Archiwum kategorii ‘Tańce’

Bassy i inne przyjemności

wtorek, 12 Kwiecień 2011

Drugi poniedziałek z rzędu skład grupy początkującej był ten sam (prowadzących nie liczę), czyli Basia z Maćkiem i Bienia.

Na zajęciach nie zabrakło różnych powtórek w charakterze rozgrzewkowym, rozrywkowym, przerwynikowym tudzież  utrwalającym a były to takie szlagiery jak: Bassa Pompilia, Parson’s Farewell, Scocht Cap czy też Bassa Ducale.

Ale były też nowości i prawie nowości. Zaczęliśmy właśnie rozgrzewkowo od Scotch Capa aby od razu prześć do „prawie nowości”, czyli powtórka Dolce Amoroso Fuoco.

I jak poprzednio tańczyliśmy na dwie strony – czyli najpierw panowie tańczyli solo pana, a panie solo pani aby w drugim powtrzeniu tańca zamienić się rolami :-)

Ponieważ solo pana sprawiało problemy, to poćwiczyliśmy sobie trochę na sucho – wolno, potem szybciej, a potem do muzyki.

Następnie przerywnik w postaci Bassy Ducali i nowość – czyli Torneo Amoroso. Co prawda tydzień temu zaczęliśmy, ale okazało się że należy traktować ten taniec i tak w kategoriach nowości.

Na początku prowadzący, czyli ja, conieco namącił i były falstarty – ech, główka nie ta, a przecież przed treningiem sobie przetańczyłem całość, że by uniknąć właśnie takich wpadek.

Pomęczyliśmy trochę Torneo i przerobiliśmy całe. I w tym momencie Maciek poprosił o przerwę. Dlatego też daliśmy mu odsapnąć a ja, Hrabia,  Basia i Bienia zatańczyliśmy Parsnon’s Farewell w wersji szybkiej… a właściwie chcieliśmy zatańczyć, ale się posypało nieco :-) Za karę powtórka w wersji wolnej, a potem w nagrodę znowu wersja szybka i jakoś poszło :-)

Potem kolejny hit, czyli Bassa Pompilia na rozluźnienie :evil:   i trochę techniki – pomęczyliśmy trabuchetta (bo ciągle są nam wrogie). A ponieważ rozgrzaliśmy pęcinki to od razu powtórka Gagliardy – tej części, której się uczyliśmy. I na koniec raz jeszcze „foka” , coby nie wyjść na deszcz tak bezsensownie rozgrzanym :-)

Kiedy Kota nie ma…

czwartek, 31 Marzec 2011

Niestety w ostatnią środę tancerze nie dopisali…  zgodnie z zapowiedzią przed tygodniem, nasza droga prowadząca dobierała swoje bagaże z taśmy lotniska, a ja bezowocnie czekałam na chętnych do tańczenia. I doczekałam się aż dwóch (sic!). Ciekawe, dlaczego ci, którzy wiedzieli, że będę w zastępstwie prowadzić zajęcia akurat w tą środę nie przyszli… :P

A więc po krótkiej rozgrzewce rozpoczęliśmy piłowanie naszego ukochanego Reale, którego nikt nigdy dokładnie nie pamięta (i ciągle niektórzy mylą nogi w ukłonach i sempiach!). Było ciężko, ale po którejś próbie, po małym odświeżeniu, wyszło jako-tako.

A potem było tylko gorzej, bo zaczęliśmy szlifowanie kroku saltarello tedesco.  Pamiętajmy, że odstawienie nogi w czwartym kroczku jest w bok, a nie do przodu i wystarczy odstawić nogę na długość stopy, a nie na metr ;)

Zabraliśmy się więc do praktycznego zastosowania kroku w Spero. Myślę, że wszechobecny duch wiosny trochę przyczynił się do dekoncentracji.. na szczęście dołączyła do nas Ela i już mogliśmy się zająć Choroną w wersji na 4 z „roszadą papieską” oraz intensywnym poszukiwaniem zaginionej continenzy (a w zasadzie dwóch).

Dla urozmaicenia zatańczyliśmy Amoroso i Patienze, która wyszła nam tak samo, jak poprzednie tańce, czyli średnio. Ale jakoś zabrakło wszystkim cierpliwości, żeby zajmować się nią dłużej.

