ATD w Radio :-)

Anett, 31 stycznia 2012

Na początek słowo odnośnie tematu – chyba mogłam napisać – ATD w radiu, bo polonistką niby nie jestem, ale gdzieś mi się po głowie kołacze, że to rzeczownik, który się w naszym pięknym języku już odmienia, niemniej jednak jakoś mi to przez gardło nie przechodzi, więc uznajmy jednak, że ATD pojawi się w radio ;-) .

A jak to się stało – otóż pewnego dnia z naszą miłą koleżanką – Asią skontaktowała się Pani Monika Pilch, która stwierdziła, że chciałaby zrobić audycje o naszym zespole. Co prawda zaczynamy powoli odbudowywać braki kadrowe po skutecznym przeflancowaniu Bieni i Kasi z grupy początkującej do średniozaawansowanej i małej roszadzie pomiędzy XV i XVI wiekiem z udziałem moim i Rafała, ale nowej krwi nigdy za wiele. Stąd cieszymy się, że ktoś o nas może usłyszy, może ktoś zechce dołączyć do bandy zapaleńców, których łączy pasja do tańca dawnego, a także w wielu wypadkach szczera przyjaźń.

Z Panią Moniką spotkaliśmy się dwa razy – najpierw na godzinnym nagraniu u mnie w domu, gdzie przeszkadzał nam usilnie kot – Behemot, który jak co wieczór jęczał pod drzwiami, że koniecznie musi się wydostać na korytarz oraz po raz drugi – w ostatnią sobotę na treningu, gdzie naocznie mogliśmy pokazać i głośno wytupać to, czym się zajmujemy. Ile tańca w tych naszych opowieściach udało się przekazać, można dowiedzieć się już jutro o godzinie 14 w 2PPR w audycji którą poprowadzi Pani Monika. Ja już np. wiem, że wielkim mówcą nie jestem i nie zrobiłabym kariery na forach starożytnego Rzymu, Asik za to, co pewnie nikogo nie zdziwi, mogąc mówić – wydaje się czuć jak ryba w wodzie, albo jak… mewa nad morzem :-) .

A teraz chyba wypada czekać na propozycje z telewizji :-)

Petit Chastelana ;)

Asik, 1 grudnia 2011

Wczoraj na zajęciach z XV wieku w doborowym składzie 3 osobowym wprowadziliśmy 2 nowe tańce: Petit Riense i Chastelanę. Grupa zdolna, szybko łapiąca jak sama stwierdziła zaoszczędziła 3 dni warsztatów. Cóż, nie każdemu się to udaje i dodajmy, że bez Krystyny Czubówny by się nie obeszło ;) Więc będziemy z pewnością jeszcze te tańce ćwiczyć: OBA!  Żeby nie było :P I tak byłam łaskawa wczoraj, bo pozwoliłam uniknąć Cupido ku obu-pólnej uciesze Anett i Rafała :P Ale co się odwlecze… ;)

A, B, C… tańców XV-wiecznych

Asik, 18 listopada 2011

W środę trening sponsorowały literki A, B i C…

Dla każdego coś miłego, czyli dla Rafała CUPIDO, dla Puenty Belriguardo na 2 i 3, a dla Anett Chorona Gentile. Wygrała literka C… bo ćwiczyliśmy przynoszące lekkie trudności Contrapasso ;) Wszyscy dzielnie stawiali nóżki jedna za drugą. Bardzo miłym zaskoczeniem była Chorona, która jako przypomnienie dla reszty, a nowość dla Anett w wersji z lektorem wyszła bardzo dobrze. Wręcz lepiej niż na ostatnich zajęciach :D No ale przecież to zasługa Krystyny Czubówny ;) Nie zmienia to faktu, że taniec na stałe wejdzie w nasze treningi, by go:

a/ nie zapomnieć

b/ doszliwować

c/ może kiedyś zatańczyć w pełnym składzie ;)

 

Nie mniej jednak uczestników treningu zostawiam z ćwiczeniem w domu, bo za tydzień nie ma zajęć!

