Archiwum kategorii ‘Tańce’

1 trening XV-wieczny

poniedziałek, 10 Październik 2011

5 października po długiej przerwie odbyły się 1 zajęcia XV-wieczne. Grupka była nieliczna, ale pozwoliło nam się to skupić na zrobieniu konkretnych rzeczy. Po rozgrzewce, wprowadziłam krok contrapasso i nauczyłam Belriguardo na parę. Cieszymy się, że Magda i Marianna zawitały do nas w tym roku – mamy nadzieję, że zajęcia wpiszą się jako stałe pozycje w ich cotygodniowy program.  Dla Marianny Belriguardo było jako przypomnienie dawnego kursu w Krakowei, ale dla reszty było to coś nowego. Rafał narzekał, ze znowu trzeba robić małe kroczki – cóż taki urok tańca :P
Potem było jeszcze Amoroso – jako przypomnienie dla Magdy… trochę ćwiczeń na piva i doppia. BY dać zmęczonym umysłom odpocząć – zatańczyłam z Rafałem Principessę, a potem we 4 odtańczylismy Fortunosę.
By dopełnić zajęć an końiec była powtórka Belriguardo – by reszta mogła nauczyć za tydzień tych, którzy nie byli w środę. 12 października liczymy na większą frekwencję!

 

I po Korowodzie…

niedziela, 28 Sierpień 2011

Daliśmy dwa zwięzłe, nienudne przedstawienia i mimo iż świadomi jesteśmy naszych błędów i niedociągnięć, to ogólnie jesteśmy zadowoleni.

W sobotę w szkole baletowej zaprezentowała się grupa renesansowa. Scena w udostępnionej na pokazy auli była bardzo fajna, sala miała jednak spory minus zarówno dla osób występujących, jak i dla oglądającej nas publiczności. Mam tu na myśli iście piekielną temperaturę. Jednak, jako, ze jesteśmy przecież twardzi, to daliśmy radę. Asik i Hrabia odtańczyli Celeste zakończone fontannami wstążkowej krwi z rąk Lady Makbet; nasza śmierć musiała także zrobić na publiczności wrażenie, bo po jej pojawieniu się słyszeliśmy wiele pracujących migawek aparatowych (kto zrobił zdjęcie niech podniesie rękę ;-) ), Zgoś, w roli stryja miała piękny wąs, a ja odtańczyłam z Bartkiem Voltę z przygodami. Już przy drugim podskoku bowiem, Bartek tak zgrabnie nadepną moją sukienkę podnosząc mnie jednocześnie do góry, że oddarł mi jej sporą część w pasie. Przepraszam wiec publiczność i zespół za koślawość w tańcu, ale musiałam sobie szybko wiszący materiał wepchnąć pod gorset, aby uniknąć dalszych zniszczeń. Jesteśmy oczywiście profesjonalistami, więc nie przerwaliśmy tańca i dotrwaliśmy do końca. Nasza Volta mimo małego nieszczęścia jakie nas spotkało i tak chyba była dużo lepsza niż ta zaprezentowana w Tudorach. Polecam spojrzenie na to, co Henryk ze swą piękną żoną Anną robi do tej muzyki; z Voltą, a nawet mogę powiedzieć, że z tańcem dawnym nie ma to wiele wspólnego. Jeśli kogoś poza tym interesują Volty filmowe, to trochę lepsza jest w filmie Elżbieta Złoty wiek z Cate Blancheett, ale tam z kolei uchwyt do podrzutów jest dość oryginalny ;-) . Kto nie wie o czym mówię, niech z uwaga obejrzy film i pilnie nasłuchuje Volty.

Słowo lub dwa o pokazie niedzielnym napiszę niebawem, chyba że sama grupa XV-stkowa mnie w tym ubiegnie.

okołokorowodowo…

wtorek, 23 Sierpień 2011

Jak przez kilka ostatnich lat o tej porze, przygotowujemy się do kolejnego Korowodu. Zupełną nowością jest to, że poza przedstawieniem z tańcami renesansowymi, planujemy też pokaz XV-stkowy. Trzeba pokazać jacy jesteśmy wszechstronni ;-) . ATD zaprasza wiec w tym roku w sobotę do szkoły baletowej na Shakespeare’s Tales, czyli Opowieści Trzęsi Włóczni – wyjątki z Szekspira, które pozwolą szybko nadrobić wszelkie zaległości w dziełach mistrza i w niedzielę do wilanowskiego Parku angielskiego na Zazdrość, opowieść o zawiłościach uczucia zwanego miłością. Dzięki montowaniu dwóch przedstawień ponadto udała nam się mała integracja obu części zespołu; czasem spotykamy się razem, pożyczamy sobie wzajemnie czytaczy, a ja nawet awansowałam na wielkiego puszczacza muzyki. Część z nas chodzi od paru dni pilnie na korowodowe warsztaty i dowiaduje się na nich nie tylko ciekawych rzeczy o tańcach, ale też i o składzie zespołu… Świat jest pełny niespodzianek ;-) .