A potem to już wpadła nasza ukochana prowadząca i swoimi delikatnymi komentarzami zmotywowała resztę grupy do odtańczenia Chorony. Jakże to było wspaniałe znów usłyszeć „Było krzywo, nierówno i w ogóle ŹLE!” :*

I tym optymistycznym akcentem zakończyłam moją działalność dydaktyczną…

Chorona, ach ta Chorona

czwartek, 24 Marzec 2011

Wbrew pozorom idzie nam coraz lepiej, ponieważ było wczoraj aż 8 osób i JA :P mogłam spokojnie pooglądać grupę z boku i powytykać błędy i nierówności. Całość wygląda już naprawdę nieźle. Co prawda linie trochę są koślawe, a ukłony i volty tondy nierówne, ale powoli wszyscy zaczynają zapamiętywać układ tańca :D Byłam naprawdę dumna, ale przecież tego nie powiem, bo potem będzie gorzej ;)

Poćwiczyliśmy też sekwencję kroków z Patienzy, tu wyszło na jaw, że dużo osób ma problemy z opanowaniem wolnego rytmu, za szybko dociąga ripresę lub ma inne mankamenty, Zdali test Ci, co zostali odrzuceni na bok, reszta powinna solidnie poćwiczyć.  Przetańczyliśmy wczoraj wszystkie „przeboje” Reale, Amoroso, Patienzę, Choronę, Pizocharę i Spero. Powoli możemy myśleć o tym by uczyć czegoś innego, aczkolwiek tańce, a szczególnie ich zapamiętanie przysparza niektórym spore trudności.

Starzy wyjadacze zatańczyli też Fortunosę i Principessę, szczególnie ten 2 taniec przydałoby się odświeżyć, ale nad tym popracujemy niedługo – mam przynajmniej taki chytry plan :>

za tydzień wszystkich pomęczy Basia, ale może ja też się zjawię, chociaż niech się wprawia, bo potem będzie maraton w maju ;)

Poniedziałkowe lekcje indywidualne.

środa, 23 Marzec 2011

Niestety, w ten poniedziałek frekwencja była wyjątkowo mała.

Nie dość, że Anett zaniemogła, to na zajęciach pojawiły się tylko 2 wytrwałe – Basia i Kasia.

Tym niemniej zajęcia odbyły się :-)

Zaczęliśmy od przypomnienia sobie Parsnon’s Farewell. Najpierw w wersji wolniejszej, potem szybszej – i wyszło bardzo dobrze. Jeszcze nie perfekcyjnie, no ale mamy czas :-) Potem była Contentezza do brzdąkającej muzy. A potem: powtórzenie Bassy Pompilii i Bassy Ducale. Tę ostatnią 2 razy zrobiliśmy – dziewczyny nieźle już sobie radzą, choć jeszcze spezzata fianchegatti sprawiają ciągle drobne problemy, ale i tak było dobrze.

W dalszej kolejności trochę poskakaliśmy w Gagliardzie. Hrabia zasugerował (zresztą słusznie), że dla urozmaicenia nauczmy pierwszej części gagliardy „korowodowej”. Uczennice zdolne, to poszło gładko. I dalej korzystając z bycia rozskakanym poćwiczyliśmy fiorretta. Najpierw na sucho a potem trochę do muzyki. I jest nieźle – już nie taki straszny ten krok, prawda? :-)

 

Coby trochę odpocząć, dla relaksu przypomnieliśmy sobie branle – Pinegay i Charlotte – ja trochę zamieszałem sam sobie z muzyką i do melodii Charlotte próbowałem tańczyć krok Pinegay :-D .

Dalej Villanella z kozą :-) A potem Rufty Tufty – i okazało się, że Basia nie zna (no tak, dołączyła nieco później) – zatem szybka lekcja na sucho i fruuuu z muzyką :-)

Na koniec jeszcze raz poskakaliśmy w gagliardzie i to był koniec.

Dziewczyny były dzielne to mogliśmy skończyć wcześniej. Po czym gremium udało się na naradę wojenną przy mitycznym kebabie :-D

Środowe marudy

czwartek, 17 Marzec 2011

Wczoraj na zajęciach z XV-wieku było 8 osób, w tym spóźniony Puenta :P , który wcześniej ćwiczył swoje talenta kucharskie. Po krótkiej rozgrzewce i nowych ćwiczeniach na mięśnie brzucha – na powtórkę Reale, Reale, Reale – bo co niektórzy mylili się już an samym początku. Potem Amoroso -o niebo lepiej.