 

Spotkanie z kobziarzem

Bartek F., 16 listopada 2011

Tak, tak, przyszedł czas,  żeby zapoznać się z Villanellą. Ponieważ taniec długi nie jest, więc w poniedziałek przerobiliśmy całość.

Najpierw jednak poćwiczyliśmy trochę kroków – riverenzę – trzeba popracować nad płynnością, ripresy, a pozatym pochodziliśmy sobie w seguitach różne kombinacje, w wężyku i bąbelki (na 4 kroki i na 2) żeby ćwiczyć zmiany kierunków.

Nie zabrakło także spezzato – ten krok jeszcze niektórym sprawia problem, a był nam potrzebny do Villanelli.

Jak pisałem, po mordędze kroków, przerobiliśmy Villanellę. Na razie oswoiliśmy się z tańcem i przyjdzie czas na dalsze szlifowanie.

Oczywiście nie tylko ten taniec był tańczony, były też powtórki: Black Nag, Grimstock, Bassa Pompilia i branle: Pinegay i Charlotte.

Pod koniec Magda i Patryk zmyli się trochę wcześniej i zostały nam 3 dziewczyny. To jeszcze w ramach bonusu nauczyły się Parson’s Farewell :-)

La Castellana na XVI wiek

Asik, 10 listopada 2011

Po krótkiej tupanej rozgrzewce rzuciliśmy Rafała na głębokie wody, czyli zatańczyliśmy Gagliardę di Spagna bez przypominania na sucho. Chwyt okazał się strzałem w 10! Poszło gładko – głowa zaczyna współgrać z nogami :D Co prawda 1 przetańczenie wymagało powtórzenia fragmentu od Refrenu bez Continenz, ale nie ma to to tamto – jest dużo lepiej i możemy teraz wałkować cały taniec! :)

W przewie dla zaawansowanyhc- Bartek, Hrabia, Anett i ja – Ansalone na 4.

Potem to samo zrobiliśmy z Bassą Toscaną! Tu bym miała kilka uwag: ręcę mają być trzymane mocno, a nie flaki – bo inaczej plaski nie wychodzą :P Ale tak to mogło być ;) Jako, że szkolimy nowe nabytki w grupie były też ćwiczenia z techniki (coś, co Asiki lubią najbardziej :D ) Po kole sekwencja spezzat, passo, passo,spezzato-pas:P Były ripresy, trabuchetta – z cennymi wskazówkami jak należy ćwiczyć w domu by poczuć i wyrobić sobie odpowiedni mięśnie, doszło też spezzato w obrocie i cadenza.

W ćwiczeniach technicznych sprytnie przemyciliśmy fragment z nowego tańca jakże przeze mnie wyczekiwanego – Ciastolany, czyli wersji La Castellany na XVI wiek. To urocza Cascarda, w której powtarza się długi refren. Ja swoją misję wypełniłam! Obiecałam, że to będzie i dotrzymałam słowa:) Zatańczyliśmy parę razy do muzyki nr 1 i do muzyki numer 2 z zamianą par. Z Bartkiem dorobiliśmy historię do tańca o niezdecydowanym kliencie kupującym warzywa :P ;) Trening był owocny w różne dziwne moje pomysły na przedstawienia – rzucane w eter. Kto wie, może najdzie nas większa wena spiszemy to i rzeczywiście coś z tego powstanie ;)

Na koniec było jeszcze Ansalone na 4, gagliarda korowodowa i Galiarda Lyfyfyfy  – zwana przez Bartka Gagliardą Lisfeltine.

