkowo od Scotch Capa aby od razu prześć do „prawie nowości”, czyli powtórka Dolce Amoroso Fuoco.

I jak poprzednio tańczyliśmy na dwie strony – czyli najpierw panowie tańczyli solo pana, a panie solo pani aby w drugim powtrzeniu tańca zamienić się rolami :-)

Ponieważ solo pana sprawiało problemy, to poćwiczyliśmy sobie trochę na sucho – wolno, potem szybciej, a potem do muzyki.

Następnie przerywnik w postaci Bassy Ducali i nowość – czyli Torneo Amoroso. Co prawda tydzień temu zaczęliśmy, ale okazało się że należy traktować ten taniec i tak w kategoriach nowości.

Na początku prowadzący, czyli ja, conieco namącił i były falstarty – ech, główka nie ta, a przecież przed treningiem sobie przetańczyłem całość, że by uniknąć właśnie takich wpadek.

Pomęczyliśmy trochę Torneo i przerobiliśmy całe. I w tym momencie Maciek poprosił o przerwę. Dlatego też daliśmy mu odsapnąć a ja, Hrabia,  Basia i Bienia zatańczyliśmy Parsnon’s Farewell w wersji szybkiej… a właściwie chcieliśmy zatańczyć, ale się posypało nieco :-) Za karę powtórka w wersji wolnej, a potem w nagrodę znowu wersja szybka i jakoś poszło :-)

Potem kolejny hit, czyli Bassa Pompilia na rozluźnienie :evil:   i trochę techniki – pomęczyliśmy trabuchetta (bo ciągle są nam wrogie). A ponieważ rozgrzaliśmy pęcinki to od razu powtórka Gagliardy – tej części, której się uczyliśmy. I na koniec raz jeszcze „foka” , coby nie wyjść na deszcz tak bezsensownie rozgrzanym :-)

Kiedy Kota nie ma…

Basia, 31 marca 2011

Niestety w ostatnią środę tancerze nie dopisali…  zgodnie z zapowiedzią przed tygodniem, nasza droga prowadząca dobierała swoje bagaże z taśmy lotniska, a ja bezowocnie czekałam na chętnych do tańczenia. I doczekałam się aż dwóch (sic!). Ciekawe, dlaczego ci, którzy wiedzieli, że będę w zastępstwie prowadzić zajęcia akurat w tą środę nie przyszli… :P

A więc po krótkiej rozgrzewce rozpoczęliśmy piłowanie naszego ukochanego Reale, którego nikt nigdy dokładnie nie pamięta (i ciągle niektórzy mylą nogi w ukłonach i sempiach!). Było ciężko, ale po którejś próbie, po małym odświeżeniu, wyszło jako-tako.

A potem było tylko gorzej, bo zaczęliśmy szlifowanie kroku saltarello tedesco.  Pamiętajmy, że odstawienie nogi w czwartym kroczku jest w bok, a nie do przodu i wystarczy odstawić nogę na długość stopy, a nie na metr ;)

Zabraliśmy się więc do praktycznego zastosowania kroku w Spero. Myślę, że wszechobecny duch wiosny trochę przyczynił się do dekoncentracji.. na szczęście dołączyła do nas Ela i już mogliśmy się zająć Choroną w wersji na 4 z „roszadą papieską” oraz intensywnym poszukiwaniem zaginionej continenzy (a w zasadzie dwóch).

Dla urozmaicenia zatańczyliśmy Amoroso i Patienze, która wyszła nam tak samo, jak poprzednie tańce, czyli średnio. Ale jakoś zabrakło wszystkim cierpliwości, żeby zajmować się nią dłużej.

A potem to już wpadła nasza ukochana prowadząca i swoimi delikatnymi komentarzami zmotywowała resztę grupy do odtańczenia Chorony. Jakże to było wspaniałe znów usłyszeć „Było krzywo, nierówno i w ogóle ŹLE!” :*

I tym optymistycznym akcentem zakończyłam moją działalność dydaktyczną…

Chorona, ach ta Chorona

Asik, 24 marca 2011

Wbrew pozorom idzie nam coraz lepiej, ponieważ było wczoraj aż 8 osób i JA :P mogłam spokojnie pooglądać grupę z boku i powytykać błędy i nierówności. Całość wygląda już naprawdę nieźle. Co prawda linie trochę są koślawe, a ukłony i volty tondy nierówne, ale powoli wszyscy zaczynają zapamiętywać układ tańca :D Byłam naprawdę dumna, ale przecież tego nie powiem, bo potem będzie gorzej ;)

