Drugi poniedziałek z rzędu skład grupy początkującej był ten sam (prowadzących nie liczę), czyli Basia z Maćkiem i Bienia.
Na zajęciach nie zabrakło różnych powtórek w charakterze rozgrzewkowym, rozrywkowym, przerwynikowym tudzież utrwalającym a były to takie szlagiery jak: Bassa Pompilia, Parson’s Farewell, Scocht Cap czy też Bassa Ducale.
Ale były też nowości i prawie nowości. Zaczęliśmy właśnie rozgrzewkowo od Scotch Capa aby od razu prześć do „prawie nowości”, czyli powtórka Dolce Amoroso Fuoco.
I jak poprzednio tańczyliśmy na dwie strony – czyli najpierw panowie tańczyli solo pana, a panie solo pani aby w drugim powtrzeniu tańca zamienić się rolami
Ponieważ solo pana sprawiało problemy, to poćwiczyliśmy sobie trochę na sucho – wolno, potem szybciej, a potem do muzyki.
Następnie przerywnik w postaci Bassy Ducali i nowość – czyli Torneo Amoroso. Co prawda tydzień temu zaczęliśmy, ale okazało się że należy traktować ten taniec i tak w kategoriach nowości.
Na początku prowadzący, czyli ja, conieco namącił i były falstarty – ech, główka nie ta, a przecież przed treningiem sobie przetańczyłem całość, że by uniknąć właśnie takich wpadek.
Pomęczyliśmy trochę Torneo i przerobiliśmy całe. I w tym momencie Maciek poprosił o przerwę. Dlatego też daliśmy mu odsapnąć a ja, Hrabia, Basia i Bienia zatańczyliśmy Parsnon’s Farewell w wersji szybkiej… a właściwie chcieliśmy zatańczyć, ale się posypało nieco
Za karę powtórka w wersji wolnej, a potem w nagrodę znowu wersja szybka i jakoś poszło
Potem kolejny hit, czyli Bassa Pompilia na rozluźnienie
i trochę techniki – pomęczyliśmy trabuchetta (bo ciągle są nam wrogie). A ponieważ rozgrzaliśmy pęcinki to od razu powtórka Gagliardy – tej części, której się uczyliśmy. I na koniec raz jeszcze „foka” , coby nie wyjść na deszcz tak bezsensownie rozgrzanym