Dzisiaj w porażającym składzie 4 osobowym: Asia, Hrabia, Karol i ja mozolnie bez większych chęci rozpoczęliśmy rozgrzewkę. Najpierw tupanie, potem chodzenie, małpki i rozciąganie. Po świętach okazało się, że wszystkim siadła forma. Za dużo obżarstwa i leniuchowania było
passo e mezzo w kombinacji 2114 nie wyszło najlepiej, ciągle nogi robiły co chciały – może dopadła nas jaka chandra? W Bassie Toscanie reszta patrzyła na mnie, bo jako jedyna oprócz Ruraka, który nie bywa już na treningach, pamiętam co dzieje się po kolei. Żeby urozmaicić Gagliardę na parę i korowodową ćwiczyliśmy z Hrabią z piłką, ale ponieważ mężczyźni 2 rzeczy na raz robić nie mogą: albo piłka albo taniec – inaczej nie współgra to równomiernym ruchom nóg i rąk.
Następnie Spagnioletta w wersji klasycznej na parę, So Bien…, Laura Suave w wikszym skupieniu (bo parę razy, dla tych co mieli złe nogi – no JA np
buuuu….), przypomnienie Celeste Giglio i na koniec La Battaglia, ale tym razem obyło się bez zbędnych trupów.
To gdzie ta piłka, ja chce piłkę
Przecież ją łapałeś – no tak, ale pamięć w tym wieku też już nie ta