Poćwiczyliśmy też sekwencję kroków z Patienzy, tu wyszło na jaw, że dużo osób ma problemy z opanowaniem wolnego rytmu, za szybko dociąga ripresę lub ma inne mankamenty, Zdali test Ci, co zostali odrzuceni na bok, reszta powinna solidnie poćwiczyć.  Przetańczyliśmy wczoraj wszystkie „przeboje” Reale, Amoroso, Patienzę, Choronę, Pizocharę i Spero. Powoli możemy myśleć o tym by uczyć czegoś innego, aczkolwiek tańce, a szczególnie ich zapamiętanie przysparza niektórym spore trudności.

Starzy wyjadacze zatańczyli też Fortunosę i Principessę, szczególnie ten 2 taniec przydałoby się odświeżyć, ale nad tym popracujemy niedługo – mam przynajmniej taki chytry plan :>

za tydzień wszystkich pomęczy Basia, ale może ja też się zjawię, chociaż niech się wprawia, bo potem będzie maraton w maju ;)

Poniedziałkowe lekcje indywidualne.

Bartek F., 23 marca 2011

Niestety, w ten poniedziałek frekwencja była wyjątkowo mała.

Nie dość, że Anett zaniemogła, to na zajęciach pojawiły się tylko 2 wytrwałe – Basia i Kasia.

Tym niemniej zajęcia odbyły się :-)

Zaczęliśmy od przypomnienia sobie Parsnon’s Farewell. Najpierw w wersji wolniejszej, potem szybszej – i wyszło bardzo dobrze. Jeszcze nie perfekcyjnie, no ale mamy czas :-) Potem była Contentezza do brzdąkającej muzy. A potem: powtórzenie Bassy Pompilii i Bassy Ducale. Tę ostatnią 2 razy zrobiliśmy – dziewczyny nieźle już sobie radzą, choć jeszcze spezzata fianchegatti sprawiają ciągle drobne problemy, ale i tak było dobrze.

W dalszej kolejności trochę poskakaliśmy w Gagliardzie. Hrabia zasugerował (zresztą słusznie), że dla urozmaicenia nauczmy pierwszej części gagliardy „korowodowej”. Uczennice zdolne, to poszło gładko. I dalej korzystając z bycia rozskakanym poćwiczyliśmy fiorretta. Najpierw na sucho a potem trochę do muzyki. I jest nieźle – już nie taki straszny ten krok, prawda? :-)

 

Coby trochę odpocząć, dla relaksu przypomnieliśmy sobie branle – Pinegay i Charlotte – ja trochę zamieszałem sam sobie z muzyką i do melodii Charlotte próbowałem tańczyć krok Pinegay :-D .

Dalej Villanella z kozą :-) A potem Rufty Tufty – i okazało się, że Basia nie zna (no tak, dołączyła nieco później) – zatem szybka lekcja na sucho i fruuuu z muzyką :-)

Na koniec jeszcze raz poskakaliśmy w gagliardzie i to był koniec.

Dziewczyny były dzielne to mogliśmy skończyć wcześniej. Po czym gremium udało się na naradę wojenną przy mitycznym kebabie :-D

Kolejna środa

Hrabia, 17 marca 2011

W ostatnią środę pozwoliłem sobie na zaprzestanie rekonwalescencji i pojawiłem się na treningu. Trening rozpoczął się od oczekiwania na spóźnialskich. Potem krótka rozgrzewka i do dzieła.

Zaczęliśmy od Ansalone ,które obserwująca z boku Asik skwitowała, że krzywo było. Następnie na życzenie Asika od Alemany, dla utrwalenia dwa razy po za pierwszym to troszkę słabo było. Celeste Giglio też tańczyliśmy dwa razy, ale tutaj wyszło zupełnie odwrotnie. Za drugim razem było słabiej.

No i przyszedł czas za wzięcie się za poprawioną Laurę Suavę. Przeszliśmy na sucho krótki wstęp i zaczęliśmy męczyć pierwszy zmieniony fragment. Niestety jest w dość specyficznym rytmie i będzie wymagał dopracowania, ale co My nie damy rady :D  Po wyczerpujących tańcach i dyskusjach jak to ma wyglądać stwierdziliśmy, że trzeba się przy czymś odstresować.