Ogólnie niby fajnie, ale może w przyszłym roku zrobimy sobie korowodową przerwę i w zamian całym stadem pojedziemy np. na Pawanę, albo coś. Czasem potrzebna jakaś odmiana, a na Korowodzie mimo zgłaszanych przez lata uwag, niewiele się zmienia. Nadal na przykład nie wiadomo jaka jest właściwie formuła imprezy. Czy jest to cykl pokazów dla zespołów tańca dawnego, które mają się wymieniać doświadczeniami, kontaktami itp? Czy chodzi o propagowanie kultury dawnej wśród ludzi bezpośrednio niezainteresowanych? Bo jeśli chcemy pokazywać tańce dawne szerszym rzeszom, to dlaczego impreza jest tak kiepsko promowana? Nie ma znowu na mieście plakatów informujących o Korowodzie. Na pokazy w szkole baletowej można poza tym wejść ze specjalnymi zaproszeniami, które zgodnie z informacją na stronie są dostępne w SDK. Co prawda organizatorzy twierdza, że bez zaproszenia też się wejdzie, jeśli powie się, że przyszło się na pokazy Korowodowe, ale czy jeśli ktoś nie będzie miał możliwości pójść po zaproszenie, to wpadnie na to, że bez takowego także zostanie wpuszczony? Śmiem wątpić.

Jako urodzeni złośliwcy wyślemy więc na spotkanie otwierające przedstawicieli, którzy zadadzą kilka niewygodnych pytań. Zresztą spotkanie informacyjne jest o 15.30, więc np. ja, pracując do 16 nie mam niestety szansy na nie dotrzeć (tak, wiem, trzeba się było wziąć urlop i zapisać na warsztaty to bym zdążyła…)

Pojawiło się za to w tym roku kilka nowych zespołów, więc pooglądać będzie można jakieś nowe gęby, sprawne nóżki, czy kto co tam będzie chciał…

To już jest koniec… prawie.

piątek, 17 Czerwiec 2011

No cóż, koniec roku i zapał spada. Tylko jedna Marta ma do nas cierpliwość i w ostanti poniedziałek znowu miala zajęcia indywidualne z 3-ką prowadzących :-)

 

Oczywiście oprócz różnych powtórek tańcy takich jak Parson’ s Farewell, Villanelli, Contentezzy, Bassy Pompilli przerobilśmy do końca Gagliardę „korowodową” oraz Chiara Stellę.

I tak nam mile upłynęły te przedostatnie zajęcia.

 

złudne nadzieje…

czwartek, 9 Czerwiec 2011

wczoraj o 18.00 byłam sama na polu bitwy, zrobiłam sobie rozgrzewkę w trakcie której pojawił się Puenta. Generalnie frekwencja nie dopisała. Słodcy przygotowywali się do wyjazdu, Przemek też – choć nie ze Słodkimi a do swojego własnego :P . Basiek nie odczytała maila – ach te dzieci FB, bez niego nie używają innych środków komunikacji – a można przecież chociażby zadzwonić :P
Asi też nie było z jakiś powodów, stawiła się chociaż jej 2 spóźniona i usprawiedliwiona połówka.

Z Puentą przetańczyliśmy Chastelne, Chastelanę, Chastelanę, Chastelanę – i wreszcie za 4 razem wyszła dobrze :) Potem Amoroso, Fortunosa, Reale, powtórka Principessy… i nadszedł Klimek. Dzięki niemu mogliśmy poszerzyć repertuar o kilkukrotne zatańczenie Chorony Gentile na 3, a co za każdym razem w innym składzie i liczbie osobowej – przecież nie będziemy sobie ułatwiać ;) Potem trochę pogaduch i tu nakryła nas na nic nie robieniu grupa zaawansowana, ale że gorąco było to nikt nam kółka dyskusyjnego nie podważał ;) Potem jeszcze Spero, Principessa, Principessa i Principessa :P
wiadomo co do poprawy, scenariusze przedstawienia rozdane i tak rozstaliśmy z nadzieją zobaczenia się za tydz. w większym gronie!