Gdy dołączył Puenta – Chorona Gentile na sucho, potem parę razy na mokro bez lektora. Zaczyna wychodzić coraz lepiej, nawet czasem pojawiają się linie. ;)
Była też powtórka wisielców,, czyli Patienzy. Pomimo chęci wprowadzenie małego urozmaicenia w tempie tańca – zostałam zlinczowana, łapki mi opadły i zostało wszystko po staremu – bo brak ducha eksperymentu w narodzie!

Było też Spero, gdzie niektórym strasznie się spieszy, Pizochara, znowu Chorona, a dla starych :P przypomnienie Fortunosy.

 

Fioretta, czyli łatwo nie jest

środa, 16 Marzec 2011

Kolejny poniedziałek dopisał nam frekwencją. Dla odmiany była tylko jedna osoba,  która była na poprzednich zajęciach, czyli miała dużo powtórki ;-)

Ale po kolei.

Po zwyczajowej rozgrzewce – niezbyt ciężkiej ale i chyba nie nazbyt lekkiej – na dobry początek zaczęliśmy od powtórzenia Black Nag’a. Ponieważ Hrabiego nie  było na zajęciach, z powodu tego, że jedną nóżkę ma bardziej, to Anett zastępowała nam dzielnie jednego pana .

Jak zwykle najwięcej problemów sprawiły łańcuszki. Po przećwiczeniu ich na sucho w końcu wyszło jak należy. Potem zmiana klimatu i powtórka Contentezzy. Za pierwszym razem jeszcze nogi się buntowały, dlatego do drugiego przebiegu, żeby nie było zbyt prosto, zastosowaliśmy inną wersję muzyczną, nigdy wcześniej przez nas nie testowaną :-D Zdania były podzielone – jednym się podobała nowa muzyka, innym mniej. Na pewno była inna :-D

W dalszej kolejności poćwiczyliśmy Bassę Ducalę – coś czuję, że jeszcze dość długo ten taniec będzie sprawiał problemy – a szkoda. Po powtórzeniu na sucho i przetańczeniu do muzyki trzeba było trochę poćwiczyć spezzata fianchegatti – więc pochodziliśmy trochę w tę i na zad  i niby wychodziło, a w tańcu do muzyki dalej są problemy. No nic – będziemy szlifować.

Po Ducali zabraliśmy się za szlifowanie kolejnego „hitu” – czyli Bassy Pompilli – najpierw na sucho, a potem kilka razy z muzyką. I ten taniec wychodzi dużo lepiej. Jest naprawdę nieźle.

Dla odsapnięcia poskakaliśmy trochę w branlu d’Ecosse (wersji najszybszej), po czym, korzystając z tego,  że nogi mieliśmy rozgrzane, poćwiczyliśmy sobie jeszcze trochę techniki. Czyli Riverenzę – niby prosta i pierwszy krok, a jednak..; potem Ripresy z naciskiem na robienie małych kroków i trabuchetta, bo te ciągle niezbyt wychodzą.

A potem… potem zaczął się koszmar – czyli próbowaliśmy robić Fioretta :-D Bienia miała przewagę, bo była na poprzednich zajęciach ale reszta obecnych – czyli Aneta, Basia i Maciek – nie mieli wcześniej tej przyjemność. Cóż, krok do prostych nie należy i nie należy przejmować się zbytnio niepowodzeniami na początku, zwłaszcza, że są przesłanki ku temu, że wkrótce będzie nieźle.

Po tej udręce jeszcze na koniec powtórki Bass – Ducali i Pompilli a potem rozeszliśmy się tradycyjnie w różne strony – niektórzy do metra inni na kebab, gdzie Hrabia, który w międzyczasie dotoczył się do nas, zaprezentował nam swoje reżyserskie pasje :-D

 

Hrabia kica tu i tam, świat swój pokazujac nam…

niedziela, 13 Marzec 2011

Spotkaliśmy się dziś ponownie w okrojonym składzie. Hrabia ma bowiem popsute kolanko, a Zgoś miała dziś gości. Powoli przestaje nas też dziwić, że nie ma nas w magicznym zeszycie i panowie są zdziwieni, że w ogóle mamy jakieś zajęcia w galerii. Na pocieszenie jednak zmieniono nam wystrój, nie królują już na ścianach krzyżacy, tylko ptactwo w różnych konfiguracjach. Powinnam może przytoczyć nazwisko autorki, żeby promować młodą sztukę, ale jako, że mi i Asikowi podobały się tylko dwa obrazki, a Bartek w ogóle się nie wypowiedział, to uznaję, że nie warto się zagłębiać.

