Na początek słowo odnośnie tematu – chyba mogłam napisać – ATD w radiu, bo polonistką niby nie jestem, ale gdzieś mi się po głowie kołacze, że to rzeczownik, który się w naszym pięknym języku już odmienia, niemniej jednak jakoś mi to przez gardło nie przechodzi, więc uznajmy jednak, że ATD pojawi się w radio
.
A jak to się stało – otóż pewnego dnia z naszą miłą koleżanką – Asią skontaktowała się Pani Monika Pilch, która stwierdziła, że chciałaby zrobić audycje o naszym zespole. Co prawda zaczynamy powoli odbudowywać braki kadrowe po skutecznym przeflancowaniu Bieni i Kasi z grupy początkującej do średniozaawansowanej i małej roszadzie pomiędzy XV i XVI wiekiem z udziałem moim i Rafała, ale nowej krwi nigdy za wiele. Stąd cieszymy się, że ktoś o nas może usłyszy, może ktoś zechce dołączyć do bandy zapaleńców, których łączy pasja do tańca dawnego, a także w wielu wypadkach szczera przyjaźń.
Z Panią Moniką spotkaliśmy się dwa razy – najpierw na godzinnym nagraniu u mnie w domu, gdzie przeszkadzał nam usilnie kot – Behemot, który jak co wieczór jęczał pod drzwiami, że koniecznie musi się wydostać na korytarz oraz po raz drugi – w ostatnią sobotę na treningu, gdzie naocznie mogliśmy pokazać i głośno wytupać to, czym się zajmujemy. Ile tańca w tych naszych opowieściach udało się przekazać, można dowiedzieć się już jutro o godzinie 14 w 2PPR w audycji którą poprowadzi Pani Monika. Ja już np. wiem, że wielkim mówcą nie jestem i nie zrobiłabym kariery na forach starożytnego Rzymu, Asik za to, co pewnie nikogo nie zdziwi, mogąc mówić – wydaje się czuć jak ryba w wodzie, albo jak… mewa nad morzem
.
A teraz chyba wypada czekać na propozycje z telewizji