F jak Fiździpołki

Asik, 10 listopada 2011

wczorajszy trening zasponsorowała literka F jak Fiździpołek :P dla tych, którzy nie wiedzą cóż to jest – to wynik około 5 minutowej no może 6-cio wymiany zdań pomiędzy Basieńką, Elą, Marianną i mną na temat zachodzenia do tyłu:P w Belriguardo Nouvo. Tak, tak, była nas cała chmara osób – wreszcie !:)  Ale o tym zaraz… lekko spóźniona ( mi też się czasem zdarza :P ) poprowadziłam rozgrzewkę. Słodki ponarzekał, że czuje przerwę – tu i tam go strzyka, jak to przystało na życie tetryka ;) Rozpoczęliśmy hucznie od Reale, by potem powtórzyć Belriguardo na parę. Wersja na sucho, potem na mokro i z muzyczką parę razy., ba nawet z zamianą partnerów. Choć właściwie partnerzy sami się zamienili – nie dali szansy wyboru kobietom :( W trakcie dołączyła Ela. Dla rozluźnienia i przypomnienia ulubiony taniec Rafała – CUPIDO :P i na jego prośbę za tydzień – będzie go więcej :evil:

Potem by wszystkim się wszystko pomieszało wprowadziłam wersję Belriguardo na 3 osoby czyli Belriguardo Nouvo.  I tu się zaczęło.. mała, szybka, lecz treściwa wymiana zdań o fiździpołkach, czy iść w lewo od lewej do tyłu czy od lewej w prawo z zakrętasem :P Wyszło że takim łukiem z wykręceniem – czyli fiździpołkiem ku niezadowoleniu panów. To nie koneic przygód – problemy były tez przy zamianie miejsc w saltarello, lecz humor się poprawił, gdy Marianna wyjaśniła jak dyplomowany pedagog, że to po prostu jest trudne:)
Na koniec jeszcze Chorona Gentile – tutaj mistrzem okazał się Klimek, który jako jedyny nie zapomniał kroków i w odpowiednim momencie nadgonił i wskazał nam co mamy robić! nic tylko pogratulować :) Ja również chylę czoła dla mojego zdolnego ucznia! Zaraz przerośnie mistrza i będzie sam prowadził treningi, a ja przejdę na zasłużoną emeryturę! :D :P
Była tez Fortunosa razy 2 i na zakończenie Belriguardo na parę!

Sottopiede – czyli nóg poplątanie

Bartek F., 8 listopada 2011

Na ostatnim treningu grupy początkującej dotarł pełen skład i dzięki temu już ze wszystkimi mogliśmy dokończyć Bassę Pompilię. Jeszcze chwilę zajmie, zanim nogi zapamiętają ten taniec, ale naprawdę niewiele brakuje.

Pewne problemy sprawia jeszcze Trango do tyłu, ale to w sumie drobiazg – będziemy piłować :-)

No właśnie, musimy skupiać się też nieco na technice – dlatego też nie zabrakło i tego elementu treningu, tj. trening techniki kroków. Na dobry początek byłem nudny – znęcałem się nad riprezami z naciskiem na stawianie małych kroków :evil: Potem byłem jeszcze bardziej paskudny, bo męczyłem Trabuchettami, a potem wogóle wylazła ze mnie wredota, bo wprowadziłem sottopiede, ale szczytem było połączenie Trabuchetta i sottopiede w Saffice :-D

Początkowo samo sottopiede sprawiało problemy – jakoś te nogi nie zawsze chcą się podmieniać jedna pod drugą i lądują obok siebie, ale poćwiczyliśmy powoli, od prostej, powolnej podmiany stopniowo zwiększając tempo i jakoś poszło.

Saffice – to było tak na prawdę dopiero wprowadzenie do tego kroku i będziemy go dalej ćwiczyć. A kluczem są i Trabuchetta i samo sottopiede.

Korzystając też z okazji, że mieliśmy pełen skład to przypomnieliśmy sobie Indian Queen – fajnie poszło, było sporo fanu choć zamieszania wcale dużo nie było – i o to chodzi. Już coraz łatwiej przychodzą zmiany numerków :-)

 

Cupido wcale nie jest nudne!