Po rozgrzewce na roztańczenie zaczęliśmy od tego, co jakoś nie bardzo nam szło w środę – czyli Ansalone. Jako, że tym razem poszło nam o wiele lepiej w dobrych humorach wzięliśmy się za naszą ulubioną książkę telefoniczną – Celeste. Asik znowu ćwiczyła na Bartku rozpraszanie konwersacyjne (czasami z bardzo dobrym rezultatem) i w ogóle miała jakoś za dużo energii, może dlatego, że jakaś dobra dusza zostawiła nam w galerii wiatrak, który odrobinę niwelował braki w tlenie.

W dalszej kolejności, specjalnie dla Asika, gdyż ominie ją sesja poniedziałkowa, zatańczyliśmy Basse Pompilię. Potem wzięliśmy się za Torneo, Bassę Ducale, Bassę Goiosę, Bassę Toscanę, Passo e mezzo, Chiara stellę, Galiardę, jak to Asik mówi Lifessesee, czy tam to się nazywa. Na zakończenie odtańczyliśmy jeszcze So ben i w dobrych humorach poszliśmy do domu. W dobrych, bo nie obyło się oczywiście bez głupawki, nieobecnego Hrabiego bowiem obsadziłyśmy w roli Króliczka wyskakującego z tortu lub kicającego z koszem pisanek (tak, tak, bardzo niebezpiecznie jest nie przychodzić na zajęcia, można dostać wtedy rolę życia – Murzyna, czy też Marcowego zająca). Stwierdziłyśmy też, że repertuar ATD należy koniecznie poszerzyć o wieczory panieńskie, kawalerskie i wieczorki w domach spokojnej starości.

 

Gdy Hrabiego nie ma…

czwartek, 10 Marzec 2011

Wczoraj na treningu grupy zaawansowanej zabrakło Hrabiego, który robi sobie urlop zdrowotny. Rozgrzewkę poprowadził Bartek w mocno gadającej atmosferze, osłabiając się przy niektórych ćwiczeniach. Gdy robiliśmy nową wersję brzuszków i rozciągaliśmy potem mięśnie zakomunikowałam, że mnie bolały plecy. Bartek opadł na moment z sił. Cóż nikt nie mówił, że będzie łatwo ;)

Na początek ambitnie Ansalone na 3, jak widać przydało się, bo powtarzaliśmy 3 razy – jak nie błąd tu, to tam, ale nie ma to to tamto, za 3 razem było nawet nieźle. :D Nie pamiętam dokładnej kolejności, bo po 2 godzianch XV wieku przestałam dokładnie rejestrować zdarzenia. Volty na pewno nie było, bo z wirtualnym Hrabią ciężko by było, a Bartek i tak miał trudne zdanie, próbując ogarnąć Anett i mnie.  Zabraliśmy się za książkę telefoniczną – Celeste Giglio. 1 próba – hmm ujawniła pewne braki w Saltarello, ale za 2 odkryłam ciekawą funkcję – wystarczy Bartka lekko zgadać i się myli, co wywołało niemałą radość na mej twarzy :D

Potem przed surowym wzrokiem Anett zatańczyliśmy z Bartkiem obie gagliardy, gdyż poinformowałam, ze moim zdaniem robimy nierówno. wyszło szydło z worka co i gdzie trzeba poprawić!
Ponieważ była nas 3 nie mogło zabraknąć Foki w wersji wolnej i szybkiej :evil: Była też Bassa Gioiosa dla przypomnienia i to 2 razy w wersji Bollywoodzkiej i nie, a także Passo E Mezzo, So Bien… , które w pewnym momencie myliło mi się z Torneo Amoroso. Ach, omal nie zapomniałabym o Gagliardzie lifeleilslsjle  – no wiecie jakiej. Dawnego tego nie było i stwierdziliśmy, że odkurzymy swoją pamięć, tak smao jak przy Spagniolecie, któa sprawiła zagwostkę w pewnych momentach.

