Spływ na Inflancką

Hrabia, 30 maja 2010

Na dzisiejszy trening dopłynęliśmy razem z Asikiem napotykając po drodze na sztorm. Po przebraniu się do sucha, dopłynęli Anett z Bartkiem. Po wymianie informacji kto gdzie na jakie wiry napotkał zaczęliśmy rozgrzewkę. W trakcie rozgrzewki nadpłynęła Zgoś swoją amfibią. No i już była nas piątka. Na sam koniec dotarła matka Żukowa i okazało się, że mamy aż 6 osób :)

Po rozgrzewce zaczęliśmy od mojej przeróbki Alemany, ale okazało się że rozpisując sobie choreografię coś byłem niespełna rozumu bo pogubiłem to i owo, tak że całość średnio trzymała się kupy T.T

Po tej drobnej porażce zatańczyliśmy sobie, Barierę i chwilę później Ansalone na czwórkę. W międzyczasie jeśli mnie pamięć nie myli zatańczyliśmy przed Żukową Voltę coby nam trochę błędów po wytykała. Potem (w kolejności przypadkowej), Bassa Goiosa, Bella Goiosa, Bassa Toscana, Spagnoletta, Dolce Fuoco Amoroso, a nawet Battaglia. Potem trochę coś z Playfordowej beczki: Black  Nag,  Scotch Cup.

No i chyba tyle dziś udało się przetańczyć.

Wilgotny Hrabia

papier, nożyczki, kamień…

Asik, 27 maja 2010

Dzisiaj z Hrabią graliśmy w papier, nożyce i kamień o to, kto zrobi wpis – kto wygrał chyba jasne :P
Po krótkiej rozgrzewce, gdzie nawet Rurak vel Orange do nas dołączył zatańczyliśmy Gagliardę, a potem pwtrzaliśmy scenariusz (Za)Otrutej. Ansalone na 4 wyszło nawet nieźle. Rurak podzielił się z nami uwagami, nad czym mamy popracować :) Dziękujęmy za konstruktywną krytykę – to się przydaje. Laura Sauve lepiej niż ostatnio, choć nie było linii i Panom nie zawsze wychodzą solówki. W Torneo musimy opracować ogranie tańca tak jak i w Chiara Stelli . Wszyscy muszą wczuć się w role. Ale praktyka czyni mistrza!

Dla rozluźnienia atmosfery i opanowania ADHDDDDD zatańczyliśmy: Voltę, Bassę Toscanę i Celeste Giglio. Pomiędzy tym była też i Bella Goiosa w proporcjach2/3: 2 Panów i 1 Pani,a  na koniec zasłużone PIWO!

Początki wędrowania z Fechtmistrzem

Anett, 26 maja 2010

W niedzielę niemal sama się zgłosiłam do napisania krótkiej notatki z naszych pląsów, ale w natłoku codziennych spraw zupełnie o tym zapomniałam.

Z racji więc tego, że kilka dni minęło, a pamięć już nie ta, proszę o uzupełnienie, jeśli coś pominę.

Spotkaliśmy się w niedzielę w składzie 4 osobowym tzn Asik, ja, Hrabia i Bartek. Stwierdziliśmy, że czas zabrać się za Fechtmistrza i wybrać do niego tańce, aby zacząć szlifować pokaz. Po krótkich ustaleniach zaczęłam podróżować w Passo e Mezzo, dalej z niezwykle zdolnym właścicielem cyrkla w Spagnolettcie, potem przyszła kolej na Chiara Stellę (to tak, żeby umieścić w pokazie Julitowy akcent). Następnie, żeby po raz kolejny nie katować bufonów, do walki postanowiliśmy przerobić Alemanę na dwie, wzglednie 3 osoby, na razie jednak nie wiadomo jak, wiec odtańczyliśmy ją w pełnym składzie. Na zakończenie zaś umiesciliśmy Ansalone (które niestety w wersji na 3 wychodzi ciagle bardziej kwadratowo niż na 4 :-( ).

Poza tym, jak to w niedziele, chwilę polataliśmy w Volcie, oraz odtańczyliśmy So Ben.

Siedmioro ludzi i duch

Ela, 26 maja 2010

Ponieważ autorce się spóźniło i dotarła w samym środku Anello, przyjmuje na wiarę, że Amoroso też było.