Asik, 4 listopada 2011

w środę na treningu XV-wiecznym, mimo małej frekwencji (całość liczyła 4 dzielne osóbki) humor nam dopisywał, mi szczególnie;) Po krótkiej rozgrzewce i przypomnieniu sobie Reale – jak niektórzy śmiałkowie twierdzą tańcu, który ciężko jest zapamiętać :P , a w nim nogi przecież same niosą… zabraliśmy się za powtórzenie dla Anett: Cupido i nauczenie tegoż tańca Rafała. W trakcie dołączyła Ela :) Cupido jest dostojnym tańcem, w którym można z łatwością wykonać każdy krok i cudownie go ograć. Muzyka jest bardzo charakterystyczna. Taniec wbrew opiniom nie jest nudny – trzeba się do niego po prostu przekonać :P
Po Cupido wprowadziliśmy Contrapasso i Saltarello by móc nauczyć Belriguardo. To już całkiem inna bajka. Muzyka jest szybka, wolna, szybka, wolniejsza ale potem szybsza. Cudowne zmiany tempa wprowadzały Anett w małe zawirowania, ale to tylko chwilowe – potem będzie coraz lepiej i zgodnie z życzeniem Eli – nauczymy też wersji na 3 osoby :)
By dać odpocząć nowej rekrutce zatańczyliśmy Choronę gentile na 3, a co.. też się da :D Potem jeszcze powtórka z naszego ukochanego Cupido i Cupido w przerwie na Principessę i powtórka Belriguardo dla utrwalenia, a by zmęczyć się do końca Fortunosa!
Tak oto pełni energii i w prawie pełnym składzie zostaliśmy na trening XVI wieczny…

Chwilowe załamanie…

Bartek F., 25 października 2011

frekfencji. Niestety, na ostatnie zajęcia dotarła tylko 4-ka naszych dzielnych kursantów. Cóż, czasem tak się złoży, że kilka osób nie może przyjść.

Aczkolwiek nie zatrzymało nas to zbytnio i program treningowy był realizowany normalnie.

Zajęliśmy się ponownie Grimsockiem, bo doczytałem się że 1 i 3-ci refren robiliśmy nie do końca właściwie i trzeba było to poprawić.

Poćwiczyliśmy też trochę techniki – a więc piłowaliśmy poznane wcześniej kroki renesansowe: Riverenze, seguito, continenze, i riprezy. Nauczyliśmy się też kolejnych 2 kroków, które potrzebne nam będą za chwile do Bassy Pompilii – passo trangato oraz seguito scorsi.

Niestety Bassę Pompilię przerobiliśmy tylko do solówek (a i to z błędem, bo ja zjadłem puntata) po czym skład nam się jeszcze okroił.

Resztę czasu poświeciliśmy na rozluźniająe Parson’s Farewell – także w wersji szybkiej.

Pierwsze koty za płoty

Bartek F., 14 października 2011

A zatem, zajęcia grupy początkującej tańca renesansowego ruszyły!

 

Jesteśmy już po 2 zajęciach (03 i 10 października).

Ponieważ grupa jest zdolna, to idziemy jak burza. Jak do tej pory rozrywkowo/rozgrzewkowo przerobiliśmy Branle d’Ecosse (doszliśmy do 2-giej prędkości), do tego Black Nag’a i Grimstocka. Oczywiście będziemy szlifować i dopieszczać te tańce, zwłaszcza świeższego Grimstocka.

 

Ponieważ naszym celem sa tańce renesansowe, zaczęliśmy też przygotowania w tym kierunku, czyli nauka podstawowych kroków, jakie będa nam potrzebne, aby zacząć uczyć sie pierwszego tańca.

 

Poznaliśmy Riverenzę, continenze, ripresy i seguito.

Jak utrzymamy takie tempoo nauki, to będziemy mogli przerabiać naprawdę ciekawe tańce :-)