 

Wielkieś mi uczyniła pustki… pogodo!

środa, 8 Czerwiec 2011

I znowu przewaga prowadzących nad uczestnikami.

Choć myśleliśmy, że już nikt nie przyjdzie, to dzielnie stawiła się Kasia i Bienia i pomimo duszności i gorąca poddały się torturom :-)

Zasadniczo zajęcia nie różniły się niczym od tych sprzed tygodnia, tylko że z odrobinę innym składem.

No i zamiast „parkinsona” było Rufty Tufty.

Najwięcej wysiłku przy tej pogodzie sprawiła oczywiście Gagliarda, którą bezlitośnie katowałem :evil:

Uff, jak gorąco.

wtorek, 31 Maj 2011

Wróciliśmy!! Ja i Anett wypoczęci i wyurlopowani wróciliśmy coby odciążyć Hrabiego w jego rozlicznych obowiązakch :-)

Frekwencja nie była może powalająca (Bienia i Basia + 3-ka prowadzących), ale za to były zajęcia kameralne, niemalże.

Rozgrzewka też się odbyła, choć z racji panujących ostatnio temperatur zlitowałem się nad grupą i nie była zbyt męcząca, ot tyle, żeby nieco mięśnie rozruszać.

Generalnie zajęcia upłynęły pod hasłem „powtórki” choć nie tak całkiem do końca. Na pierwszy ogień, dla relaksu był „parkinson”, ale żeby nie było tak całkiem różowo to od razu w wersji szybkiej :D . Było nieźle ale powtórzyliśmy i za drugim razem wyszło już bardzo dobrze.

Następnie przerobiliśmy hiciory takie jak Vilanella, Bassa Ducale oraz Torneo Amoroso. Taniec dość świeży więc nie obyło się bez pomocy Anett w roli lektora. I tak, ja najbardziej chyba się plątałem :-)

Ponieważ trochę chłodem powiało poskakaliśmy sobie Gagliardę „korowodową”. Najpierw powtróka, tego, co już grupa znała, czyli całą pierwszą część a następnie przeszliśmy do dalszej części.

Mimo gorąca dziewczyny dzielnie skakały i było naprawdę nieźle.

Potem jeszcze szybka powtórka contentezzy, „koszmaru Ruraka” czyli Bassy Pompilii  i Dolce Amoroso Fuoco – ja z Anett tańczyliśmy z duszkiem – okazuje się, że dobrze jest ustalić PRZED tańcem, kto tańczy z duszkiem, bo potem nie wychodzą łańcuszki :-D

Na koniec powtórka Torneo Amoroso bez „lektora” – i znowu ja się myliłem :-(

I na samo zakończenie 2 razy powtórzyliśmy Gagliardę – całość, którą znamy. I tym miłym akcentem pożegnaliśmy duszną salę, po czym 4/5 składu zajęć udało się na tradycyjnego już kebaba.

przed majówkowe pląsanie

czwartek, 28 Kwiecień 2011

Wczoraj na treningu XV-wiecznym szalał tłum ludzi;) Sama elita, czyli Klimek, Basia, Ela, Słodki (duchem i ciałem nietańczącym) – ale był! no i ja. Po krótkiej rozgrzewce przerwanej przez Pana z TVN-u, nie daliśmy za wygraną i poruszaliśmy się trochę. Na 1 rzut poszło przypominane na sucho Voltati,a potem do muzyki wolniejszej i do szybszej. Sami wiecie, która jest fajniejsza ;) Żeby pomylić trochę w głowach kolejny taniec na 3 czyli Spero -wyszło nawet całkiem, całkiem, mimo marudzenia o brzydkich obrotach na 1 doppio, które wcale nie wyglądają gejowsko :P
Potem przypomnienie Principessy – tutaj standardowo (przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie) dołączyła Ela :) taniec prosty nie jest, bo ma taką a nie inną muzykę i nie ma części powtarzalnych, ale właśnie to czyni go ładnym. Niektórzy usłyszeli co ten taniec przypomina ;) wystarczy się teraz tylko wczuć i będzie szło coraz lepiej, ale uwaga na rytm!
W takt galopujących koni Slodkiego i odgłosów walki tańczyliśmy Choronę gentile. Tutaj powtarzaliśmy taniec parę razy, bo przyznaję ja się myliłam i to wciąż i wciąż i wciąż ;P Ale potem dla odmiany była jeszcze Fortunosa, wprowadzenie ramionek do kroków :evil: coby utrudnić innym życie i na nowo Chorona. Tym razem poszło ładnie, a na zakończenie była jeszcze parę razy Principessa i korzystając, że grupa zaawansowana oglądała filmik zatańczyliśmy jeszcze raz voltati :D
Kolejny trening 4 maja po leniuchowaniu… :)