Przyszło nas dzisiaj całkiem sporo – magiczna siódemka to akurat tyle, ile potrzeba, żeby wszystko zatańczyć, czasem z duchem (a właściwie prawie wszystko, bo nikt nie wywołał z zaświatów Pizochary), a czasem z wybranym tancerzem na ławce rezerwowych.

Najwięcej uwagi pochłonęło Belriguardo – niestety, wbrew nazwie Asik nie daje się nabrać na piękne oczy i próbuje wydobyć z nas równe contrapasso. Podobno nawet wyszło, ale trudno się zorientować, bo za dużo uwagi pochłania kierunek zwrotu następującego zaraz potem ;-) .

Oprócz tego przećwiczyliśmy Voltati, Chastelanę i Fortunosę, przegalopowaliśmy Petit Riens (pisane też czasem przez V – jeżeli ktoś wie, dlaczego, niech się przyzna;), powłóczyliśmy saltarellami w Fiore de Virtu. Było też Gioioso na parę, urozmaicone nie uwzględnionym w traktacie (zapewne przez zwykłe niedopatrzenie) ziewaniem.

Na koniec Asik zapytala, co chcemy. Ja wybrałam frytki, Basia ptysie, a Aneta Principessę.2/3  życzeń zostało spełnionych. Sami zgadnijcie, które (albo które nie) ;) .

Tańce łamańce i jedna Otruta…

Asik, 19 maja 2010

Dzisiaj po wstępnej rozgrzewce, gdzie Hrabia męczy moje obolałe plecy zaczęliśmy od odtańczenia, a przynajmniej takiej próby – Celeste Giglio. Na dobicie Bassa Toscana, a potem podeszliśmy do zajęć ambitnie, że przed sezonem wypada odświeżyć sobie pokaz “Otruta Markiza”.

Gdy przybyła Asia – mieliśmy kogo otruć za 1 razem :> Król przyjechał na dwór, lecz wstąpił miedzy Panów -okazało się, że brakuje nam raptem osób płci żeńskiej. W trakcie próby dołączyła ZGOŚ, która wcieliła się w narratora. Ponieważ w środę mamy zawsze dużo energii, przychodziły nam do głowy różne pomysły i tak: wybuchowe róże, detonator, dwórka z brodą – ale to tylko nieliczne z tych, które moglibyśmy wprowadzić w życie. Laura Suave  wyszła znośnie, Ggaliarda na parę też. Problem pojawił się w Torneo Amoroso tańczonym przez Króla i Markizę – ale to kwestia ogrania przestrzeni. Zgoś dzielnie przejęła rolę lektora, co by nam kroki sprawnie podpowiadać. W związku z próbą odświeżyliśmy też Ballo del Fiore, gdzie zamiast kwiatków mieliśmy kółka:D
Ale by nam nudno nie było, zrobiliśmy zamianę ról: i tak król stał się dworkiem-potworkiem, Markiza-Królową, królowa-knujem, Knuj- Markizą, Markiz Królem, a dworzanin – Markizem. Tylko Narrator pozostał narratorem. W odmienionym składzie całość jeszcze raz, z odgrywaniem różnych scenek i oznaczaniem światłami drogi w Laurze… a na koniec poszliśmy na rozmowy przy … FRYTKACH! :D Bo głodnemu – chleb na myśli.

Jak zawsze chaotyczny Asik

Babski skład

Asik, 18 maja 2010

Dzisiaj na zajęciach XV-wiecznych obecnością zaszczyciły nas same kobietki:) Silny skład: Marianna, Aneta, Ela, Basieńka i ja. Panowie zawiedli, ale i bez nich daliśmy radę. Ponieważ pamięć już nie ta, a torebek wiele – skróciliśmy zajęcia o 15 minut. Przymus oddania kluczy do szkoły!

Po ekspresowej rozgrzewce zabraliśmy się za powtórzenie Belriguardo Nouvo. Ela przyniosła nawet naszą wielką niebieską księgę – co by sprawdzić czy wersja jest zgodna :D . Zaszła tylko maciupeńka zmiana, ale jak widać Contrapasso sprawia jeszcze problemy.

