Na pierwszy ogień poszła tradycyjnie Chastelana… niektórzy musieli się zrehabilitować za niedzielny pokaz ![]()
Ingratę zostawiliśmy chwilowo w spokoju (w trakcie ustalana kanonicznej wersji).I znów mieliśmy szansę na trochę świeżości (dla niektórych co prawda były to zatęchłe starocie, ale co tam…). A więc Voltati w nieco innej wersji kroków (ach, to satarello tedesco…). Nawet zdołaliśmy się nie pogubić, zważając na nasze kiepskie samopoczucie…
Potem kolej na Belriguardo na trójkę. Widok to był niepiękny, kiedy zasypialiśmy w tańcu… Do tego doszły komplikacje z kolejnością puszczania się i zachodzenia (i chyba lepiej nie będziemy tego głębiej rozważać…
) Plus konieczna powtórka z contrapasso…
Ale bohatersko dotrwaliśmy do końca i należało nam się zasłużone piwo! I tu, o dziwo, nikt nie zasnął
Oj tak powtórka Wam się należała – co dziwniejsze na treningu wszystko poszło sprawnie
Do Belriguardo wrócimy – może też coś jeszcze zmienię
hmmmm, cóż… co do sprawności to nie byłabym tak w 100% pewna…
Przestudiuj Mądrą Książkę, może to zainspiruje jakieś zmiany
A w rękopisach są co najmniej jeszcze 2 wersje Belriguardo na parę… więc wszystko przed nami