No więc zatańczyliśmy Bassa Goiose i w ramach strzelania focha zamieniliśmy się w parach, tu również nie obeszło się bez powtórki. Ach te przerwy nie dobrze wpływają na mnie ;P

No i na koniec Volta, raz bo na więcej entuzjazmu nie starczyło. I na tym chyba skończyliśmy i czmychnęliśmy ze szkoły.

Środowe marudy

Asik, 17 marca 2011

Wczoraj na zajęciach z XV-wieku było 8 osób, w tym spóźniony Puenta :P , który wcześniej ćwiczył swoje talenta kucharskie. Po krótkiej rozgrzewce i nowych ćwiczeniach na mięśnie brzucha – na powtórkę Reale, Reale, Reale – bo co niektórzy mylili się już an samym początku. Potem Amoroso -o niebo lepiej.

Gdy dołączył Puenta – Chorona Gentile na sucho, potem parę razy na mokro bez lektora. Zaczyna wychodzić coraz lepiej, nawet czasem pojawiają się linie. ;)
Była też powtórka wisielców,, czyli Patienzy. Pomimo chęci wprowadzenie małego urozmaicenia w tempie tańca – zostałam zlinczowana, łapki mi opadły i zostało wszystko po staremu – bo brak ducha eksperymentu w narodzie!

Było też Spero, gdzie niektórym strasznie się spieszy, Pizochara, znowu Chorona, a dla starych :P przypomnienie Fortunosy.

 

Fioretta, czyli łatwo nie jest

Bartek F., 16 marca 2011

Kolejny poniedziałek dopisał nam frekwencją. Dla odmiany była tylko jedna osoba,  która była na poprzednich zajęciach, czyli miała dużo powtórki ;-)

Ale po kolei.

Po zwyczajowej rozgrzewce – niezbyt ciężkiej ale i chyba nie nazbyt lekkiej – na dobry początek zaczęliśmy od powtórzenia Black Nag’a. Ponieważ Hrabiego nie  było na zajęciach, z powodu tego, że jedną nóżkę ma bardziej, to Anett zastępowała nam dzielnie jednego pana .

Jak zwykle najwięcej problemów sprawiły łańcuszki. Po przećwiczeniu ich na sucho w końcu wyszło jak należy. Potem zmiana klimatu i powtórka Contentezzy. Za pierwszym razem jeszcze nogi się buntowały, dlatego do drugiego przebiegu, żeby nie było zbyt prosto, zastosowaliśmy inną wersję muzyczną, nigdy wcześniej przez nas nie testowaną :-D Zdania były podzielone – jednym się podobała nowa muzyka, innym mniej. Na pewno była inna :-D

W dalszej kolejności poćwiczyliśmy Bassę Ducalę – coś czuję, że jeszcze dość długo ten taniec będzie sprawiał problemy – a szkoda. Po powtórzeniu na sucho i przetańczeniu do muzyki trzeba było trochę poćwiczyć spezzata fianchegatti – więc pochodziliśmy trochę w tę i na zad  i niby wychodziło, a w tańcu do muzyki dalej są problemy. No nic – będziemy szlifować.

Po Ducali zabraliśmy się za szlifowanie kolejnego „hitu” – czyli Bassy Pompilli – najpierw na sucho, a potem kilka razy z muzyką. I ten taniec wychodzi dużo lepiej. Jest naprawdę nieźle.

Dla odsapnięcia poskakaliśmy trochę w branlu d’Ecosse (wersji najszybszej), po czym, korzystając z tego,  że nogi mieliśmy rozgrzane, poćwiczyliśmy sobie jeszcze trochę techniki. Czyli Riverenzę – niby prosta i pierwszy krok, a jednak..; potem Ripresy z naciskiem na robienie małych kroków i trabuchetta, bo te ciągle niezbyt wychodzą.

A potem… potem zaczął się koszmar – czyli próbowaliśmy robić Fioretta :-D Bienia miała przewagę, bo była na poprzednich zajęciach ale reszta obecnych – czyli Aneta, Basia i Maciek – nie mieli wcześniej tej przyjemność. Cóż, krok do prostych nie należy i nie należy przejmować się zbytnio niepowodzeniami na początku, zwłaszcza, że są przesłanki ku temu, że wkrótce będzie nieźle.

Po tej udręce jeszcze na koniec powtórki Bass – Ducali i Pompilli a potem rozeszliśmy się tradycyjnie w różne strony – niektórzy do metra inni na kebab, gdzie Hrabia, który w międzyczasie dotoczył się do nas, zaprezentował nam swoje reżyserskie pasje :-D