Potem Fiore de Vertu i nauka słuchania strunek, w końcu muzyka ma pomagać w tańcu. Tak, wiem, że ta Bassa Danza jest straaasznie wolna i kto wkłada tam saltarella, ale skoro są to trzeba tańczyć je z rytmem. Za 2 razem poszło lepiej.
W Amoroso jeszcze czasami szybciej niż w muzyce, ale i to dopracujemy, za to Chastelana była prawie idealna ;) PrAWie! Dla utrwalenia Voltati i Fortunosa. Była też powtórka z Belriguardo, w końcu wypracowane rzeczy trzeba utrwalać. Poćwiczyliśmy też prawidłowe wchodzenie w saltarello – niektórym widok innych przeszkadzał, ale z zamkniętymi oczami szło świetnie. Znęcałam się także w Contrapassach, ale już widać postępy :>

O problemach z pamięcią i innych hopkach

Bartek F., 6 maja 2010

Środowe zajęcia zaczęliśmy w trójcowym składzie, tj. ja, Anett i Hrabia. Żeby nie było nam nudno zaczęliśmy niemal tradycyjnie od Passo e Mezzo z losową kombinacją wariacji. I okazuje się, że jak zwykle kłopoty z pamięcią nas dopadły – jakoś ciężko zapamiętać kombinację 5 cyfr z czego cyfry występują tylko w zakresie 1-4 :D . No cóż, trzeba chyba pomyśleć o jakimś bilobilu czy innym preparacie na pamięć :-)

Na szczęście długo sobie tym problemem głowy nie zajmowaliśmy i przeszliśmy do tańczenia Spagnoletty na 3 osoby w naszej wersji – innymi słowy  Spagnoletta na 3-pary w 3 osoby, która jest hybrydą Spagnoletty na parę i “zwykłej” na 3 osoby. Proste, prawda? :-)

W trakcie radosnego pląsania dołączyła do nas Asia i od razu wspomogła naszą pamięć, bo jakoś w drugiej zwrotce nogi nasze nijak nie chciały sobie przypomnieć jednego fragmentu. A Asia pamiętała :-) Chyba jednak bilobil trzeba zanabyć.

Żeby się nie nudzić i jednak pamięć poćwiczyć przetańczyliśmy Koszmar Ruraka czyli inaczej Bassę Pompilię, gdzie z braku rozpiski za lektora dla Asi i Hrabiego, którzy nie są fanami tego tańca, służyliśmy wspólnymi siłami ja i Anett.

Gdy koszmar przeminął, jadąc dalej po bazach, tj. po bassach powtórzyliśmy sobie Bassę Toscanę.

Żeby jednak nie było zbyt monotonnie, to zmieniliśmy klimat na Celeste Giglio. Po przetańczeniu całości (znaczy tej całości, którą pamiętaliśmy) przeszliśmy do powtarzania/uczenia się na nowo 2 ostatnich części, tj. saltarello i canario. W tym czasie Karol, pomimo słabującego zdrowia, postanowił zasilić nasz skład. Plus dla Karola :-) . Okazuje się, że całkiem, całkiem całość wychodzi i teraz trzeba będzie w zasadzie tylko szlifować. Pocieszyliśmy się tym, że jest to taniec na parę, więc synchronizacja między parami nie jest wymagana – ufff.

Po wymęczeniu(się) Celeste dla rozluźnienia zatańczyliśmy Torneo Amoroso, a także gagliardy – “korowodową” i na parę. I na zakończenie zatańczyliśmy sobie… znaczy So Ben Mi Chi Ha Buon Tempo a na samiuśki koniec  jeszcze Laurę, żeby nie było :)

W końcu jednak ludziki lego zaczęły dochodzić do głosu i czym prędzej zakończyliśmy trening, po czym udaliśmy się pełnym składem na piw… na wymianę bardzo ważnych plot… i piwo :-)

PS.

W ramach odkurzania szarych komórek jeszcze z Anett zatańczyliśmy Contentezzę :)

Mezołapki, łapki ludzików lego i inne

Anett, 30 kwietnia 2010

Na poczatek ciąg dalszy wiadomosci poniedzielnych (niby mnie nie było, ale wszystko wiem ;->) – Julita, jak wieść głosi, dzielnie zniosła operację na swoim kopytku i ma teraz nóżke skręconą na śrubki. Pozdrawiamy ją całym ATD bardzo gorąco i czekamy na szybki powrót sprawności (w ramach rehabilitacji proponujemy tańce dawne).

