Wczoraj po krótkiej, aczkolwiek treściwej rozgrzewce zabraliśmy się za powtarzanie Passo E Mezzo. Niestety, pora po-obiadowa w niedzielę nie sprzyja naszym kocim ruchom. W związku z czym, musieliśmy (no też i chcieliśmy;)) powtórzyć Passo kilkukrotnie – ale chyba nawet za ostatnim razem nie było osoby, która nie popełniła by ani jednego błędu. Fluidy były nie te! Potem jeszcze Bassa Gioiosa – tu mój umysł płatał figle. Wbrew pozorom – jak się kogoś uczyło nie oznacza to, ze samemu się to świetnie pamięta…
Potem FECH(T)MISTRZ z ograniem scenek, zaznaczeniem przestrzeni i widowni i lekko krytycznymi uwagami obserwatorów: tu nie równo, tu stańcie inaczej i GŁOŚNIEJ, wyraźniej i Wooolnieeeejj ;p
W Gagliardzie Panowie odkryli, że nie wszystko się zgadza i będzie trzeba ja jeszcze delikatnie już przerobić, ale to już pikuś. W Ansalone prawie nam zmiażdżyli Anett wyimaginowaną bronią. Potem Alemana d’Amore w wersji na 3,5 kobitki i jednego Pana. Wprawiało to co poniektórych w chwile zwątpienia, ale dało radę. Potem jeszcze So Bien i czas na robaczki!
Wypompowany Asik
Tagi: Alemana d'Amore, Ansalone, Bassa Gioiosa, Chiara Stella, Gagliarda, Passo e Mezzo, So Ben Mi Chi Cha Buon Tempo, Spagnioletta
Jaką wyimaginowaną bronią? Kije były prawdziwe, a to przecież też broń
Jak to krótka, acz treściwa była taka jak zwykle
NO właśnie
Jakby co to ja jestem za tytułem „Fechtmistrz” a nie Fechmistrz mimo, że chyba obie formy są poprawne ja tam nie wiem co to jest fechowanie i w życiu żem takich wyzwisk nie słyszał
Fochmiszcz
tak jak bardziej za Żurawiem niż źurawiem :p
„źuraw” to żuraw z dłuższymi nogami :p
„Źuraw”nie mojego jest autorstwa.