Zamiast zgrzewki na koniec były rozmowy o pokazach – powoli zaczynamy myśleć o przygotowaniach do Korowodu :D

Czytała Krystyna Czubówna…

czwartek, 10 Marzec 2011

Środowy trening XV-wieczny odbył się w bardzo dobrym humorze. Po wejściu na 1 piętro okazało się, że zabudowali nam miejsce schadzek, więc przenieśliśmy się piętro wyżej. Więcej, miejsca, brak słupów – to i wszystko zawsze widać będzie :D Po krótkiej rozgrzewce, by sflaczałych mięśni po 3 tygodniach laby nie wykończyć zabraliśmy się za tańce. Na dogrzanie Amoroso, idzie już naprawdę nieźle. Z Basieńką nawet wymieniłyśmy się partnerami w trakcie, o dziwo początek treningu obfitował w mnogość panów, którzy dziwnym trafem wymieniali się  w tańcu chodząc do WC :P

Potem było Reale, a potem zabraliśmy się do Spero. Najpierw na sucho, co by odświeżyć sobie  to, co niektórzy pozapominali. W trakcie przyszła Ania, która dołączyła do niepełnego składu 3-kowego w postaci Klimka i mnie. Z muzyką jak się okazało szło nie aż tak dobrze, nawet mi nóżki się plątały, dlatego tańczyliśmy jeszcze raz, jeszcze raz i jeszcze raz :)

Potem na ruszt poszła Chorona Gentile wersja na 6 na sucho – perfekt! :) Z muzyką, gorzej bo lektor zdezerterował po 1 taktach by otworzyć drzwi Eli :P grupa się posypała, ale potem były jeszcze kolejne 2 próby z czytaniem w trakcie, a później już bez podpowiedzi – no prawie, bo Basieńka skutecznie podpowiadała Przemkowi kiedy są zamiany i użyczyła pomocnej dłoni w solówkach.
Humory panom ewidentnie dopisywały, więc by mogli ochłonąć z nadmiaru wrażeń zrobiliśmy Patienzę. Wolny, spokojny taniec – inni stwierdzili, że nudny, ale o gustach się nie dyskutuje :P Wpadliśmy na pomysł by w trakcie pokazu ograć go trochę i by wszyscy zawiesili sobie pętle ze sznura na szyi – na pewno ta opcja zostanie poddana jeszcze pod dyskusję.

Na koniec znowu Amoroso, Spero i Chrona bez Krystyny Czubówny, która zapominała o continenzach! Obiecuję poprawę :P
Idzie naprawdę bardzo dobrze i niedługo będzie to nasz popisowy taniec – I hope :)

Tyle na dziś,

Asik

 

Po niemiecku i na słodko

środa, 9 Marzec 2011

I kolejny poniedziałek upłynął pod znakiem niemal indywidualnych zajęć. Oprócz trójcy prowadzących, były jeszcze 2 osoby, ale w zestawie innym niż tydzień temu, czyli Kasia i Marta. Rozgrzewka była, jak zawsze. Ale, że nic ciekawego się nie działo, daruję sobie puste opisy.

Przystępując do zajęć właściwych zaczęliśmy od powtórek. I tak, na pierwszy ogień poszło Rufty Tufty, potem Parson’s Farewell – tu trochę łańcuszki ciągle sprawiają kłopoty, więc powtarzaliśmy. Potem przypomnieliśmy sobie Contentezzę. I to był koniec powtórek „staroci”. Zatem przeszliśmy do powtórek „nowości” czyli najpierw przetańczyliśmy Bassę Ducalę – tu jeszcze spezzata fianchegiati i inne takie przyjemności sprawiają drobny problem, ale bez strachu – będziemy powtarzać, i powtarzać i powtarzać…

Było też trochę techniki czyli poćwiczyliśmy Ripresy z naciskiem robienia małych kroków i trabuki – te ostatnie jeszcze ciągle sprawiają kłopoty. Poćwiczyliśmy też wędrowanie w krokach gagliardy oraz  była pierwsza lekcja nowego kroku, czyli zaczęliśmy uczyć się, jak wykonywać Fioretta :-)

Wymęczeni technikami zatańczyliśmy co nieco dla rozluźnienia. T Na usilną prośbę Bieni poczłapaliśmy trochę z trumną, czyli Allemandę oddreptaliśmy :-) a potem Villanellę.

Tak dla rozluźnienia nauczyliśmy się też nowego tańca – Dolce Amoroso Fuoco :-) Ponieważ z to panowie mają bardziej skomplikowany popis z Fiorettami, nie było problemu, aby panie nauczyły się swoich kroków, które są proste. I rzeczywiście – dziewczyny szybko załapały taniec – kolejny do kolekcji :-)

Na zakończenie jeszcze tylko Parson’s Farewell w wersji szybkiej i do domu lub na kebab :-)