W środę natomiast spotkaliśmy się w trzy pary i nikt nie musiał tym razem tańczyc z duchem Ruraka (prawie nikt), który zawsze wszystkich myli. Zaczęlismy od Galliardy korowodowej, żeby przez ponowienie doświadczenia sprawdzić, czy ona rzeczywiście zabija. Eksperyment wypadł negatywnie, nie pojawiły się żadne straty, ani w ludziach, ani w sprzęcie.

Potem było Passo e Mezzo, które pokazało, ze zapamiętanie 4 niekolejnych numerów jest nadal trudne.

Za małe zwyciestwo uznać można to, że w Celeste Giglio udało nam się wreszcie dobrnąć do końca. Teraz pozostaje tylko ogarnać to jakos troche przestrzennie, bo raczej scena wielkości małej sali gimnastycznej to nam się szybko nie trafi. Z ciekawostek – okazało się podczas tańca, że każdy z nas posiada prawą i lewą mezołapkę :-) .

Poza tym, aby ćwiczyć pamięć i nóżki odtańczyliśmy So Ben, Bassę Pompilię oraz poczciwą Starą Niemiecka Fokę – w wersji fast.

Po treningu zaś, niezwykle szczęśliwe ludziki lego udały się, jak co tydzień, na piwo w celu omówienia bieżących spraw…

Sen sprawiedliwych

Basia, 29 kwietnia 2010
We wtorek część naszej wspaniałej grupy stawiła się bez spóźnienia (w tym pisząca, więc fakt ten musiał zostać skrupulatnie zanotowany). Tę drugą, spóźnialską część tradycyjnie ominęła rozgrzewka… Ogólne samopoczucie tańczących było katastrofalne i zdarzało nam się niemal zasypiać w trakcie tańców… niskie ciśnienie czy co??

Na pierwszy ogień poszła tradycyjnie Chastelana… niektórzy musieli się zrehabilitować za niedzielny pokaz :P
Ingratę zostawiliśmy chwilowo w spokoju (w trakcie ustalana kanonicznej wersji).I znów mieliśmy szansę na trochę świeżości (dla niektórych co prawda były to zatęchłe starocie, ale co tam…). A więc Voltati w nieco innej wersji kroków (ach, to satarello tedesco…). Nawet zdołaliśmy się nie pogubić, zważając na nasze kiepskie samopoczucie…

Potem kolej na Belriguardo na trójkę. Widok to był niepiękny, kiedy zasypialiśmy w tańcu… Do tego doszły komplikacje z kolejnością puszczania się i zachodzenia  (i chyba lepiej nie będziemy tego głębiej rozważać… ;) ) Plus konieczna powtórka z contrapasso…
Ale bohatersko dotrwaliśmy do końca i należało nam się zasłużone piwo! I tu, o dziwo, nikt nie zasnął :P

Powroty i upadki

Hrabia, 26 kwietnia 2010

Na dzisiejszych zajęciach zaszczycili nas swoją obecnością, Żukowa i Mądry. Niestety poza mną i Julitą nikogo ze stałego niedzielnego składu nie było w związku z róznymi imprezo/chałtur0/sabatowymi sprawami.

Takie drobne niedogodności nie przeszkodziły nam w przeprowadzeniu treningu. Po rozgrzewce specjalnie dla naszych gości coś co mają szansę pamiętać, chociaż ich nogi, czyli Alemana. No i nawet za trzecim razem wychodziła już całkiem całkiem.

Potem na jeszcze lepsze podudzenie pamięci Bataglia. Zarobiliśmy ją ze dwa razy i było całkiem całkiem. Po takim rozgrzamiu pamięci pszyszedł czas na Torneo Amoroso. Najpiew powtórzyliśmy na sycho, a potem już z muzyką.

Później Galliarda korowodowa, powoli spokojnie bo niestety nasi gości troszkę już pozapominali. W trakcie walki z Galliardą, Żukowa stwiedziła, że już wie kaie Anca miała problemy Galliardą. NIestety też w toku zajęć Julita chciała zbyt skomplikowaną Galliardę zrobić i zepsuła sobie nóżkę. Niestety resztę zajęć przesiedziała na ławeczce. My jeszcze trochę powalczyliśmy z Galiardą i na koniec zrobliliśmy sobie Dolce Fuocco Amoroso w wersji szybkiej, żeby szybko ją sobie przypomnieć. Na koniec przuypomnienie początku Passo e Mezzo.

Na tym zakończyliśmy zajęcia i udaliśmy się do domów, a niektórzy nawet pokicali.

Hrabia