Przedświąteczne lenistwo

czwartek, 21 Kwiecień 2011

Podczas gdy nasza wspaniała sekcja tańców renesansowych lansowała się w Reducie (odbierając nam okrutnie Asika, więc nie miał kto marudzić, że krzywo), my, ich średniowieczni praprzodkowie, trenowaliśmy nasze tańce.

Niestety, co okazuje się ostatnio smutną regułą, frekwencja nie powalała – widocznie niektórzy złapali przedświątecznego lenia (albo w pocie czoła trzepali dywany… co jednak wydaje się nieco wątpliwe…) Ale trójka do Spero się zebrała! Zaczęliśmy od rozgrzewki, a potem przystąpiliśmy do powtarzania Spero właśnie.  Nie szło nawet tak źle i panowie nawet obracali się w odpowiednim momencie.

Jako, że była nas trójka (i, o dziwo, dwóch panów), postanowiłam wprowadzić coś nowego, co moglibyśmy zatańczyć we troje – Voltati in Ca Rosina. Taniec jest całkiem prosty i powtarzają się w nim pewne elementy ze Spero, największym problemem są podchwytliwe łańcuszki na końcu. Po przejściu ich „na sucho” okazało się, że wychodzą całkiem nieźle!! Po dodaniu wolniejszej muzyki wszystko wychodziło bez problemów, gorzej było z trochę szybszą wersją muzyki – ale to można jeszcze bez problemu wyćwiczyć.

W międzyczasie doszła do nas Ela i zatańczyła Voltati z chłopakami, a potem zmieniłyśmy układ na wersję z dwoma paniami i panem w środku – i znów nie było problemów.

Potem ćwiczyliśmy Choronę, ale niestety było sporo pomyłek i musieliśmy kilka razy powtarzać, aż nie wyszło w miarę poprawnie.

Jako, że powoli zbliżał się koniec treningu powtórzyliśmy z Rafałem to, czego uczyliśmy się zeszłym razem, czyli Principesse  i znów wyszły lekcje indywidualne (ale przynajmniej uczeń podatny na naukę ;) ). Po bezbłędnym odtańczeniu tańca pożegnaliśmy się wszyscy składając sobie życzenia.

W przyszłym tygodniu przystąpimy do intensywnego spalania kalorii przyjętych w czasie świątecznego obżarstwa. A tymczasem wesołych świąt!

Kiedy wiosna nadchodzi, osób jak kot napłakał…

czwartek, 14 Kwiecień 2011

Wczoraj na treningu XV-kowym był cały tłuuuum ludzi;) Zaczęliśmy w bardzo doborowym trójkącie: Basi, Klimka i mnie, po wcześniejszym skonsumowaniu przez Basię bananów, by nabrała sił do tańca! Rozgrzewka upłynęła nam na bieganiu, skakaniu,wygibasach, śmiechach i żartach, a potem zabawa się skończyła i do pracy! Na pierwszy rzut – coś nowego, niekonwencjonalnego i pięknego, czyli… Collineto for Principessa. Muzyka ma swój wewnętrzny rytm, a taniec jak stwierdził nasz chemik nie jest logiczny – jest pamięciówką. Może i tak, ale ładny jest i szybko mu poszło na załapaniu o co chodzi :P

W trakcie dołączyła do nas Ela oraz usprawiedliwiony od nietańczenia Słodki, ale za to rozpraszający nas rozbieraniem się i chodzeniem półnago po sali ;) Nie daliśmy się zwieść jego urokom, no może poza Księciuniem, który podawał mu … banana :P Potem była powtórka Chorony Gentile, z małą Czubówną ;) i  Amoroso.

A ponieważ szło nam wczoraj znakomicie to zrobiliśmy kolejny nowy taniec dla Klimka – Fortunosę. Udowodniłam, że kobiety mają podzielną uwagę i potrafią mówić jedno a robić 2. Na zakończenie ponownie Principessa. Teraz pozostaje nam ją tylko szlifować. Reszta do domu, a ja zostałam z grupa XVI zaawansowaną przygotowywać się do pokazu 20 kwietnia w Reducie, jak się okazało wręcz śpiewająco! :D